ciag dalszy relacji z agronautyki, teraz w ramach nowego zycia na swoim
RSS
poniedziałek, 29 czerwca 2009
siano, kurwa, kosy...
Wracam do domu zwykle ok 21 i na ile sil mi starczy czolgam sie do lozka. Czasem nawet sie myje, ale tylko gdy lazienka jest po drodze. I jest mi wszystko jedno, czy jest ciepla woda czy nie. W weekend latwiej, bo jak S jest to pomoze. A przynajmniej zadba zeby jakies jedzenie na tydzien bylo. Ale tak jak dzis sie najebalem, to poezja. Moje miesnie i skora to wlasciwie obce twory, zyjace wlasnym zyciem. Patrze jak mi sie rece trzesa, bo bol juz przestal do mnie docierac. Ale dzis skonczylem wreszcie topole. Z rezultatem ponad 500kostek/2ha. Nawet do dentysty pojechalem, a co. A jutro jade po dzieci. Wreszcie ten dom napelni sie gwarem. A teraz zasluzona Lomza Export. Calkiem dobre piwo jest. Chyba ze w tym stanie to byle sikacz smakuje jak Budweisser...
18:38, scibor1
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 czerwca 2009
ciezka woda
Wczoraj z racji pogody rzucilem sie w wir prac polowych. Narwany troche bylem, ale jak trzeba, to mus. Kostkowanie wyglada tak:



Ciezka woda jak wiadomo powstaje gdy w miejsce H wstawimy D lub T. I odpowiednio spozytkowana prowadzi do wielkiego bum. Ale to robota dla fizykow, ja prosty chlop ze wsi jestem. A ze wlasciwie zaczynam, to popelniam szereg bledow. O, na przyklad za szerokie walki zrobilem. A jak za szerokie, to dalej mokre i za duzo na raz. I trzy razy mi prasa stanela. Dwa razy zerwalo srube na sprzegle, raz po prostu zablokowalo calosc. Ale twardy bylem, skostkowalem hektar. No musialem byc twardy, bo mi do glowy nie przyszlo sprawdzic ustawienia prasy po zeszloroczym kostkowaniu suchej slomy. I porobilem kostki na maksymalnym zbiciu. Na oko 20kg sztuka. Cale szczescie ze najmniejszy rozmiar. Skostkowanie tego to jedno, a zaladowanie na przyczepe to drugie. No, fajna robota na jednego. Ale dalem rade, wyszlo mi jakies 160 kostek. A powinno ze 220, no ale jak sie robi kondensacje... Rozladowac drugiej przyczepy juz nie dalem rady, sil braklo. W moim wieku to powinno sie miec kupe kasy i z jakas osiemnastolatka lezec na kubanskiej plazy, a nie w polu zapierdzielac. Ale tak wyszlo. Dzis skoncze rozladunek i poukladam to wszystko - na strychu koziarni, zeby dosychalo - a w piatek z racji zapowiadanej pogody machne topolowa dzialke. 2,30ha, ale jak ja nie dam rady to nikt nie da rady. Mialem dzisiaj, ale leje od rana. Jakies 8 kropli na godzine, wiec wyjsc z domu sie nie da...
Ciekawe, czy te kostki wczorajsze sa takie ciezkie od ciezkiej wody? No bo grzeja sie jak sa w kupie (masa krytyczna?), wiec moze cos pierd... wybuchnac znaczy. Dworznianska masakra prasa kostkujaca. Hollywood mnie nie przebije;)))
14:53, scibor1
Link Komentarze (8) »
wtorek, 23 czerwca 2009
niespodzianka dla Robinsona
W polskiej wersji Robinsona C., wspomniany rywalizowal z Kozim Krolem o wladze na wyspie. Przynajmniej w koziej kwestii. Ba, zaszalal nawet i stworzyl wlasne stado, ktore niebawem przeroslo liczebnoscia konkurencje. Niewatpliwie widok takiej oto niespodzianki wprawilby obu rywali w nieklamany zachwyt:



Jeszcze nie wiem co to - Euzebiusz czy Euzebia. Ale ten diabelski usmieszek nie rokuje dobrze:



Teraz wiem, skad to nagle rozdojenie Emilki. Niemniej jednak obowiazuje standardowa procedura: zobaczymy czy przezyje pierwszy tydzien. Potem bedziemy snuc plany typu kebab, janjetina, odojak ewentualnie jesli to dziewcze to mleko i ser. I trzeba do Blazeja zadzwonic, ze jest dziadkiem...

Dotarlo do mnie ze posiadam 22 domowe zwierzaki. Ja pierdole... Jak ja to ogarne? Chce ktos konia? Albo kilka? Do kazdego zakupionego konia koza gratis. Albo dwie...

--------------------------------

Juz wiem. To Euzebia.
10:06, scibor1
Link Komentarze (6) »
sobota, 20 czerwca 2009
kwadratura paprocinska
Od rana mialem cisnienie na prace, bo pogoda ladna. I pomysly tez mnie cisnely. Od wczoraj. Niecierpliwosc wygnala mnie by je zastosowac w praktyce. I ku mojemu zdumieniu, oraz zdumieniu wsi oraz ku podziwowi soltysa - TO DZIALA!!!



W sumie przerzucenie 4ha zajelo mi moze z poltorej godziny. W dodatku mozna sobie posluchac radia. Dla cierpliwych filmik tutaj:

http://www.youtube.com/watch?v=LJG4P0Dse08

A potem wsiadlem w Ursusa i pojechalem skosic Paprocin do konca. To znaczy skosic to co mi z wczoraj zostalo, ale ze pogoda byla ladna, skosilem tez pozostaly kwadrat, jakis hektar pietnascie. I w ten oto sposob zakonczylem przewidziane na ten rok koszenie. Zostalo jeszcze przerzucanie, robienie walkow, kostkowanie i zwiezienie. No chyba ze pod koniec lata jeszcze zachce mi sie potraw kosic. Ale to plan na pozniej. Dzis jestem padniety. Pic, jesc, jakas rozrywka intelektualna i spac. Dobranoc Panstwu;)
19:16, scibor1
Link Komentarze (5) »
czwartek, 18 czerwca 2009
jak sie dupcza koty
A normalnie. O tak:



I z drugiej strony:



Istotnym elementem pozycji "na kota" jest zlapac partnerke zebami za skore na karku - chyba zeby nie zwiala.

Rano pojechalem do lasu. Poszlo sprawnie. Po poludniu pojechalem laczke kosic. Wszystkie znaki na niebie i ziemi mowily zeby tego nie robic. Najpierw cos jadowitego wbilo mi sie w reke, potem przywalilem otwartymi drzwiami ciagnika w slupek. Potem przywalilem kosiarka w pieniek - bezpiecznik puscil, ale razem z nim puscil trzpien i musialem pojechac do domu pospawac. Twardy bylem, wrocilem kosic. Nawet jak zaczelo padac to nie ustapilem. Dopiero jak traktor dostal gesiej chujni (stracil moc, plunal olejem, zadymil dymem i ledwo sie doczolgalem do domu) to zrozumialem, ze znakow nalezy sluchac. Ciekawe czy kosmici zrozumieja przekaz niedokoszonej laczki?:/
21:47, scibor1
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 15 czerwca 2009
wyszedl jo se...
...laczke kosic:



bo... soltys powiedzial zeby kosic;) Co prawda general i Leszek stwierdzili, ze kosic beda za dwa tygodnie, ale jakos nie mam przekonania. Co ma byc, bedzie. Moze nawet doczekam sie tego dziewczecia, jak w piosence:

http://www.youtube.com/watch?v=vtVra80c5vE&feature=related

Ach, dzbanek jagod...:) Rozmarzylem sie;)
19:10, scibor1
Link Komentarze (3) »
niedziela, 14 czerwca 2009
dzikie plaze
Rano lalo. Wiec nic konstruktywnego sie nie zrobi. Szybkie planowanie niedzieli i heja na wybrzeze. W miare oddalania sie od domu pogoda poprawiala sie i poprawiala, az poprawila sie na tyle, ze postanowilem zaliczyc Baltyk:



Chwile trwalo zanim znalazlem wystarczajaco dzikie i odludne miejsce, zeby obnazyc sie i umiescic swoja nagosc w solance. O dzikosci miejsca najlepiej swiadczy obecnosc dzikow:



Co za kretyn wymyslil wierszyk "dzik jest dziki, dzik jest zly..."? Dzik jest oswojony, potulny i merda ogonem. Oto cala prawda o nadmorskich dzikach. Zawiedziony brakiem dzikiej dzikosci wrocilem do domu poludniowym brzegiem Mierzei Wislanej:



W domu doznalem natchnienia przy szambie i uruchomilem zepsuta przez Jazona pompe. Bo nowa raczyla sie spalic po zmieleniu zaby w czelusciach mechanizmu. Postanowilem rekreacyjnie polezec na Jazonie. Ale Jazon mial inny plan i po kilku barankach znalazlem sie na ziemi. Dobrze, ze padalo rano i bylo miekkie bloto. Podobno jak sie spadnie z konia to trzeba zaraz wsiasc z powrotem. Podparlem sie ta idiotyczna teoria i wlazlem jeszcze raz. Tym razem spadlem w galopie i na cegly. Skorzystalem wiec z teori "do 3 razy sztuka" i trzeci raz dzisiaj sobie odpuscilem. Bo skoro dwa razy skonczyly sie polubownie to ten trzeci mogl byc bardziej bolesny. To byla dluuuuga niedziela....
20:59, scibor1
Link Komentarze (2) »
sobota, 13 czerwca 2009
ryba w szkodzie
Wizyta szwagra zobligowala mnie do pierwszego w tym roku polowu. Jak zwykle wyniki zadowolily przede wszystkim koty:



Zeby zas oderwac mysli szwagra od muchy w uchu wsadzilem go na Mysze:



Najwyrazniej poprawilo mu to nastroj, bo z nowymi silami pojechalismy spuscic wpierdol jego sasiadowi za kradziez drzewa:



Przy okazji stwierdzilismy krowe w szkodzie:



No i w sumie na tym wizyta rodzinki sie skonczyla. Chlopaki walneli pozegnalna kawe i pojechali. Kot pozegnal ich charczeniem, pies szczekaniem a niebo mzawka.
10:17, scibor1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 czerwca 2009
Mucha 3 czyli zalewanie robaka
Wczoraj przyjechal wujek ze szwagrem. Ot, machneli luzacko 550km. Ledwo sie rozpakowali, szwagier poszedl nad staw zobaczyc jaki jest poziom wody. I jakies wsciekle zwierze (mucha? cma? meszka??) wleciala mu w ucho i zaczela rzezbic. Szwagier lekko spanikowal, ale nie ma sie co dziwic - jak sie komus w srodku glowy jakiez zwierze trzepocze to mozna oszalec. A jeszcze jak jest ryzyko, ze jest krwiozercze i ugryzie, to juz wogole nerwy puszczaja. Przytomnosc umyslu (nie chwalac sie - moja:D) i obecnosc w apteczce paraffinum liquidum pozwolily na przeprowadzenie natychmiastowej akcji ratunkowo-zapobiegawczej. Mianowicie zalalismy szwagrowi robaka w uchu. Kto mial to robione, wie jakie to idiotyczne uczucie. Zwlaszcza za pierwszym razem. Powtorzylismy zabieg kilkukrotnie, coby zwierza utopic dokumentnie tudziez zatkac mu tchawki oleista ciecza. Co prawda szwagier liczyl na wyplukanie bydlecia, ale albo bydlak zbiegl, albo wyplynal i byl zbyt maly zeby go zobaczyc, albo zginal marnie i gnije w uchu. Czas pokaze. Cala akcje szwagier przezyl i zanosi sie ze zyc bedzie. Tym bardziej ze zalewal wieczorem robaka rowniez od wewnatrz. Piwem. A dzis pomknal cos zabic w swoim siedlisku. Okna chyba...
09:56, scibor1
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 czerwca 2009
senni zwyciezcy
Pogoda mnie wkurwia. Po prostu. Ni w te, ni we wte. Ale nic to. Jakies swieto koscielne dzis jest chyba. Wszystko pozamykane. No a ze pogoda mnie i tak dalej, to wykosilem sobie dzisiaj grillplatz. I bozia pokarala. Raz, ze zaraz lunelo i grzmotnelo, dwa, ze stwierdzilem flaka w traktorze. W nowej oponie z nowa detka. Na ale dojrzyjmy korzysci w zaistnialej sytuacji. Na przyklad zajalem sie naprawa kola wiec bylem zwolniony ze sprzatania na okolicznosc przyjazdu rodzinki. A ze mam praktyke i przydomowy warsztat wulkanizacyjny:



poszlo nadspodziewanie sprawnie. Dowiedzialem sie przy okazji do czego sa chinskie detki. Chinskie detki sa do... niczego. Nic to, zalozylem stara polska. Bedzie dobrze.
Popoludniowe karmienie Mamuny skonczylo sie na konskich grzbietach. Najpierw na Myszy:



Totalny luz, na oklep bez przygotowania i nawet prowizorycznego oglowia. I w towarzystwie furiatow. Ale Mysza to istna kanapa - cos jakby Maybach;P W przeciwienstwie do Jazona. Jego grzbiet nie jest do konca kompatybilny z moja dupa, wiec wole sie na nim polozyc. A w efekcie mozna przysnac:



E, trzaba przestac tyle pic jak sie na konia potem wsiada. Usne i zmokne jak zacznie padac albo co. Jazon grzeczny jest, chociaz lubi polobuzowac. Moze od przyszlego tygodnia zaczne konkretyzowac wymagania wobec niego. Bedzie tanczyl, bo wygoda jest porownywalna z... Polonezem;)
18:23, scibor1
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2