ciag dalszy relacji z agronautyki, teraz w ramach nowego zycia na swoim
RSS
piątek, 15 lipca 2011
skrzynia pełna skarbów
Wakacje zaczęliśmy nietypowo, bo od... wakacji;))) Po prostu taki widok dzieciaków mających za dużo wolnego czasu:



wywołuje jakieś dziwne odruchy. Ja wiem, że nowoczesność w domu i zagrodzie, ale może... nad morze?

No to nad morze. Gdzieniegdzie zwane Bursztynowym;) Pogoda pierwszego dnia była iście barowa... to znaczy bursztynowa:



Ale drugi dzień pozwolił na docenienie uroków pierwszej od lat wyprawy pod namiot:



Wszechświat sprzyjał tej wyprawie, oznajmił to adekwatną pogodą. To nie do końca prawda, że na plaży człowiek się nudzi. Po prostu ma dużo czasu na wymyślanie różnych takich...



Furorę zrobiło łamanie fal...



a także przypomnienie sobie pewnego filmu z zamierzchłej młodości;)



(tu mini konkurs bez nagród - o jakim filmie mowa?)

Wakacje wakacjami, ale nie należy zapominać o edukacji. Zacznijmy od tego, jak życie wypełzło na ląd...



I wcale nie mam na myśli morświnów;) Dwa dni takiego pobytu to akurat. Pogoda zasygnalizowała, że czas się zbierać...



Dzień wyjazdu i pożegnania z morzem okazał się dniem dobrych uczynków:



Daliśmy szansę turbotowi (pozwólcie mi wierzyć, że to był turbot;p), zryliśmy plażę szukając jantaru...



pozwoliliśmy sobie na chwilę zapomnienia susząc mokre na tyłkach spodnie....



i wypełniliśmy skrzynię nadmorskimi skarbami:



A jednym z niezapomnianych wrażeń na pewno pozostanie nocna burza i ewakuacja dzieciaków śpiących w zatopionym namiocie;)))

Czas na wielkie suszenie:)
08:34, scibor1
Link Komentarze (5) »
niedziela, 10 lipca 2011
otwarte wakacje
Wczoraj pojechałem po dzieciaki. W drzwiach powitał mnie okaleczony wrzątkiem młody. Ot, przeprowadził próbę picia wrzątku z termosu, widocznie zaślepiony dowcipem o bacy. Jedyna dobra strona to że zapamięta na zawsze. Wyrwałem dzieciaki z objęć bezskrzydłego nietoperza...



...i pojechaliśmy do mnie. Droga minęła, długa i męcząca. Szczegóły pominę. Paliom podziękowanie za gościnę, namiot i wyprawkę;).

Dom najwyraźniej stęsknił się za dziećmi, bo powitał nas otwartymi drzwiami:



Przetrzymałem dzieciaki w samochodzie i przeprowadziłem rekonesans. Z niejaką ulgą doszedłem do wniosku, że to rzeczywiście dom sam z siebie się otworzył i nikt mu w tym nie pomógł:)

Po tymczasowym rozlokowaniu się padliśmy na łóżka w Bobrowni (no dobra, ja padłem...) i niektórzy są tam padnięci nadal:



Wakacje uznaję oficjalnie za otwarte;)
07:39, scibor1
Link Komentarze (3) »
piątek, 08 lipca 2011
archeologia remontowa
Gdy moi rodzice zakupili ten "majątek", bieżąca woda była tylko w oborze a, nazwijmy to, "toaleta", za stodołą. I żyli tu sobie ludzie pod koniec XXwieku, pretendując do...



No dobra, Ociec zrobił tu sporo rzeczy, zaczęło to przypominać warunki współczesne. Sporo prac poniechano, z różnych powodów. Życie toczyło się jakby w środowisku remontowym.

Nastał czas zmian. A właściwie dokończenia pewnych rzeczy, jak na przykład... zamontowania umywalki:



W celi zamieszkało słońce:



A ścianę pomiędzy kuchnią a Bobrownią przegryzła Rura Prawdy:



Rura zaprosiła swoją kartonową krewniaczkę odzianą w lateks... eee... lentex znaczy;)



Nietypowe rozwiązania ścienne wymusiły na mnie proces twórczy...



A efekt końcowy? Ja to nazywam "po remoncie". Inicjatorka tego zajścia mówi o "odświeżeniu". Niemniej jednak przestałem nieustannie myśleć o zburzeniu całości do fundamentów i postawieniu od nowa. Jest nadzieja, że ten dom jeszcze postoi w "odświeżonym" stanie;)

W Bobrowni pojawiła się woda, a nawet odpływ:D Że o gazie nie wspomnę...



Ślad zaginął po pokoju-graciarni, zwanym jeszcze rok temu Helgownią...



A i łazienka dobrnęła do zasłużonego końca:



Celi Wam na razie nie pokażę, bo goście śpią. Pogoda jest taka, że głównie śpią.

Ostatnie chwile pory przeddeszczowej wykorzystaliśmy na zebranie jeszcze dwustu kostek siana - trzeba było sobie przerwę w remoncie, tfu, odświeżaniu zrobić.

A na koniec zagadka: co to jest i co z tym zrobię jak wygram w lotto?



Nagrodą jest napoczęta flaszka Absolwenta, stoi i się marnuje. Odbiór wyłącznie osobisty;P
08:49, scibor1
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 27 czerwca 2011
kupalnocka
Wyprawa na Noc Kupały poprzedzona została zwiedzaniem Warszawy. Mimo przekonania, że nie ma tam nic ciekawego do zobaczenia, dzień zaliczam do udanych. Zwłaszcza XXX piętro PKiN-u obudziło wspomnienie sprzed lat... wielu, kiedy byłem tam na wycieczce z podstawówki. No i rutynowa wręcz wizyta w Muzeum Archeologicznym i Muzeum Techniki też coś tam obudziła.

Noc Kupały w Chramie Mazowieckim. Było naprawdę... super. Z powodów osobistych uraczę Was tylko zdjęciem nowego Ognia:



Potem powrót i już zdecydowanie mniej udany wieczór.

Poniedziałek minął pod znakiem koszenia i remontu c.d. Że o pojeniu Jazona zacnym miodem nie wspomnę...
21:26, scibor1
Link Komentarze (4) »
piątek, 24 czerwca 2011
elektrycerze
Spało się dobrze. Do rozszczekania się psów bladym świtem. Zasygnalizowały w ten sposób stojące we wjeździe wypasione Iveco elektrycerzy... Pierwsze pytanie: "Czy zapłaciłem za prąd?" Szybki rachunek sumienia i należności - zapłaciłem. Okazało się, że chcą charytatywnie pociągnąć druta... Pokazałem im gdzie mogą i... pociągnęli:



Teraz zamiast czterech pojedynczych mam doprowadzony jeden poczwórny. Tys piknie.

Sianokosy na razie zawieszone z wynikiem 1500 kostek. Przydałby się jeszcze tysiąc, ale to trochę później.

W domu znów zaczęło się remontowo. Reorganizacja Bobrowni i dym w Celi. Od poniedziałku hydraulika.

Jutro jedziemy na Kupałę.
21:49, scibor1
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 czerwca 2011
truskawki
Jak zapewne niektórzy pamiętają, jesienią sadziłem truskawki. Szczerze mówiąc było to moje pierwsze, w pełni samodzielne, doświadczenie ogrodnicze. Efekty oceńcie sami:



Może nie supermarketowy gigant, ale mała nie jest...



Smaku nie opiszę. Nie znam odpowiednich słów, a "zajekurwabista" to raczej miastowe określenie;)
Oczywiście jest tego więcej, ta była najbardziej fotogeniczna. Są i dwa razy większe, ale jeszcze zielone. Początkującym ogrodnikom radzę nie żałować słomy w trakcie jesiennego sadzenia. Tam, gdzie mi jej brakło, widać mizerność efektów. Są mniejsze i marniejsze.

Policzyłem pozostałe kostki - 356szt. Przewróciłem je (chyba żeby lepiej zmokły, bo jak skończyłem to znów popadało), 6 przywiozłem do domu. Rozładowałem i ułożyłem dwie przyczepy kostek, tych ostatnich suchych które przyjechały. Kurde, lubię to robić...

Plan na jutro: koszenie pastwiska I, przewracanie skoszonego pastwiska zimowego. Sielanka...
19:53, scibor1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 czerwca 2011
siano w deszczu
Sianokosy. Zrobiłem co mogłem. Najpierw tak:



Na rozrzutnik wchodzi - zależnie od ułożenia - 90 do 110 kostek. Czasem na polu zostaje tyle, że nie warto wracać po to zaprzęgiem. Jellinek bez ingerencji w kabinę łyka 3 sztuki...



Wczoraj wykorzystałem również zaprzęg w miniaturze:



Ładzianka mieści w sumie 10 kostek (w dzień 14, ale potrzebowałem światła) i do poskromu wchodzi 18.

Wróciłem do domu o 23ciej.
Brakło mi albo czasu, albo rąk do pracy. Trochę się przeliczyłem. Patrzę za okno jak leje. Na polu moknie jakieś 400 kostek siana...
09:17, scibor1
Link Komentarze (6) »
wtorek, 14 czerwca 2011
jaskółcza relikwia
Jeden kurwiszon spadł z prowizorycznej drabiny i się zwichnął. Skłoniło mnie to zmajstrowania poważniejszej prowizorki:



Kurwiszon teraz głównie leży i jajka znosi. A co się naśmiałem, jak sobie przypomniałem tego księdza, co sprzedawał cudowną relikwię którą był szczebel z drabiny, która się Jakubowi przyśniła...
Kurwiszona od czasu do czasu dokarmiam i poję. Ot, taki kurwpielęgniarz jestem. Ale czas sianokosów nadszedł w pełni, trzeba zajrzeć, gdzie to siano poutykać. Na przykład tutaj:



Puste? Nieeeee....



Ale z powrotem nie włożę, bo mogą rodzice porzucić. Przemknęło mi przez myśl, żeby jajko wysiedzieć i takiego jaskółczaka wykarmić. Na szczęście myśl odfrunęła a jajko dostało się Marlonowi.
Odrobaczyłem koty.
11:24, scibor1
Link Komentarze (3) »
Kac Vegas w Bielkówku
Weekend upłynął pod znakiem urodzin z duchami:



w bursztynowym cieniu browaru:



Cienia co prawda nie ma, ale Amber był. Poszedłem spać w szarych majtkach a obudziłem się w czarnych. Nie wiem, dlaczego. I chyba wolę nie wiedzieć. Na szczęście niewiele pamiętam...
11:15, scibor1
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 czerwca 2011
pamięć genetyczna
Pewne rzeczy po prostu się pamięta. Jak na przykład przysłowiową już niechęć do gadów (kyrios, puść mi tego ostatniego maila jeszcze raz, ale bez załączników, bo zabiłeś mi pocztę i musiałem skasować żeby odetkać).
Co to ja... a, o pamięci. Pamiętam, jak się chleb robi:)


Został zeżarty zanim wystygł...

Pamiętam też, jak się kosi:



Ale nie pamiętam, żebym kiedykolwiek skosił wszystko co obowiązkowe w trzy dni...
Teraz zatem mogę kosić rekreacyjnie;)
16:54, scibor1
Link Komentarze (3) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 62