ciag dalszy relacji z agronautyki, teraz w ramach nowego zycia na swoim
RSS
czwartek, 13 października 2011
wymieranie gatunków

W historii Ziemi było kilka wielkich wymierań. Jedno z nich trafiło w dinozaury. Podobno najbliższymi krewnymi wymarłych gadów są... ptaki. O, na przykład, takie:

 

Wzorem dawnych krewnych, nastał czas wymierania kurwiszonów. Zamiast analogii Apophisa sprzed lat, kres ich bytowi położyła... przychodnia do skutecznego leczenia pedofilii: 

 

 

Cóż można jeszcze rzec... Po dekapitacji i odśrodkowemu wykrwawianiu w podwórkowej karuzeli czas na pozbawienie upierzenia:

 

 

Na sucho. Jak jeszcze ciepłe, to się da. Potem patroszenie i kura gotowa: 

 

 

I jeszcze sporo dla kotów zostało: 

 

 

Kurwiszony wymarły. Pewnie na wiosnę się odrodzą. Ale teraz idzie zima. Zasygnalizowana popołudniowym gradobiciem.

 

Urwałem wydech w Jellinku.

Jutro jadę do młodej na urodziny.

21:58, scibor1
Link Komentarze (4) »
raport z prac

Gelaufenarium z przodu:

 

 

i z tyłu:

 

 

Zostało zrobić paśnik, obić drzwi i zasiedlić. Może w przyszłym tygodniu.

11:02, scibor1
Link Komentarze (4) »
niedziela, 09 października 2011
wybór

Na wybory poszedłem. Nie zaryzykowałem oddania pustej karty, no bo wiadomo. Wybrałem więc wszystkich możliwych kandydatów;) Każdego z każdej listy. Z jednym wyjątkiem, gdzie do sejmu kandydował znajomy któremu sporo zawdzięczam. Jak chce, niech się pobawi w politykierkę.

Przypadkiem rzuciłem okiem na wiadomości wieczorne. Otóż żyjemy w kraju, w którym zawarcie związku małżeńskiego przez osobę cierpiącą na porażenie dziecięce i osobę o lekkim upośledzeniu umysłowym wymaga czteroletniej drogi po psychiatrach i sądach. Jednocześnie osoba skazana za morderstwo z premedytacją może założyć rodzinę już po wyroku, może podjąć studia w zakładzie karnym a po ich zakończeniu może liczyć na zmniejszenie wyroku z dożywocia na 10 lat pozbawienia wolności oraz pomoc różnorakich fundacji w zdobyciu pracy.

Nawet nie chce mi się tego komentować. Pozostaje nadzieja, że kiedyś jakiś Teodor Hornic podejmie decyzję i naciśnie guzik uruchamiający Kassandrę. Dajmy szansę mrówkom...

20:13, scibor1
Link Komentarze (1) »
przygotowania do zimy

Konstrukcja gelaufenarium została przetransportowana na miejsce docelowe dzięki uprzejmości sąsiada:

 ostatni rzut oka na goliznę... 

 no i jedziemy ze ścianami, dachami i takimi tam... 

Nawet jakaś ściółka się pojawiła;)

Tymczasem na starych śmieciach sezon pastwiskowy letni zakończono i krowiszony zostały oddelegowane na zimowe pastwisko:

Łącznie z Masajem, który jakoś został do stada przygarnięty. 

I jakoś to leci...

19:59, scibor1
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 października 2011
równina

Pewien kawałek gruntu, zwany technicznie "lasem", próbowałem ugryźć na różne sposoby. A to piłą i kosą, a to Paliem, a to znajomymi Jehowitów. Nawet ogłosiłem się na kilku forach. Nie pomogło. Pomógł w końcu rębak, choć to co zostawił też stanowiło problem. Znów zaczęło się poszukiwanie rozwiązań typu "pan Wiesiek z ekipą", popłynęła kupa kasy a efekt, cóż...

Wziąłem się za to sam, w ramach wykaszania niedojadów. Kosiarka co chwilę na jakimś pieńku wywalała na bezpieczniku, ale co tam. Ukosiłem może z hektar jak przypomniał się M z dzierżawą. Siedliśmy, spisaliśmy papier, powiedział, że zrobi. I zrobił:

Był las...

 

I chwasty i inne takie...

 

Pozostała równina i nieliczne odrosty z odziomków, zwanych przeze mnie przyziemiami. M wpuścił tam po prostu ciężką talerzówkę, dla której rozpulchnienie gleby zawierającej powycinkowe pniaki nie stanowiło większego problemu:

 

Najważniejszy jest dobry plan... to znaczy sprzęt;). W końcu mam ładne, równe 6ha, które wydzierżawiłem. I jak na ironię, jak w przyszłym roku będzie przygotowane do generowania konkretnego dochodu, to pewnie będę musiał sprzedać, żeby wyjść z długów.

Czas pokaże.

07:24, scibor1
Link Komentarze (1) »
piątek, 30 września 2011
gelaufenarium

Od dwóch tygodni jakiś handlarz do mnie wydzwania, że chce zwierzaki kupić. Zbałamucił mnie na tyle, że chciałem mu Muśkę sprzedać, bo i pieniądz konkretny za krowiszona by był, a i krowiszon się zbiesił i nie urodził planowanego cielaka. Ale zanim mu ją sprzedam, warto zajrzeć w jej czeluść, czy aby nie zaciążona z opóźnieniem. Ucapiłem więc zwierza nasznur i zawlokłem do obory. Ba, nawet trafiła się okazja poskrom przetestować:

 

Zawezwałem fachowca od krów. Bo sam to pamiętam tyle, że w środku jest ciepło i nic nie czuć;P Przyjechał Sokalski, zgłębił temat i wydał wyrok: połowa ciąży. I tak oto Muśka zamiast do Morlin trafi na porodówkę. Jakoś styczeń-luty.

 

Tymczasem w ramach zagospodarowywania nadmiaru materiału budujemy z Majstrem gelaufenarium:

 

 

Cielętnik znaczy. No taka mała obora. Żeby małe gelaufeny zakupić i przez zimę przezimować. A potem wywalić do mnie na pastwisko i niech rosną. Jak Masaj na przykład, który zakończył chyba fazę gelaufena i stał się dziamdziakiem. Od dziś pastwiskowym na uwięzi:

 

 

Jakoś mu ta trawa nie leży. Trochę się rozbiegunkował, ale mam nadzieję, że to jakoś opanujemy. Siano i woda zdrowej kupy doda... elektroda... nieważne.

20:42, scibor1
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 września 2011
Masaj

Chwilę robiłem podchody do masajowego cielaka. Twardy, afrykański negocjator. Z ceny nie zszedł, ale zgodził się na raty. I tak oto pojawił się nowy byk na gumnie:

Jeszcze tylko zakolczykować, utrzymać przy życiu i dołączyć do stada. Na razie jednak niech posiedzi w izolatce:

Normalnie fajny jest, no...;)))

19:23, scibor1
Link Komentarze (3) »
środa, 21 września 2011
dzień intensywny

Rano z łóżka podniosło mnie miauczenie. W dodatku bez sensu, bo takie sportowe. No to skoro już wstałem, to zrobię coś pożytecznego. Na przykład pobiorę Jantarowi krew. Pomysł zacny, samo pobieranie trwało jakieś pięć minut, przygotowanie do pobierania, hmmm, cztery godziny. No bo nie dość, że gnojki były silne w kupie, to współpracę miały w... nieważne. Ważne, że pobrałem:

 

I od razu wysłałem.

Staw się skończył. A właściwie zaczął. Bo teraz to będzie plaża, palmy i takie tam...

 

 

Przyjechali faceci w czerni. Do bobrów. Smutny pan stwierdził, że zwierzaki podniosły poziom wody o 1,8m na trzech tamach i w efekcie mam zalane 2,15ha. Dostanę papier i będę mógł podjąć walkę. Pan zaznaczył, że nierówną i skazaną na niepowodzenie. Ale dostanę nagrodę pocieszenia. W efekcie wyjdzie, że staw mam wyczyszczony za darmo;)

 

Jakby na zawołanie pojawił się znak orła:

 

 

Podobno orle jaja można sprzedać za 5 tys. PLN Ale jakoś nie chce mi się szukać. Tym bardziej, że facet w czerni zasugerował zgłoszenie kilku ptaków do ornitologów.

 

I tak się to wszystko kręci. Czasem po prostu zazdroszczę kociakom beztroskiego dzieciństwa...

 

 

W drugim domu orzechobranie. Pod biczem komarzych ssawek:/

20:05, scibor1
Link Komentarze (2) »
Plony czyli dzik w szkodzie

Jak już wspomniałem, uważam, że na Plony zasłużyłem. Więc nagrodziłem się wizytą w Chramie Mazowieckim:

 

 

Było... super:)

 

 

Zaiste miód przedni do domu przywiozłem. W sklepach takiego się nie uświadczy.

 

Dzień powrotu z rolniczym akcentem - Paliowi Dzik wpadł do rowu i trzeba było wydobyć...

 

 

A potem to już zwykła traska do domu i do drugiego domu, w sumie jakieś 400km.

19:36, scibor1
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 września 2011
Milk war

Przyłapałem Ukulele na karmieniu. Co prawda trudno mi było policzyć to żyjące "coś"...



Ale w końcu się udało. Najlepsza matka na świecie:



karmi swoją szóstkę plus znajdę z krowiego pastwiska. A cała siódemka kociąt w akcji wygląda tak:


12:53, scibor1
Link Komentarze (4) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 62