ciag dalszy relacji z agronautyki, teraz w ramach nowego zycia na swoim
RSS
poniedziałek, 27 września 2010
przesuniecie
Internet nadal przez komorke, co zaowocowalo wyzszym przeszlo dwukrotnie rachunkiem. No ale moriturus te salutat i tak dalej. No wlasnie, zmienilem wczesniejsza decyzje olania mozliwosci zakazenia mnie HBV i dzis poszedlem sie zaszczepic. Przy okazji wyszlo, ze z pelnym cyklem nie wyrobie sie na tego 10tego 10tego, wiec pozostalo mi albo zelgac w szpitalu, albo przelozyc rzeznie. Po blisko godzinnej analizie olsnilo mnie, ze lgac to ja moge, a krew prawde im powie, bo bedzie w niej od cholery HBVab i jak sie nie przyznam to mnie wywala, bo na chinczyka nie wygladam. Jak sie przyznam to pewnie tez... No to za telefon i do szpitala na chirurgie. I kolejny cud nad... Łyną. Przemila pani sekretarka oddzialu chirurgii szpitala JPII w Bartoszycach skonsultowala moj przypadek z lekarzem dyzurnym i przelozylismy termin rzezni na 7go listopada. TELEFONICZNIE!!! A ja myslalem, ze takie rzeczy to tylko w Suomi. No bo w Erze to mam prawie cztery stowy do zaplacenia za komorke:/
Przy okazji dowiedzialem sie z internetu, ze czeka mnie odtworzenie anatomicznej anatomii powlok brzusznych:D 
18:03, scibor1
Link Komentarze (1) »
środa, 15 września 2010
strzelec wyborowy
Lacznosc nadal przez komorke, wiec zdjecia zaczekaja. Ich opisy rowniez. Jedyne co nie zaczekalo to dzisiejszy rentgen, ale od poczatku...
Zgodnie z planem jakies poltora miesiaca temu zapisalem sie na termin do ortopedy z tytulu nawalonego prawego biodra. No i termin mialem na dzis. Wiedziony przeczuciem nie wyrwalem sie jak jakis miejscowy na 7:30 do rejestracji, skoro ortopeda i tak przyjmuje od 9tej. Wkroczylem dumnie do szpitala o 8:45. Kolejki do rejestracji juz nie bylo (o 7:30 jest jakies 50 osob), panienka z okienka zapytala skad przybywam, jak uslyszala to dostalem numerek 2:) Poszedlem pod gabinet, gdzies po 15 minutach wszedlem. I mowie co mi jest. Ze boli jak robie tak i tak, a jak nic nie robie i siedze to dretwieje mi noga. Ortopeda, z racji nazwiska bedacy wlasciwym czlowiekiem na wlasciwym miejscu (no bo sie Kulas nazywa), wykazal sie taktem i zamiast zapytac co to jest "minoga" wyslal mnie na rtg miednicy. Miednicy ze soba nie zabralem, wiec poszedlem ot tak. Kolejki do rtg nie bylo, mila pani kazala mi sie na stol wlozyc i spodnie opuscic. A, to taaa miednica... Pstryknela i mowi, ze zdjecie do odbioru o 11tej. Skrzywilem sie, rzucila okiem na skierowanie i poprawila - na "za piec minut". Po osmiu minutach ze swiezym i tajemniczym zdjeciem wepchlem sie w kolejke do gabinetu doktora K. Rzucil okiem na zdjecie przedstawiajace moj szkielet i ciemne obszary z grubsza ukladajace sie w cos w rodzaju kaczorka, po czym zaprosil mnie do gabinetu obok na badanie. Sprobowal kilku marynarskich wezlow na moich konczynach dolnych, przy osemce i plaskim zabolalo. Potem wsadzil mi palec w... miejsce gdzie nie ma zadnych widocznych otworow i zakrzyknal do gabinetu obok, po innego pana doktora na konsultacje w sprawie prawdopodobienstwa wystapienia gęsiej chujni. Zdziwilem sie nieco, ale... Wszedl drugi pan doktor, kazal mi wstac, zdjac majtki, wsadzil mi palec w to samo miejsce i kazal kaszlec. Gardlo od ostatniego vomitorium z listonoszem mnie nie bolalo, ale jak kaza... Pokiwal glowa i stwierdzil, ze to z cala pewnoscia gęsia chujnia. Wrocilem do doktora K., ktory rozlozyl rece, powiedzial, ze gęsia chujnia to nie jego specjalnosc i wypisal mi skierowanie do chirurga. Udalem sie ponownie do rejestracji, gdzie tym razem bylem dziesiaty, ale na pocieszenie dostalem do reki karte do przychodni chirurgicznej i numerek 18. Jak dotarlem pod gabinet przede mna byla tylko pani z numerkiem 16, wiec po moze pieciu minutach znalazlem sie ponownie przed obliczem lekarza-konsultanta, ktory tak trafnie zdiagnozowal u mnie gesią chujnię. Sam zreszta mnie poznal; "a, to pan z gęsią chujnią" i zatarl rece ze slowami: "no to na kiedy pasuje panu termin operacji?". Wzruszenie pozwolilo mi jedynie wzruszyc ramionami i oddalem sie w ramiona fachowca-snajpera ktory jednym telefonem ustalil, ze batalia z moja gęsią chujnią rozpocznie sie 10.10.10 o 10tej. Ta dwudziestke w roku pomijam, wszak to dwie dziesiatki, a fakt, ze to niedziela jakos nikogo oprocz mnie nie dziwil. W koncu to Panstwowa Sluzba Zdrowia, a nie jacys prywaciarze... I dlatego trzykrotne zaliczenie rejestracji (bo rtg ma swoja), dwoch lekarzy specjalistow i jedna pania technik, zdiagnozowanie problemu i ustalenie terminu jego rozwiazania zajelo mi zaledwie poltorej godziny. Gdybym postawil na prywaciarzy to trwalo by conajmniej poltora dnia i jeszcze kosztowalo poltora czegostam. W sumie zapomnialem tylko zapytac, czy ktos tam nie ochujal przypadkiem, no bo ze ja, to wiem...
12:06, scibor1
Link Komentarze (3) »
piątek, 10 września 2010
łączność
Bardzo ladne, polskie slowo. 75% niewymawialna dla innozwancow. Co nie zmienia faktu, ze lacznosci brak, wiec do czasu odzyskania stalego lacza (zwanego czasem z nieznanych powodow "sztywnym") wpisy na blogu zostaja zawieszone. Czyli pewnie jeszcze z tydzien.
08:23, scibor1
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 września 2010
nic sie nie dzieje
to i nic nie pisze...
Konie przeprowadzilem na pastwisko za droga - Jazona i dziewczyny. Jadrana dolaczylem do rzacych zalosnie glupoli - robi im szkole zycia.
Koncza sie renklody, zaraz zaczna sie wegierki. Mare vinum bedzie:)
Sloma zytnia skostkowana moknie na polu, owsiana luzem gnije. Dwa dni pogody bez deszczu potrzebuje.
Kury znosza jajka a kroliki nie. Oddzielilem PeZeta od dziewczyn zgodnie z sugestia zawodowcow.
Kozy daja mleko raz na tydzien. Kozly nie. Rudzika przyspieszam sruta owsiana, zeby miesa nabral przed kaznia.
Ogolnie jak w telewizji - trwam...
20:24, scibor1
Link Komentarze (1) »
środa, 01 września 2010
powrot grzyba
Przedwczoraj odwiozlem dzieciaki. Mysl przewodnia podrozy to grzyby, oraz uswiadamianie mlodziezy co to jest pedofil. Okazalo sie, ze moge sie sporo dowiedziec. Poprzestalimy na wersji z grzybami (-> http://www.youtube.com/watch?v=j-uyhlgGdJw )
Jeden z licznych postojow - Mlodzieszyn - zaowocowal lesnym zdjeciem:



i bezowocnym poszukiwaniem pozostalosci po zolnierzach:



Bo aktualnie jest tred na Cietyrje tankista i sabaka. Grzybow nie stwierdzono.
Przenocowalismy w Sosnowcu, bo mieszkanie dzieci jeszcze nie gotowe. Jedna noc wiecej. Rano przyszedl moj czas.
Polowa drogi w deszczu, z miejskimi atrakcjami jak wiszaca sygnalizacja swietlna:



Powrot nietypowy, przez Nasielsk gdzie zakupilem siatke majaca powstrzymac migracje krolikow i dalej trasa B. Kilkuminutowy postoj w lesie pod Szczytnem w celu fizjologicznym dal lup z ktorego moze powstanie zupa grzybowa:



Po 10ciu godzinach dotarlem do domu. Stwierdzilem obecnosc wszystkich zwierzakow, wylaczylem myslenie o pustym domu i poszedlem spac.
07:20, scibor1
Link Dodaj komentarz »