ciag dalszy relacji z agronautyki, teraz w ramach nowego zycia na swoim
RSS
niedziela, 24 lipca 2011
moherowy kwiatek

Sąsiedzi postanowili dokonać aktu chrztu na swoim najnowszym przychówku. R zniósł to dzielnie, mimo swojej trzytygodniowości. Ja też jestem spokojny, bo jak uzyska świadomość i wolną wolę, będzie mógł sam decydować o tym co, jak i komu;)



Celebrację aktu litościwie pominę, bo wcześniej robiłem obiad na piwa i jakoś mi się tam dziwnie robiło...

Dzień następny to pusty i cichy dom (nie mylić z Donem), bo agroturyści wyjechali. Jak mniemam -- zadowoleni. A że było nam za cicho, pojechaliśmy na imieninowego grilla. Pogoda, jak widać, dopisała...



co wykorzystano na różne sposoby:

 

A co można zrobić kwiatkiem przedstawia poniższy filmik;)

 

21:48, scibor1
Link Komentarze (3) »
sobota, 23 lipca 2011
śmierć drzewa
Wakacje trwają. Można je spędzać na poszukiwaniu wyszynku żarcia, odkrywając lokalne atrakcje folklorystyczne:



tudzież z racji niepewnej pogody organizując takowe na miejscu:



Chociaż pogoda jest raczej pewna: raz dziennie leje. Nie sprzyja to sianokosom na tyle, że wczoraj rozwaliłem kosiarkę. Wszystko się dzieje po coś.

Dobiegł kresu czas drzewa.



Prawie 60 lat życia, z czego dwa ostatnie umierania...



Uzyskaliśmy trochę niezłego materiału budowlanego...



i opałowego...



Jak jest ogień, musi być i woda, wtedy jest równowaga:



a do tego mydło i wodospad z dachu i wieczorne ablucje mamy za sobą;)
07:01, scibor1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 lipca 2011
sielanka
Dawno, dawno temu, w Klimontowie, na drzwiach do kuchni było takie cuś. Cusia dostałem w zeszłym roku, ale dopiero teraz doczekał się montażu:



To taki wstęp do sielanki. No bo jakże inaczej określić taki widoczek?



Dzieci spełniają się opiekuńczo...





oraz zawodowo...



Czasem trafi się nawet jakaś większa impreza...



lub wyprawa nad jezioro:



Ta piłka to mnie dziś sporo zdrowia kosztowała, bo zechciała zwiać poza teren strzeżony i ledwo ją dogoniłem. Wyprułem się kompletnie z sił podczas pogoni i zawisłem na dłużej pod pomostem starając się utrzymać na powierzchni, co wykorzystały niecne małże i pocięły mi nogę. Nic to, zemszczę się... gołębie zbierze się...



Taka oto czarno-biała parka ostatnio koczuje mi na dachu udając bociany. Potraktowałem to jako znak i przyjąłem odpowiednio godną pozę...



W końcu jako ziemianin i panisko błękitnokrwiste powinienem, nie?;)
22:36, scibor1
Link Komentarze (2) »
piątek, 15 lipca 2011
skrzynia pełna skarbów
Wakacje zaczęliśmy nietypowo, bo od... wakacji;))) Po prostu taki widok dzieciaków mających za dużo wolnego czasu:



wywołuje jakieś dziwne odruchy. Ja wiem, że nowoczesność w domu i zagrodzie, ale może... nad morze?

No to nad morze. Gdzieniegdzie zwane Bursztynowym;) Pogoda pierwszego dnia była iście barowa... to znaczy bursztynowa:



Ale drugi dzień pozwolił na docenienie uroków pierwszej od lat wyprawy pod namiot:



Wszechświat sprzyjał tej wyprawie, oznajmił to adekwatną pogodą. To nie do końca prawda, że na plaży człowiek się nudzi. Po prostu ma dużo czasu na wymyślanie różnych takich...



Furorę zrobiło łamanie fal...



a także przypomnienie sobie pewnego filmu z zamierzchłej młodości;)



(tu mini konkurs bez nagród - o jakim filmie mowa?)

Wakacje wakacjami, ale nie należy zapominać o edukacji. Zacznijmy od tego, jak życie wypełzło na ląd...



I wcale nie mam na myśli morświnów;) Dwa dni takiego pobytu to akurat. Pogoda zasygnalizowała, że czas się zbierać...



Dzień wyjazdu i pożegnania z morzem okazał się dniem dobrych uczynków:



Daliśmy szansę turbotowi (pozwólcie mi wierzyć, że to był turbot;p), zryliśmy plażę szukając jantaru...



pozwoliliśmy sobie na chwilę zapomnienia susząc mokre na tyłkach spodnie....



i wypełniliśmy skrzynię nadmorskimi skarbami:



A jednym z niezapomnianych wrażeń na pewno pozostanie nocna burza i ewakuacja dzieciaków śpiących w zatopionym namiocie;)))

Czas na wielkie suszenie:)
08:34, scibor1
Link Komentarze (5) »
niedziela, 10 lipca 2011
otwarte wakacje
Wczoraj pojechałem po dzieciaki. W drzwiach powitał mnie okaleczony wrzątkiem młody. Ot, przeprowadził próbę picia wrzątku z termosu, widocznie zaślepiony dowcipem o bacy. Jedyna dobra strona to że zapamięta na zawsze. Wyrwałem dzieciaki z objęć bezskrzydłego nietoperza...



...i pojechaliśmy do mnie. Droga minęła, długa i męcząca. Szczegóły pominę. Paliom podziękowanie za gościnę, namiot i wyprawkę;).

Dom najwyraźniej stęsknił się za dziećmi, bo powitał nas otwartymi drzwiami:



Przetrzymałem dzieciaki w samochodzie i przeprowadziłem rekonesans. Z niejaką ulgą doszedłem do wniosku, że to rzeczywiście dom sam z siebie się otworzył i nikt mu w tym nie pomógł:)

Po tymczasowym rozlokowaniu się padliśmy na łóżka w Bobrowni (no dobra, ja padłem...) i niektórzy są tam padnięci nadal:



Wakacje uznaję oficjalnie za otwarte;)
07:39, scibor1
Link Komentarze (3) »
piątek, 08 lipca 2011
archeologia remontowa
Gdy moi rodzice zakupili ten "majątek", bieżąca woda była tylko w oborze a, nazwijmy to, "toaleta", za stodołą. I żyli tu sobie ludzie pod koniec XXwieku, pretendując do...



No dobra, Ociec zrobił tu sporo rzeczy, zaczęło to przypominać warunki współczesne. Sporo prac poniechano, z różnych powodów. Życie toczyło się jakby w środowisku remontowym.

Nastał czas zmian. A właściwie dokończenia pewnych rzeczy, jak na przykład... zamontowania umywalki:



W celi zamieszkało słońce:



A ścianę pomiędzy kuchnią a Bobrownią przegryzła Rura Prawdy:



Rura zaprosiła swoją kartonową krewniaczkę odzianą w lateks... eee... lentex znaczy;)



Nietypowe rozwiązania ścienne wymusiły na mnie proces twórczy...



A efekt końcowy? Ja to nazywam "po remoncie". Inicjatorka tego zajścia mówi o "odświeżeniu". Niemniej jednak przestałem nieustannie myśleć o zburzeniu całości do fundamentów i postawieniu od nowa. Jest nadzieja, że ten dom jeszcze postoi w "odświeżonym" stanie;)

W Bobrowni pojawiła się woda, a nawet odpływ:D Że o gazie nie wspomnę...



Ślad zaginął po pokoju-graciarni, zwanym jeszcze rok temu Helgownią...



A i łazienka dobrnęła do zasłużonego końca:



Celi Wam na razie nie pokażę, bo goście śpią. Pogoda jest taka, że głównie śpią.

Ostatnie chwile pory przeddeszczowej wykorzystaliśmy na zebranie jeszcze dwustu kostek siana - trzeba było sobie przerwę w remoncie, tfu, odświeżaniu zrobić.

A na koniec zagadka: co to jest i co z tym zrobię jak wygram w lotto?



Nagrodą jest napoczęta flaszka Absolwenta, stoi i się marnuje. Odbiór wyłącznie osobisty;P
08:49, scibor1
Link Komentarze (6) »