ciag dalszy relacji z agronautyki, teraz w ramach nowego zycia na swoim
RSS
piątek, 31 lipca 2009
pegazy
Zrobilem roszade koni. Wiekszosc niech sie zabija na pastwisku, nie opanuje tego. W parku zamknalem Jazona ze wzgledu na oczy i Mysze ze wzgledu na siodlo. Pojechalem do Bartoszyc na zakupy. Wracam, koni nie ma. Park zamkniety, ogrodzenie cale. Parka uciekinierow spokojnie zajadala trawe przy chramie. Na wszelki wypadek powiazalem je do drzewek:



Zeby nie odlecialy.
17:34, scibor1
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 lipca 2009
bajka o jezyku
Mały chłopczyk wraz z tatusiem znaleźli w lesie małego jeżyka. Leżał pod
kępką trawy i drżał z zimna. Chłopczykowi zrobiło się żal jeżyka i
poprosił tatusia, żeby zabrali jeżyka do domu. Tata się zgodził, i tak
jeżyk zamieszkał u nich. Chłopczyk bardzo dbał o jeżyka, poił go mleczkiem
i dawał mu najlepsze owoce. Jeżyk zajadał ze smakiem i nieraz - ku
zdziwieniu chłopca - pomrukiwał z zadowoleniem. Na zimę jeżyk - jak
przystało na wszystkie porządne jeżyki - zapadł w zimowy sen. A na wiosnę
jeżykowi urosły skrzydła, na czole wyrósł róg i odleciał przez
niedomknięte okno. Wtedy stało się jasne, że chłopczyk z tatusiem nie
przynieśli z lasu jeżyka, tylko jakieś chuj wie co...


poplakalem sie ze smiechu:D
17:10, scibor1
Link Komentarze (1) »
środa, 29 lipca 2009
zdobycie Marienburga
Oto najswiezsza relacja z dzisiejszego podboju. Armia zlozona z dwojki... no dobra, z rycerza i bialoglowy, po dwugodzinnym mar....szu (na zasadzie wydania komendy "Niva marsz!!!") z Natangii do krzyzackiej twierdzy w Marienburgu, pod wspomniana sie stawila:



a nastepnie podstepem (podstepem uwiecznilem, bo mi szkoda bylo 15zl na pozwolenie robienia zdjec) zdobyla:



Zdobycie owo zaowocowalo zwalajacym z nog zmeczeniem:



ktore pryslo jak tarcza pod kopia:



na wiesc o mozliwosci kupczenia w podzamkowym kasociagu:



Po mniej/wiecej udanych targach udalismy sie na uczte lodowa do zagranicznego refektarza, gdzie rowniez moglem nacieszyc oczy gnebiac jednoczesnie ducha:



Po kolejnych dwoch godzinach "marszu" dotarlismy do osady Hoff w Natangii, skad niniejszym zdaje relacje na binarnym pergaminie.
20:19, scibor1
Link Komentarze (1) »
wtorek, 28 lipca 2009
sniadanie mistrzow
Ostatnim akcentem pobytu gosci bylo sniadanie mistrzow - nalesniki:



A dzis final sianokosow - pogoda byla niezla, zdazylem zrobic walki, 260 kostek i zebrac praaaaawie wszystkie, bo zaczelo lac. Zostalo jakies 30-40. Niech tam, dzieciaki zbuduja sobie fortece. A jutro moze wreszcie Malbork?
19:33, scibor1
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 lipca 2009
gosciniec
Weekend pod znakiem gosci. Wreszcie ktos sie odwazyl przyjechac tu na chwile dluzej. Zrobilo sie dzieciowo i psiowo:



Glowna atrakcja byly jazdy konne, ktorym staralem sie sprostac, choc udawalo mi sie czasem kogos w to wrobic:



Ja zas wykorzystywalem krotkie chwile relaksu na realizacje projektow godnych Zohana:



Nastepny weekend tez bedzie ciekawy...
21:38, scibor1
Link Komentarze (5) »
piątek, 24 lipca 2009
gwizdzac na Ku Klux Klan
Urwanie glowy. Ze wszystkim. A jak sie wieczorem wyjdzie na pastwisko i zagwizdze, to z teoretycznie krowiej budy wybiegaja kozy, koty...



i konie:



Normalnie KKK, ktore przejelo k... no krowie tereny. Jak krowy wroca, to bedzie KKKK. Kurew...Ku Klux Klan??? Goscie w drodze.
20:22, scibor1
Link Komentarze (1) »
wtorek, 21 lipca 2009
kontrola
Pan Eco z Zagubionych moglby mnie skontrolowac. Poszloby pewnie latwiej niz dzis na kontroli z ekologii. Wyszla niezla jatka, bo w papierach podalem stan faktyczny z dwoch lat, a w ubieglym roku mama namieszala co nieco, inspektor domieszal swoje i efekt jest rownie logiczny co ten znak:



Generalnie dostalem opieprz za pomieszczenia, za plodozmian i jeszcze pare drobiazgow. Moglo byc gorzej. A tak to moge sie spodziewac cofniecia doplat za czesc arealu i koniecznosci oddania za ten kawalek za dwa lata wstecz. O pogrozkach na pismie nie wspomne. Pozyjemy, zobaczymy. Wazne, ze zwierzaki mam na prosto. A jutro ma przyjechac pancia na opis koni. To dopiero bedzie rodeo...
20:35, scibor1
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 lipca 2009
Grunwald 2009
Dzien przed bitwa mlodziez spedzila na sprawdzaniu, czy w przyszlosci rumak wyda na polu:



A dzis bladym switem, czyli kolo 10tej, zawitalismy do wioski rycerskiej:



Bylem tu kiedys, kiedy bylo cicho i spokojnie i zadumalem sie nad setkami facetow walczacych z Bogurodzica na ustach o cos w co wierzyli:



Ziemia zapamietala ten dzien i udzielila bitewnego entuzjazmu kandydatom na rycerzy i bialoglowy:



Pozostalo nam zatem uwalic sie w trawie i czekac na bitwe:



przekaszajac co nieco od czasu do czasu:



Udalo mi sie nakrecic malo wyrazne filmiki dokumentujace wydarzenia. Coz, arcydzielo to nie jest, zazalenia prosze kierowac do firmy Nokia. Ale jakies ruchome plamy widac, osoby z dobrym sluchem rozpoznaja z pewnoscia muzyke Williamsa z Mrocznego Widma:D Ciekawe czy wykorzystano ja legalnie?

http://www.youtube.com/watch?v=9VRlJRKes6g
http://www.youtube.com/watch?v=sBU_RB79hp8
http://www.youtube.com/watch?v=y_pzltJzi98
http://www.youtube.com/watch?v=rocQb8vFKqI

A po powrocie Mala Me z wdziecznosci zesmy ocaleli z krzyzackiego pogromu spozywala posilek na kolanach:



Dzien dal nam popalic przy pomocy slonca (jeden konkretny wybuch na sloncu i pole bitwy uslaloby sie rzeczywistymi trupami), zmeczenia i takich tam. Ale o dziwo nie bylo strasznie duzo widzow, dalo sie bezstresowo zobaczyc gdzieniegdzie rycerza... W planie oblezenie Malborka.
20:22, scibor1
Link Komentarze (3) »
czwartek, 16 lipca 2009
mare imbrium
Wczorajszy dzien utopiony w morzu. Przywitaly nas wiatraki:



Po znalezieniu jakims cudem miejsca do zaparkowania dwie zadne morza istoty poganialy mnie spojrzeniami:



Wreszcie dorwali sie do wody:



A przymusowe jedzenie zostalo potraktowane jako kara:



Szybko jednak sie pocieszyli w nadmorskim kasociagu. Jak widac sztuczny kon lepszy od domowego:



a mlody odkryl w sobie fanatyczny zew cymber gaja:



Droga powrotna obfitowala w opady okraszone wielokilometrowym korkiem wyjazdowym z polwyspu oraz tradycyjnym pobladzeniem przy probie opuszczenia 3city. Wazne ze dzieciaki byly zadowolone. Dzis odpoczywamy.
10:51, scibor1
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 13 lipca 2009
prorok czy co?
Snilo mi sie ze musialem odciac siekiera lepetyne Malej Me (techniczne imie Euzebii), bo ktos jej cos tam zrobil i trzeba bylo dobic zwierzaka. Uczulilem wiec wszystkich zainteresowanych ze dzis jest dzien szczegolnej troski. Marna ze mnie wrozka... ale jednak. Trafilo w kozy. Rudzik tak sie zaplatal w lancuch, ze zapinka zapial sie bezposrednio za... gardlo. Wyprodukowal sobie krwiaka wielkosci piesci (mojej), wisial i charczal. No dobra, nie charczal, chyba zeby sie nie wykrwawic. Nalezalo przystapic do operacji "Capri rescue". Odbyla sie pod pubem (jedno z technicznych pomieszczen), udzial wzieli: lancuch, konski pejcz, zapinka, szlifierka katowa, kombinerki, "wylacznik szlifierki", alantan i operator czyli ja. No i Rudzik.
Po obezwladnieniu kozla:



przypalilem nieco nieszczesnika zeszlifowujac wbita w szyje zapinke (alternatywa bylo wykroic ja nozem z szyji), opatrzylem i... stwierdzilem, ze nic mu nie bedzie, bo podczas calej operacji starannie przezuwal lisc babki. Chyba jako premedykacje. Coz, kozy wiedza lepiej.
Mimo to jutro potraktuje go jeszcze balsamem Szostakowskiego. O ile nie pomyle z barszczem Sosnowskiego...
20:51, scibor1
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2