ciag dalszy relacji z agronautyki, teraz w ramach nowego zycia na swoim
RSS
wtorek, 23 sierpnia 2011
koniec wakacji
Przynajmniej dla mnie. J w niedzielę zabrała dzieciaki i pojechali nad morze. Nie myśleć, to teraz najważniejsze. To znaczy myśleć - o czym innym.
Żniwa w dupie. Mokro, zboże stoi na polu. A dopóki stoi, obornik leży w... oborze. Pług obrasta trawą, a myszy wpieprzają nasiona za pół tysiąca. Tja, wszystko się dzieje po coś...

Poszedłem ustalić brak prądu na końskim pastwisku. Widok jest uroczy:



Z laickiego tudzież ignoranckiego punktu widzenia (czytaj: zieloni, ekomaniacy, grinpis itp. oszołomy) może to się podobać a nawet wywoływać westchnienia zachwytu. A ja mam ochotę zachwycić giwerę i wymordować szkodniki. Nawet mimo potencjalnie pożytecznych drobiazgów, które robią:



No tak, ale przecież jedna tama to mało. Trzeba zatopić pół świata... w ogóle te bobry nie myślą.
Ech...
07:39, scibor1
Link Komentarze (3) »
czwartek, 18 sierpnia 2011
Bohdan Korewicki "Przez ocean czasu" :)))
Spełniło się:)



Jeszcze nie mogę w to uwierzyć;)
22:25, scibor1
Link Komentarze (3) »
velociraptor?
Aaaaaaa, niech się młody przy-zwy-cza-jaaaaaa;)))


Żniwa w połowie:



Mokro, część owsa zebrana, reszta czeka na jakiś kombajn i kilka suchych dni. Marność normalnie...

Tymczasem w okolicy pojawiła się... Śmierć...
Może przybrała postać Marloraptora w metasekwoi?



A może to rój szerszeni odkryty dziś w zeszłorocznej słomie?



Najpierw sięgnęła po Zdzisława...



Dziwnie tak, wyglądało to jakby go po prostu rozerwało i rozrzuciło po kurniku... Ale dziś rano kolejny kurwiszon został zdekompletowany:/



Na koty nie zwalę. Bo lwie paszcze są jeszcze ukierunkowane na mleko, nie na KFC...



Spróbuję przepłoszyć mordercę Dropem. Mam nadzieję, że strażnik nie rozsmakuje się w tym, czego pilnuje...

Ostatnie podrygi stawu w obecnej postaci:



Na początku września zaplanowany gruntowny remont. Może zbiornik gnojówki przemieni się w kryształowo czyste jeziorko z piaszczystą plażą i wesoło pluskającymi rybami?

Czas pokaże.
Schyłek wakacji...
22:19, scibor1
Link Komentarze (2) »
niedziela, 14 sierpnia 2011
Dzień Tryfidów
Fajna książka. I jak to zwykle bywa, jest w niej ziarno prawdy. Obym nie przyniósł tych ziaren do domu na butach;) Bo pewnego rodzaju odpowiednikiem tryfidów w naszej rzeczywistości jest żurek, tfu, to znaczy barszczyk:



Ładny, duży i nadal robiący wrażenie, choć nieco uschnięty...



Jakoś nie znalazłem chętnego, który by stanął obok, żeby unaocznić wielkość zielska - a te egzemplarze mieszczą się w przedziale 2-3 metry...



Zielsko miało być pożywne i cacy, tymczasem jest podstępne i niebezpieczne. I szczerze mówiąc nie chce mi się zgłębiać, czy jest to Barszcz Sosnowskiego czy Mantegazziego. Pokazałem tryfida dzieciakom z daleka i kategorycznie zakazałem się zbliżania do podobnych roślin. I na razie musi to wystarczyć.
15:24, scibor1
Link Komentarze (2) »
czwartek, 11 sierpnia 2011
noblesse oblige
W jaskini lwów bez strat:



Chyba, że liczyć rezerwowego trupa myszy. Sześć lwiątek ma się dobrze, choć ostatnia wizja lokalna wykazała jeszcze brak wizji.

Po samochód wczoraj pojechałem. No i machnąłem sobie wycieczkę krajoznawczą pod Gniezno. A najbardziej mnie wkurwiło że nie mogłem się wkurwić na sprzedającego, tylko na siebie. Wrrrrrrr... ma ktoś siedmioosobowego diesla do sprzedania? Najchętniej W124 250TD za czterocyfrową kwotę...

Ale po drodze nabyłem Jaśnie Pana:



Jaśnie Pan jest w linii prostej siostrzeńcem championa Europy rasy kalifornijskiej. Nie powiem, ile mnie kosztował, ale błękitna krew do tanich nie należy. Uszanowałem to, budując specjalnie dlań rezydencję, wyposażając ją w pierwszoklaśne pożywienie, "szampana" i testową konkubinę. Została przyjęta z należnymi honorami:



To tylko pozory, czyli gra wstępna. Akt właściwy przełożony na godziny popołudniowe. Niemniej jednak Jaśnie Pan po zalotach umył łapki w źródlanej wodzie ze studni. Szlachectwo zobowiązuje;))).
15:45, scibor1
Link Komentarze (4) »
niedziela, 07 sierpnia 2011
między sianokosami a żniwami

Tegoroczna kontrola przebiegła lepiej niż rok temu. Nawet mimo koziej złośliwości. Bo w dniu kontroli Rudzik postanowił uciec skutecznie od czekającej go w sierpniu czapy:



Wziął i zdechł z dnia na dzień gwarantując sobie w pełni legalną utylizację. Szkoda kozła.

Tegoż dnia po kontroli udaliśmy się na 13tkę:



Znaczy trzynastą rocznicę ślubu, okraszoną małymi regatami...



A potem to już typowa wiejska sielanka. Okraszona wyprawą do Janikowa:



Na zakupy...



i z popasem:



Żeby zachować mniej więcej constans w liczebności zwierzaków, młody nabył sobie na targu (po tutejszemu: na rynku) koguta. Ponieważ Zdzichu podlega kurzej fali, musi na razie siedzieć w izolatce. Ale ma zagwarantowane spacery. Na smyczy:



Ubytki w królikach rekompensują kocięta:



Ukulele machnęła z marszu 5-6 sztuk. Żywa kulka, nie dająca się jeszcze dokładnie policzyć. Kicia K. nie dała rady urodzić. Dwukrotnie przyszła ze zwisającym spod ogona kotkiem, żeby jej wyciągnąć. Szkoda.

Zrobiliśmy z młodym jeszcze 65 kostek siana.

W Jellinku strzeliła sprężyna w zawieszeniu. Prawie wyskoczyła z gniazda. Prawie, bo oparła się o amortyzator. Zgrzytało toto w trakcie jazdy niemiłosiernie. Naprawiliśmy z młodym w dwie godziny.
A potem wprosiłem się do sąsiada, żeby zobaczyć jak się owija baloty:



Zrobiliśmy sześćdziesiąt kilka sztuk...



To nie dla mnie robota. Nie radzę sobie z ogromem alkoholu jaki przy tym należy spożyć:/
Dla ciekawych poniżej filmik z akcji owijania. I na razie to tyle.

07:10, scibor1
Link Komentarze (3) »
piątek, 05 sierpnia 2011
śmierć polityka
Andrzej Lepper nie żyje.



Spokojnej podróży, Rolniku.
18:15, scibor1
Link Komentarze (1) »
niedziela, 24 lipca 2011
moherowy kwiatek

Sąsiedzi postanowili dokonać aktu chrztu na swoim najnowszym przychówku. R zniósł to dzielnie, mimo swojej trzytygodniowości. Ja też jestem spokojny, bo jak uzyska świadomość i wolną wolę, będzie mógł sam decydować o tym co, jak i komu;)



Celebrację aktu litościwie pominę, bo wcześniej robiłem obiad na piwa i jakoś mi się tam dziwnie robiło...

Dzień następny to pusty i cichy dom (nie mylić z Donem), bo agroturyści wyjechali. Jak mniemam -- zadowoleni. A że było nam za cicho, pojechaliśmy na imieninowego grilla. Pogoda, jak widać, dopisała...



co wykorzystano na różne sposoby:

 

A co można zrobić kwiatkiem przedstawia poniższy filmik;)

 

21:48, scibor1
Link Komentarze (3) »
sobota, 23 lipca 2011
śmierć drzewa
Wakacje trwają. Można je spędzać na poszukiwaniu wyszynku żarcia, odkrywając lokalne atrakcje folklorystyczne:



tudzież z racji niepewnej pogody organizując takowe na miejscu:



Chociaż pogoda jest raczej pewna: raz dziennie leje. Nie sprzyja to sianokosom na tyle, że wczoraj rozwaliłem kosiarkę. Wszystko się dzieje po coś.

Dobiegł kresu czas drzewa.



Prawie 60 lat życia, z czego dwa ostatnie umierania...



Uzyskaliśmy trochę niezłego materiału budowlanego...



i opałowego...



Jak jest ogień, musi być i woda, wtedy jest równowaga:



a do tego mydło i wodospad z dachu i wieczorne ablucje mamy za sobą;)
07:01, scibor1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 lipca 2011
sielanka
Dawno, dawno temu, w Klimontowie, na drzwiach do kuchni było takie cuś. Cusia dostałem w zeszłym roku, ale dopiero teraz doczekał się montażu:



To taki wstęp do sielanki. No bo jakże inaczej określić taki widoczek?



Dzieci spełniają się opiekuńczo...





oraz zawodowo...



Czasem trafi się nawet jakaś większa impreza...



lub wyprawa nad jezioro:



Ta piłka to mnie dziś sporo zdrowia kosztowała, bo zechciała zwiać poza teren strzeżony i ledwo ją dogoniłem. Wyprułem się kompletnie z sił podczas pogoni i zawisłem na dłużej pod pomostem starając się utrzymać na powierzchni, co wykorzystały niecne małże i pocięły mi nogę. Nic to, zemszczę się... gołębie zbierze się...



Taka oto czarno-biała parka ostatnio koczuje mi na dachu udając bociany. Potraktowałem to jako znak i przyjąłem odpowiednio godną pozę...



W końcu jako ziemianin i panisko błękitnokrwiste powinienem, nie?;)
22:36, scibor1
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 62