ciag dalszy relacji z agronautyki, teraz w ramach nowego zycia na swoim
RSS
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
samotnosc w sieci
A moze nastawic sie na produkcje konska? Zainteresowanie jakby wzroslo, nagle ludzie chca kupowac male konie dla dzieci. A tak naprawde to malych mam niewiele. No nic, zobaczymy. Dzis moze sie cos wyklaruje z zamiana na krowiszona/y. Wyslalem pismo do Ekogwarancji z prosba o zezwolenie. A jak wrocilem to przyjechal listonosz i przywiozl mi pismo z Ekogwarancji. Co bylo nie tak podczas kontroli i certyfikat, ze jestem "ekologiczny". Paranoja jakas, tym bardziej, ze dokumenty ktorych im brakuje przedstawialem juz podczas kontroli. Zawracanie jednym slowem dupy. Chyba czas polozyc na to lache i zainteresowac sie tym, co bylo dawno temu w trawie:



A zeby nie bylo ze wszystko po staremu to przez weekend wypowiedzialem, wojne muchom. Niezaleznie od metod walki muchy maja przewage. Na tyle duza, ze zeby moc spokojnie i samotnie przespac noc, musze sie uwiklac w jakas siec:



No bo inaczej sie nie da.
Dzisiaj mi sie nie chce. Pogoda z gatunku zamknac sie w pokoju, zaslonic okna i czytac ksiazke...
11:22, scibor1
Link Komentarze (2) »
piątek, 28 sierpnia 2009
cala prawda o olewatorze
Jak wspomnialem wczoraj olewator zacial mi sie na maxie. Generalnie chodzilo o to, ze mi sie nie chcialo jechac w pole zbierac reszty slomy. Probowalem ponaprawiac troche ogrodzenie, co mi sie zreszta udalo. No moze nie cale, ale juz nie wali po oczach. Jazona puscilem do koniowatych, niech sobie radzi. Poprzepinalem kozoidalne. Doprowadzilem koniowatym wode na pastwisko. Poprzycinalem winogrona, zeby mialy wiecej slonca i szybciej dojrzaly. Nazarlem sie sliwek. Poznym popoludniem mialem klientke na jazde, wiec i ja pojezdzilem na Myszy. Zrobilem grilla. Wieczorem przyjechal Milosz z klientem na konia. Moze wezmie oba Mydla. Milosz sie lamie, moze tez by wzial - sprobuje mu wcisnac Mefista. Lazac po pastwisku chcialem pokazac klientowi, jakie te koniki sa cacane i wskoczylem na Mysze. A potem z niej efektownie spadlem, wiec marketing bezposredni mi nie wyszedl. Dosc dlugo nie moglem ustalic pionu, ale jak sie udalo to jeszcze wcisnalem Miloszowi ta slome, co lezy niezebrana na polu. Ma dzis sobie przyjechac i zabrac. A ja mam jechac zobaczyc krowiszony, bo ten facet od koni ma dwie i moze zrobimy barter. Tak czy inaczej chyba w zlej pozycji mi sie wczoraj ten olewator zacial...
06:56, scibor1
Link Komentarze (3) »
czwartek, 27 sierpnia 2009
no i po wakacjach
W przeddzien wyjazdu Kicia K znana jako Rarytas alias Fisia zagrozila porodem. Umiescilismy ja na porodowce pod stalym dozorem:



Niestety chwila nieuwagi i kot prysnal urodzic w stodole. W zwiazku z powyzszym do chwili obecnej miotu nie stwierdzono. Ale i nie szukano.

No i nadeszla pora wyjazdu. Jakos to znieslismy. Po drodze wstapilismy do Palia przetestowac podworkowy plac zabaw:



No i dotarlismy do S. Generalnie wieczor byl smutny, bo okraszony pozegnaniem:



I nie zamierzam do tego wracac. Nazajutrz bylem umowiony z Mloda do notariusza. Ale notariusz to instytucja uzalezniona od pradu, ktorego nie bylo. Jakos nie widzialem podstaw zeby czekac zeby sie dac wyruchac, zabralem sie i pojechalem, przelozywszy uprzednio termin. W swietym miescie zabralem autostopowicza. I nie byl to bynajmniej Rutger Hauer. A szkoda. Chlopak mial do zagospodarowania ostatni tydzien wakacji. Dojechalismy do Wawki, gdzie ja udalem sie do Alibaby a Jarek-autostopowicz na przemyslenia.



Przemyslenia zaowocowaly tym, ze pojedzie do mnie i pomoze mi przy zbieraniu slomy. Dotarlismy do domu, gdzie posrod stada koz panowal niepodzielnie Jazon Pierwszy:



No zanim go osadzilem na tronie, musialem go znalezc, bo sforsowal dwa ogrodzenia i polecial pouragac Tymkowi. I tylko prad w ogrodzeniu ocalil mu tylek, bo Tymek nie pozwoli sobie uragac byle dwulatkowi. Jarek mial faze na zmywanie:



ale przeszlo mu jak zaczalem przestawiac traktory. Pojechalismy w pole i zbudowalismy piramide ze slomy. Po polsku: stóg. Nie udalo sie zebrac wszystkiego, sil braklo. A nazajutrz zgodnie z obietnica odwiozlem autostopowicza, robiac sobie jednoczesnie krajoznawcza wycieczke:



Po 500km, z czego ostatnie 200 w deszczu dotarlem do domu i po raz kolejny docenilem blogoslawienstwo goracego prysznica. Oraz Sudocrem na odparzona dupe. Padlem "napysk" i dotrwalem poranka. Wraz z porankiem w pustym domu naszla mnie faza "pierdole, nie robie" i "niech sie wali". Probowalem ja przemoc naprawiajac ogrodzenia zniszczone przez Jazona, ale mordercza pogoda w polaczeniu z poranna wisniowka zagnala mnie do domu. Dzis chyba olewator mi sie zacial na maxie...
12:08, scibor1
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 sierpnia 2009
degeneracja

Wczoraj dzien uplynal leniwie. Pojechalismy na zakupy a w drodze powrotnej zahaczylismy o jezioro. "Na chwile"...:



Dzieciaki prawie nie wylazily z wody a ja prawie do niej nie wlazilem. Siedzialem na kocu i rozmyslalem nad recesja homo sapiens sapiens. Codziennie widze jak przyroda odzyskuje zdobyte kiedys przez ludzi tereny. I wygra z nami, to tylko kwestia czasu. O, wystarczy popatrzec na ludzkie mlode:



Blyskawicznie przerobili stosunkowo zaawansowana bron miotajaca na paly. No i dobrze. Dajmy szanse mrowkom...
09:30, scibor1
Link Komentarze (1) »
czwartek, 20 sierpnia 2009
ten kon mnie wykonczy
Zostawilem Jazona na noc na pastwisku. I cala noc psy szczekaly, wychodzilem kilka razy sprawdzic co sie dzieje. Bylem przygotowany na najgorsze. Ze Jazon zdejmie sobie opatrunek, zawali na siebie bude, zaplacze w drucie ogrodzeniowym i potnie sobie zyly, ze sforsuje ogrodzenie i pogna do innych koniowtych ktore go zakopia, albo przy probie forsowania ogrodzenia zlamie belke i jakis odlamek wsadzi sobie w brzuch albo klatke z piersiami, albo po prostu zawisnie na ogrodzeniu i zmiazdzy sobie narzady nie tylko wewnetrzne... Ale nie, to by bylo za proste. Jazon przeszedl samego siebie w wykanczaniu mnie. Cala noc... byl grzeczny. Nie majstrowal przy opatrunku. Nie probowal ucieczki. Jak rano do niego poszedlem przyszedl i dal mi buzi na dziendobry. Jestem wykonczony po tej nocy...
08:32, scibor1
Link Komentarze (3) »
środa, 19 sierpnia 2009
wampiriada
Wczoraj przy okazji zakupow zawiezlismy occu piwo:



Jak zwykle Heinekena. Bo lubil. Przy okazji opielilismy troche grob, bo zarosl.I ogolnie to dzien przepieprzylismy na niczym.
Za to dzisiaj dzieciaki przypomnialy sobie o traktorku. No i wreszcie mlody sie doigral i dostal lanie. Za nieprzestrzeganie wewnetrznych rozporzadzen BHZ*. A potem w ramach przywracania do pionu musial poukladac kostki slomy i przywiezc drewno do pieca.

Jazon aka Cymbcio aka Mleczyk aka Ten Glupi Kon aka Pegaz aka Jezyk aka Jakies Chuj Wie Co noc spedzi na pastwisku. Daleko od innych koniowatych, zeby go nie ponioslo. Bo ostatnio ten ciezko chory, wrecz umierajacy kon, przeskoczyl dwa ogrodzenia i pogalopowal na trzech nogach za klacza. Przewinalem go przed chwila. Bo opatrunek trzymal mu sie od wczoraj praktycznie nienaruszony. Moze dlatego, ze z dnia na dzien coraz bardziej ma sie czego trzymac:



Juz nie mozna sie dostac do kosci - oczywiscie z uporem maniaka twierdzilem ze to piszczel, co jest oczywista bzdura, bo rana jest tuz ponizej stawu skokowego wiec mozna sobie bylo popukac albo w glowe albo w kosc srodstopia III - zaroslo na amen:



Nie ma na zdjeciu, ale jak sie przyjrzec to kapitalnie widac jak w odbudowanej tkance wyksztalcaja sie naczynia krwionosne. Oczywiscie cale mnostwo z nich, przynajmniej tych powierzchownych, ulega destrukcji przy zmianie opatrunku tworzac malowniczy krajobraz:



no ale cos za cos. Tworzenie zywej tkanki wymaga krwi, bo krew to zycie, jak zwykly mawiac wampiry.

______________________________
* Bezpieczenstwo i Higiena Zabawy
19:09, scibor1
Link Komentarze (4) »
laina bankista tai kuolema

Taka mysl ostatnio mi chodzi po glowie. A na dodatek znalazlem ekranizacje mojej ostatniej wizyty w banku:

 

 

Moze czas rozejrzec sie za innym rozwiazaniem?

08:09, scibor1
Link Komentarze (1) »
wtorek, 18 sierpnia 2009
koncowka wakacji
Udalo sie zebrac owies. Ladny wyszedl. Moze dlatego, ze recznie siany. Ale malo. Taki urodzaj. Tona sie sprzedala od reki i zostalo tyle co na zasiew. Strasznie mi sie nie chcialo pakowac tego w worki, wiec jak juz wspomnialem w lotnych piaskach, zagonilem do tego dzieciaki:



Niech chociaz one maja frajde. Co bedzie z zytem, nie wiem. Leje, stoi na polu i pewnie sie wysypie. A kombajnu do zebrania samej slomy nie wezme. Zebralem zreszta ta probke ktora zrobil poprzednio, zanim utknal. I poniewaz sloma tak na dobra sprawe jest mi niepotrzebna, dalem ja dzieciakom. Rozladowaly sobie przyczepe:




przetransportowaly kostki na plac budowy:



i zbudowaly twierdze:



kuszac tym samym przejezdnych najezdzcow:



do oblezenia i proby zdobycia rzeczonej twierdzy:



Najezdzcy poniesli kleske. Zabrali sie wiec i pojechali. Skonczyl sie wakacyjny sezon odwiedzin. Do konca tygodnia bede sam z dzieciakami, potem je odwioze do ich matki. A potem wroce i bede musial postradac zmysly zeby nie zwariowac.
08:40, scibor1
Link Komentarze (3) »
piątek, 14 sierpnia 2009
w Mikolajkach
wczoraj bylismy. Z mojego punktu widzenia Mikolajki sa nudne. Chyba ze jest sie zeglarzem:



albo ma sie kupe szmalu na kasociag albo lubi sie lody:



albo lubi sie nagle i rzesiste ulewy. A ze za tym nie przepadam dla mnie dzien byl meczacy. I skonczyl bolem brzucha z przezarcia. I tyle.
10:20, scibor1
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 sierpnia 2009
lotne piaski
Jazon probowal w nocy popelnic samobojstwo przy pomocy koziarni. Wybil stempel podtrzymujacy strop. Ale mial pecha, koziarnia nie chciala sie zawalic. Na pocieszenie zabralem go na godzine na jablka. Potem lunelo, wiec wrocil do starego - ale juz wyczyszczonego - boksu.
Obrzydzeniem napelniala mnie mysl o koniecznosci zapakowania owsa do workow. W chwili natchnienia zatrudnilem do tego dzieciaki. Nie dosc ze pakuja, to jeszcze maja zabawe na "lotnych piaskach".
Bylem rano w banku. Pani byla mila. Moze moglbym ja i zaprosic na kawe albo cos, ale dla banku raczej nie jestem dobrym klientem. Swiatelko w tunelu zgaslo. Czekamy...
13:11, scibor1
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3