ciag dalszy relacji z agronautyki, teraz w ramach nowego zycia na swoim
RSS
czwartek, 15 września 2011
Wejście smoka
Od wczoraj na gumnie rezyduje... smok. Taki ziemnowodny, żółty. Wyżera trzcinę ze stawu...



A co zeżre, to i wysra:



Jednym słowem - remont stawu rozpoczęty.
12:42, scibor1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 września 2011
opowieści z gumna
Mimo porannej burzy ruszyła orka.


Wiedziony doświadczeniem z ubiegłego roku nająłem do tego celu fachowca za pieniądze. Bo i szybciej, i taniej niż samodzielnie. I przede wszystkim mniej nerwów.

W międzyczasie wystrugałem koniowatym prowizoryczne kantary:



Są bardziej eko, bardziej też "stylowe". Zobaczymy, na ile okażą się trwałe. Mój dziadek twierdzi, że prowizorka jest najtrwalszym rozwiązaniem, przetestuję to więc w praktyce;)

Podczas zabawy ze sznurkiem wiatr przyniósł miauczenie. Jak skończyłem to poszedłem zobaczyć. I znalazłem:



Leży na środku krowiego pastwiska i drze jadaczkę. Dziewczyna. Czyja? Nie mam pojęcia. Dałem do małych Ukulele. Bo na tworzenie kota domowego nie mam jakoś aspiracji.

W miedzy czasie się zaorało:



Koszt nie był powalający, mimo przekroczenia założonego czasu o 100%. Po prostu najemnik jest przyzwyczajony do orania suchego piachu, a nie mokrej gliny.
Uiściłem, pogadaliśmy, obszedłem włości i stwierdziłem niskie OB. Znaczy się Obszar Bobrów jest jakby mniej mokry...



Dziwne, ale zobaczymy co się stanie. Policzyłem dęby jakie mam w najbliższej okolicy.



Po 20 dałem sobie spokój. Wziąłem garść żołędzi i zapłodniłem jabłonkę:





Zobaczymy, co z tego wyniknie. Dąb w łonie jabłoni...

Wracając przyłapałem Uku na szkoleniu parszywej dwunastki? Cholera wie, ile tych kociaków się uchowa, Ukulele miała 6, Kicia K. chyba 2, Krawatka nie wiadomo... Ile by nie było żłobek i przedszkole prowadzi Ukulele. Dosłownie:



Ech, żeby wszystkie matki takie były...

Przyjechał Gryzu w sprawie dzierżawy. Negocjujemy. 
08:09, scibor1
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 12 września 2011
inwazja
Niedzielny poranek. Sielanka rodzinna. Spokojne wysłuchanie budzika. I telefon. Masaj. "Konie ci wyszły". Półtorej minuty na ubranie się, godzina dziesięć na dojazd. A jakże, wyszły. No że Jazon opuścił terytorium, to normalne. Ale Jutrzenka? To już niespodzianka.
Najpierw złapałem Jazona. Zaprowadziłem do świeżutkiej obory i zamknąłem. Potem Jutrzenka na sznur, Jadran poszedł za nią. A ta mała szuja Jantar nie. Zamknąłem Jadrana z Jazonem, z Jutrzenką wrociłem po tego małego gnojka. Jakiś samochód na drodze do Janikowa stał i cierpliwie czekał aż skończę. Przywlokłem te gnidy i uwiązałem do traktora:


Potem dałem się pokopać pastuchowi, ale wreszcie umieściłem całą czwórkę rozrabiaków na rezerwowym pastwisku. Nie ma sensu dawać ich z powrotem na letnie, pod koniec miesiąca przerzucę towarzystwo na zimowe. Albo nie. Zobaczymy.

O tym, co dwa ogiery zrobiły w posprzątanej i pobielonej oborze nie chce mi się mówić.
11:15, scibor1
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 września 2011
powrót legendy
Masaj zapytał, czy złapię mu krowiszona na lasso. Bo handlarz ma przyjechac, a krowiszon nie chce współpracowac. No to trzeba pomóc człowiekowi. Zaczęło się prosto, trafiłem za pierwszym podejściem, czym potwierdziłem mój status legendy.

To nic, że blisko 600-kilowy krowiszon poszedł w plener, bo kto by tam furiatkę utrzymał...



No dobra, próbowaliśmy, ale dym idący z dłoni czy widok młodzieży wleczonej przez pastwisko w najlepszym westernowym stylu nie nadaje się za bardzo do publikacji.

Jakieś półtorej godziny później zostaliśmy nagrodzeni takim oto widokiem:



Czasami nawet kawał krzaka na polu staje się przydatny;)
Zaholowanie delikwentki do obory było już czystą formalnością:



Wszak krowa nie może byc silniejsza od ciapka...;)
15:40, scibor1
Link Dodaj komentarz »
próba inwazji
Ostatnio inwazje się szerzą na gumnie. Najbardziej odczuła to Orka, inwazja pasożytów ją zmogła.

W ramach przygotowań do zimy krowiszony zajęły się inwazją na tereny bliższe zimowego pastwiska...



Szkodniki polowe badają tereny, które można będzie podbic...




Tak, tak, tam jest sarenka. Ale Sarniego żniwa nie będzie.

Koniowate wyprowadziły mnie dziś z nerw, więc ograniczę się do zdjęc, opis w osobnym wpisie.





Niespodzianką była inwazja kocięcia Kici K.:



Wot, dziewuszka...



a nad oborą czeka na nią Dżonsopodobny brat lub siostra:



Na pytanie, czy Dżons miał z tym coś wspólnego otrzymałem mało miarodajną odpowiedź:



Ogarnianie gospodarki trwa.
15:09, scibor1
Link Komentarze (5) »
czwartek, 08 września 2011
z resztek
można czasem zrobić coś wielkiego:



Idę na dietę. Cel: uzyskać do końca roku wagę dwucyfrową.
.
.
.
luuuuzik....;D
16:34, scibor1
Link Komentarze (3) »
czwartek, 01 września 2011
męcząca ciekawość
Zatrudniłem operatora wideł do opróżnienia obory z obornika. Cały czas miałem w pamięci operatora sprzed roku czy dwóch, który robił cztery pełne rozrzutniki w ciągu dnia. No niestety, są operatorzy i operatorzy-filozofowie. Obecny jest w stanie załadować rozrzutnik w 4,5 godziny, co daje niecałe dwa dziennie. Że dwa to też sporo powiedziane, bo jakieś takie niepełne. Jak sobie wczoraj poszedł, to zwykła chłopska ciekawość pchnęła mnie do sprawdzenia, ile czasu mnie zajmie załadunek. Dawnom tego nie robił, więc zanim przypomniałem sobie o co chodzi i wpadłem w rytm, trochę czasu minęło. Efekt? Proszę bardzo:



Jakieś 50% więcej niż obecny operator, załadowane w 2h20min. Drugi pewnie zająłby 3 godziny, bo kondycyjne zero jestem, ale nie miałem okazji sprawdzić, bo ciemno się zrobiło i kończyłem po omacku.

Pomijając oczywistą prawdę, że największym symbolem jedności człowieka z Naturą jest wielka kupa parującego obornika, nasuwają się trzy spostrzeżenia:

1. Ładować gnój trza chcieć i umić
2. Od tyłu więcej wchodzi...
3. Operatorom płacimy za rozrzutnik a nie za godzinę

I po raz kolejny odkrywam, że jeśli chcesz coś zrobić dobrze, zrób to sam.
Idę ładować.

07:32, scibor1
Link Komentarze (1) »
środa, 31 sierpnia 2011
gej, kapuś i szuja
M zaprosił mnie na rodeo. Znaczy się zawiezienie dwóch byczków na skup. Prosta sprawa, nie mam pojęcia dlaczego zagonienie cholerników do obory zajęło nam 3 godziny, a podzielenie 4 sztuk na 2x2 kolejną godzinę. Pewnie to przez tego typa:



Ciągle odstawał, dawał dupy, kablował i w ogóle komplikował całą operację... Nawet sprowadzona od sołtysa krowa niewiele pomogła, bo to geje przecież... Ale jak już zapakowaliśmy toto do obory...



To reszta poszła w miarę sprawnie. Nagrodą była wycieczka do ciepłych krajów UE w luksusowym, piętrowym autokarze:



A niech jadą. Niepotrzebne nam w PL takie szuje...

Męczący dzień miałem. Ale o tym później...
22:26, scibor1
Link Dodaj komentarz »
i po żniwach
Żniwa uważam za zakończone. Zebrało się trochę owsa:



i trochę słomy:



Teraz można odetchnąć i z czystym sumieniem odpocząć, na przykład opróżniając oborę z gnoju. Ale o tym będzie trochę później...

Niemniej jednak uważam, że na Święto Plonów zasłużyłem.
22:17, scibor1
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 sierpnia 2011
pałkarz roku
Trwa spuszczanie stawu:



W plener:



Jak się spuści, to się wyczyści. I zrobi praktycznie od nowa. Ale to później.

Po wczorajszej irytacji dziś doczekałem się kombajnu:



Nie bez problemów, bo tuż przed kombajnem na drodze do Janikowa strzeliła sąsiadowi dętka w załadowanej przyczepie. Zablokował przejazd, ale zyskał dwóch pomocników: kombajnistę i mnie. Trochę się naszarpaliśmy.
Ale było warto. Młodzież dzielnie brała udział kąpiąc się w owsiance;)



Niektórzy nawet padli z wyczerpania;)



A inni padli od ciosu pały. Brzozowej.



Albowiem pomsta za Zdzisława i bezimiennego kurwiszona nadeszła niczym powiew wspomnień z Neandertalu. Zwierzak wziął udział w teatrzyku "Ewolucja uzbrojenia". Najpierw został ogłuszony brzozowym drągiem, potem przybity do podłoża nożem a następnie zastrzelony z wiatrówki prosto w ucho. Jednego tchórza mniej.

Leje. Słoma została na polu.
17:52, scibor1
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 62