ciag dalszy relacji z agronautyki, teraz w ramach nowego zycia na swoim
RSS
środa, 31 sierpnia 2011
gej, kapuś i szuja
M zaprosił mnie na rodeo. Znaczy się zawiezienie dwóch byczków na skup. Prosta sprawa, nie mam pojęcia dlaczego zagonienie cholerników do obory zajęło nam 3 godziny, a podzielenie 4 sztuk na 2x2 kolejną godzinę. Pewnie to przez tego typa:



Ciągle odstawał, dawał dupy, kablował i w ogóle komplikował całą operację... Nawet sprowadzona od sołtysa krowa niewiele pomogła, bo to geje przecież... Ale jak już zapakowaliśmy toto do obory...



To reszta poszła w miarę sprawnie. Nagrodą była wycieczka do ciepłych krajów UE w luksusowym, piętrowym autokarze:



A niech jadą. Niepotrzebne nam w PL takie szuje...

Męczący dzień miałem. Ale o tym później...
22:26, scibor1
Link Dodaj komentarz »
i po żniwach
Żniwa uważam za zakończone. Zebrało się trochę owsa:



i trochę słomy:



Teraz można odetchnąć i z czystym sumieniem odpocząć, na przykład opróżniając oborę z gnoju. Ale o tym będzie trochę później...

Niemniej jednak uważam, że na Święto Plonów zasłużyłem.
22:17, scibor1
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 sierpnia 2011
pałkarz roku
Trwa spuszczanie stawu:



W plener:



Jak się spuści, to się wyczyści. I zrobi praktycznie od nowa. Ale to później.

Po wczorajszej irytacji dziś doczekałem się kombajnu:



Nie bez problemów, bo tuż przed kombajnem na drodze do Janikowa strzeliła sąsiadowi dętka w załadowanej przyczepie. Zablokował przejazd, ale zyskał dwóch pomocników: kombajnistę i mnie. Trochę się naszarpaliśmy.
Ale było warto. Młodzież dzielnie brała udział kąpiąc się w owsiance;)



Niektórzy nawet padli z wyczerpania;)



A inni padli od ciosu pały. Brzozowej.



Albowiem pomsta za Zdzisława i bezimiennego kurwiszona nadeszła niczym powiew wspomnień z Neandertalu. Zwierzak wziął udział w teatrzyku "Ewolucja uzbrojenia". Najpierw został ogłuszony brzozowym drągiem, potem przybity do podłoża nożem a następnie zastrzelony z wiatrówki prosto w ucho. Jednego tchórza mniej.

Leje. Słoma została na polu.
17:52, scibor1
Link Komentarze (2) »
wtorek, 23 sierpnia 2011
koniec wakacji
Przynajmniej dla mnie. J w niedzielę zabrała dzieciaki i pojechali nad morze. Nie myśleć, to teraz najważniejsze. To znaczy myśleć - o czym innym.
Żniwa w dupie. Mokro, zboże stoi na polu. A dopóki stoi, obornik leży w... oborze. Pług obrasta trawą, a myszy wpieprzają nasiona za pół tysiąca. Tja, wszystko się dzieje po coś...

Poszedłem ustalić brak prądu na końskim pastwisku. Widok jest uroczy:



Z laickiego tudzież ignoranckiego punktu widzenia (czytaj: zieloni, ekomaniacy, grinpis itp. oszołomy) może to się podobać a nawet wywoływać westchnienia zachwytu. A ja mam ochotę zachwycić giwerę i wymordować szkodniki. Nawet mimo potencjalnie pożytecznych drobiazgów, które robią:



No tak, ale przecież jedna tama to mało. Trzeba zatopić pół świata... w ogóle te bobry nie myślą.
Ech...
07:39, scibor1
Link Komentarze (3) »
czwartek, 18 sierpnia 2011
Bohdan Korewicki "Przez ocean czasu" :)))
Spełniło się:)



Jeszcze nie mogę w to uwierzyć;)
22:25, scibor1
Link Komentarze (3) »
velociraptor?
Aaaaaaa, niech się młody przy-zwy-cza-jaaaaaa;)))


Żniwa w połowie:



Mokro, część owsa zebrana, reszta czeka na jakiś kombajn i kilka suchych dni. Marność normalnie...

Tymczasem w okolicy pojawiła się... Śmierć...
Może przybrała postać Marloraptora w metasekwoi?



A może to rój szerszeni odkryty dziś w zeszłorocznej słomie?



Najpierw sięgnęła po Zdzisława...



Dziwnie tak, wyglądało to jakby go po prostu rozerwało i rozrzuciło po kurniku... Ale dziś rano kolejny kurwiszon został zdekompletowany:/



Na koty nie zwalę. Bo lwie paszcze są jeszcze ukierunkowane na mleko, nie na KFC...



Spróbuję przepłoszyć mordercę Dropem. Mam nadzieję, że strażnik nie rozsmakuje się w tym, czego pilnuje...

Ostatnie podrygi stawu w obecnej postaci:



Na początku września zaplanowany gruntowny remont. Może zbiornik gnojówki przemieni się w kryształowo czyste jeziorko z piaszczystą plażą i wesoło pluskającymi rybami?

Czas pokaże.
Schyłek wakacji...
22:19, scibor1
Link Komentarze (2) »
niedziela, 14 sierpnia 2011
Dzień Tryfidów
Fajna książka. I jak to zwykle bywa, jest w niej ziarno prawdy. Obym nie przyniósł tych ziaren do domu na butach;) Bo pewnego rodzaju odpowiednikiem tryfidów w naszej rzeczywistości jest żurek, tfu, to znaczy barszczyk:



Ładny, duży i nadal robiący wrażenie, choć nieco uschnięty...



Jakoś nie znalazłem chętnego, który by stanął obok, żeby unaocznić wielkość zielska - a te egzemplarze mieszczą się w przedziale 2-3 metry...



Zielsko miało być pożywne i cacy, tymczasem jest podstępne i niebezpieczne. I szczerze mówiąc nie chce mi się zgłębiać, czy jest to Barszcz Sosnowskiego czy Mantegazziego. Pokazałem tryfida dzieciakom z daleka i kategorycznie zakazałem się zbliżania do podobnych roślin. I na razie musi to wystarczyć.
15:24, scibor1
Link Komentarze (2) »
czwartek, 11 sierpnia 2011
noblesse oblige
W jaskini lwów bez strat:



Chyba, że liczyć rezerwowego trupa myszy. Sześć lwiątek ma się dobrze, choć ostatnia wizja lokalna wykazała jeszcze brak wizji.

Po samochód wczoraj pojechałem. No i machnąłem sobie wycieczkę krajoznawczą pod Gniezno. A najbardziej mnie wkurwiło że nie mogłem się wkurwić na sprzedającego, tylko na siebie. Wrrrrrrr... ma ktoś siedmioosobowego diesla do sprzedania? Najchętniej W124 250TD za czterocyfrową kwotę...

Ale po drodze nabyłem Jaśnie Pana:



Jaśnie Pan jest w linii prostej siostrzeńcem championa Europy rasy kalifornijskiej. Nie powiem, ile mnie kosztował, ale błękitna krew do tanich nie należy. Uszanowałem to, budując specjalnie dlań rezydencję, wyposażając ją w pierwszoklaśne pożywienie, "szampana" i testową konkubinę. Została przyjęta z należnymi honorami:



To tylko pozory, czyli gra wstępna. Akt właściwy przełożony na godziny popołudniowe. Niemniej jednak Jaśnie Pan po zalotach umył łapki w źródlanej wodzie ze studni. Szlachectwo zobowiązuje;))).
15:45, scibor1
Link Komentarze (4) »
niedziela, 07 sierpnia 2011
między sianokosami a żniwami

Tegoroczna kontrola przebiegła lepiej niż rok temu. Nawet mimo koziej złośliwości. Bo w dniu kontroli Rudzik postanowił uciec skutecznie od czekającej go w sierpniu czapy:



Wziął i zdechł z dnia na dzień gwarantując sobie w pełni legalną utylizację. Szkoda kozła.

Tegoż dnia po kontroli udaliśmy się na 13tkę:



Znaczy trzynastą rocznicę ślubu, okraszoną małymi regatami...



A potem to już typowa wiejska sielanka. Okraszona wyprawą do Janikowa:



Na zakupy...



i z popasem:



Żeby zachować mniej więcej constans w liczebności zwierzaków, młody nabył sobie na targu (po tutejszemu: na rynku) koguta. Ponieważ Zdzichu podlega kurzej fali, musi na razie siedzieć w izolatce. Ale ma zagwarantowane spacery. Na smyczy:



Ubytki w królikach rekompensują kocięta:



Ukulele machnęła z marszu 5-6 sztuk. Żywa kulka, nie dająca się jeszcze dokładnie policzyć. Kicia K. nie dała rady urodzić. Dwukrotnie przyszła ze zwisającym spod ogona kotkiem, żeby jej wyciągnąć. Szkoda.

Zrobiliśmy z młodym jeszcze 65 kostek siana.

W Jellinku strzeliła sprężyna w zawieszeniu. Prawie wyskoczyła z gniazda. Prawie, bo oparła się o amortyzator. Zgrzytało toto w trakcie jazdy niemiłosiernie. Naprawiliśmy z młodym w dwie godziny.
A potem wprosiłem się do sąsiada, żeby zobaczyć jak się owija baloty:



Zrobiliśmy sześćdziesiąt kilka sztuk...



To nie dla mnie robota. Nie radzę sobie z ogromem alkoholu jaki przy tym należy spożyć:/
Dla ciekawych poniżej filmik z akcji owijania. I na razie to tyle.

07:10, scibor1
Link Komentarze (3) »
piątek, 05 sierpnia 2011
śmierć polityka
Andrzej Lepper nie żyje.



Spokojnej podróży, Rolniku.
18:15, scibor1
Link Komentarze (1) »