ciag dalszy relacji z agronautyki, teraz w ramach nowego zycia na swoim
RSS
poniedziałek, 27 czerwca 2011
kupalnocka
Wyprawa na Noc Kupały poprzedzona została zwiedzaniem Warszawy. Mimo przekonania, że nie ma tam nic ciekawego do zobaczenia, dzień zaliczam do udanych. Zwłaszcza XXX piętro PKiN-u obudziło wspomnienie sprzed lat... wielu, kiedy byłem tam na wycieczce z podstawówki. No i rutynowa wręcz wizyta w Muzeum Archeologicznym i Muzeum Techniki też coś tam obudziła.

Noc Kupały w Chramie Mazowieckim. Było naprawdę... super. Z powodów osobistych uraczę Was tylko zdjęciem nowego Ognia:



Potem powrót i już zdecydowanie mniej udany wieczór.

Poniedziałek minął pod znakiem koszenia i remontu c.d. Że o pojeniu Jazona zacnym miodem nie wspomnę...
21:26, scibor1
Link Komentarze (4) »
piątek, 24 czerwca 2011
elektrycerze
Spało się dobrze. Do rozszczekania się psów bladym świtem. Zasygnalizowały w ten sposób stojące we wjeździe wypasione Iveco elektrycerzy... Pierwsze pytanie: "Czy zapłaciłem za prąd?" Szybki rachunek sumienia i należności - zapłaciłem. Okazało się, że chcą charytatywnie pociągnąć druta... Pokazałem im gdzie mogą i... pociągnęli:



Teraz zamiast czterech pojedynczych mam doprowadzony jeden poczwórny. Tys piknie.

Sianokosy na razie zawieszone z wynikiem 1500 kostek. Przydałby się jeszcze tysiąc, ale to trochę później.

W domu znów zaczęło się remontowo. Reorganizacja Bobrowni i dym w Celi. Od poniedziałku hydraulika.

Jutro jedziemy na Kupałę.
21:49, scibor1
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 czerwca 2011
truskawki
Jak zapewne niektórzy pamiętają, jesienią sadziłem truskawki. Szczerze mówiąc było to moje pierwsze, w pełni samodzielne, doświadczenie ogrodnicze. Efekty oceńcie sami:



Może nie supermarketowy gigant, ale mała nie jest...



Smaku nie opiszę. Nie znam odpowiednich słów, a "zajekurwabista" to raczej miastowe określenie;)
Oczywiście jest tego więcej, ta była najbardziej fotogeniczna. Są i dwa razy większe, ale jeszcze zielone. Początkującym ogrodnikom radzę nie żałować słomy w trakcie jesiennego sadzenia. Tam, gdzie mi jej brakło, widać mizerność efektów. Są mniejsze i marniejsze.

Policzyłem pozostałe kostki - 356szt. Przewróciłem je (chyba żeby lepiej zmokły, bo jak skończyłem to znów popadało), 6 przywiozłem do domu. Rozładowałem i ułożyłem dwie przyczepy kostek, tych ostatnich suchych które przyjechały. Kurde, lubię to robić...

Plan na jutro: koszenie pastwiska I, przewracanie skoszonego pastwiska zimowego. Sielanka...
19:53, scibor1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 czerwca 2011
siano w deszczu
Sianokosy. Zrobiłem co mogłem. Najpierw tak:



Na rozrzutnik wchodzi - zależnie od ułożenia - 90 do 110 kostek. Czasem na polu zostaje tyle, że nie warto wracać po to zaprzęgiem. Jellinek bez ingerencji w kabinę łyka 3 sztuki...



Wczoraj wykorzystałem również zaprzęg w miniaturze:



Ładzianka mieści w sumie 10 kostek (w dzień 14, ale potrzebowałem światła) i do poskromu wchodzi 18.

Wróciłem do domu o 23ciej.
Brakło mi albo czasu, albo rąk do pracy. Trochę się przeliczyłem. Patrzę za okno jak leje. Na polu moknie jakieś 400 kostek siana...
09:17, scibor1
Link Komentarze (6) »
wtorek, 14 czerwca 2011
jaskółcza relikwia
Jeden kurwiszon spadł z prowizorycznej drabiny i się zwichnął. Skłoniło mnie to zmajstrowania poważniejszej prowizorki:



Kurwiszon teraz głównie leży i jajka znosi. A co się naśmiałem, jak sobie przypomniałem tego księdza, co sprzedawał cudowną relikwię którą był szczebel z drabiny, która się Jakubowi przyśniła...
Kurwiszona od czasu do czasu dokarmiam i poję. Ot, taki kurwpielęgniarz jestem. Ale czas sianokosów nadszedł w pełni, trzeba zajrzeć, gdzie to siano poutykać. Na przykład tutaj:



Puste? Nieeeee....



Ale z powrotem nie włożę, bo mogą rodzice porzucić. Przemknęło mi przez myśl, żeby jajko wysiedzieć i takiego jaskółczaka wykarmić. Na szczęście myśl odfrunęła a jajko dostało się Marlonowi.
Odrobaczyłem koty.
11:24, scibor1
Link Komentarze (3) »
Kac Vegas w Bielkówku
Weekend upłynął pod znakiem urodzin z duchami:



w bursztynowym cieniu browaru:



Cienia co prawda nie ma, ale Amber był. Poszedłem spać w szarych majtkach a obudziłem się w czarnych. Nie wiem, dlaczego. I chyba wolę nie wiedzieć. Na szczęście niewiele pamiętam...
11:15, scibor1
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 czerwca 2011
pamięć genetyczna
Pewne rzeczy po prostu się pamięta. Jak na przykład przysłowiową już niechęć do gadów (kyrios, puść mi tego ostatniego maila jeszcze raz, ale bez załączników, bo zabiłeś mi pocztę i musiałem skasować żeby odetkać).
Co to ja... a, o pamięci. Pamiętam, jak się chleb robi:)


Został zeżarty zanim wystygł...

Pamiętam też, jak się kosi:



Ale nie pamiętam, żebym kiedykolwiek skosił wszystko co obowiązkowe w trzy dni...
Teraz zatem mogę kosić rekreacyjnie;)
16:54, scibor1
Link Komentarze (3) »
zestaw wakacyjny
Ponieważ zbliżają się wakacje, można się pohuśtać:


Ewentualnie na jesień życia polecam "zestaw seniora";) Buja bardziej umiarkowanie:)



No i klasyczny zestaw ogrodowy, przy którym można po prostu popić;)



Dla abonentów znajdzie się jakaś zniżka albo "gratis";) A poważnie jak komuś coś się spodoba to proszę o kontakt. 
16:48, scibor1
Link Komentarze (1) »
niedziela, 05 czerwca 2011
srocze caco w kurniku
Nie zabrałem się jeszcze za koszenie. Z różnych powodów. Między innymi z powodu napływu zwierzyńca. Zaczęło się od przybycia Sroki:


Testowo przeleciałem ją PeZetem, zobaczymy, co się stanie.
Chwilę potem pojawił się Cacek:



i Cacula:



Pewnie będzie jak w tym dowcipie: masz mało czasu? weź sobie kozę... oddaj kozę i zobacz ile masz wolnego czasu;)))
W ramach produkowania wolnego czasu zrobiłem kurwiszonom niezależny wybieg:



Niezależny ode mnie. Teraz mogą sobie same, a ja mogę udrożnić ciąg i zacząć wywalanie gnoju. Obornika znaczy. Czyli guana kurzo-króliczego.
Ale to na pewno po sianie i być może po zbożu. Czyli po wakacjach;)))

Topowy tekst z wczorajszej imprezy:
"Ale my wpierdalamy... O! Zobacz, nie wiem co tu było, ale już nie ma!"
11:19, scibor1
Link Komentarze (1) »
środa, 01 czerwca 2011
koszenie testowe
Takowe coś dziś wykonałem:

Żeby kosiarkę sprawdzić i ustawić. Przy okazji natchnęło mnie na wygarnięcie z kabiny ciągnika elementów nieoryginalnych i ruchomych, gromadzonych latami...
Jakby więcej miejsca się zrobiło:) Od razu jak ten fajans wygarnąłem, to poczułem się jak rodowity nowojorczyk:D
A potem przyszła burza i natchnienie moje zburzyła. A burza przyszła, bo kiedyś gdzieś postawili wiatraczek do siania wiatru...;)

17:48, scibor1
Link Dodaj komentarz »