ciag dalszy relacji z agronautyki, teraz w ramach nowego zycia na swoim
RSS
czwartek, 29 kwietnia 2010
Gattaca
Pierwszy dzien rehabilitacji szpitalnej za mna. Zaczelo sie od roweru jadacego donikad. Spokojnie utrzymywalem niezle tempo, a moje serce pracowalo jak metronom. Przez pierwsze dwie minuty przynajmniej... Po pietnastu nastepnych doszedlem do wniosku, ze moglbym tu przyjezdzac na rowerze, na jedno by wyszlo. Nastepna w kolejce maszynka magnetyczna jak u Hałsa:



Kusi mnie zeby tam wetknac cos metalowego, ciekawe co sie stanie... Z takich pomyslow skutecznie leczy sala gimnastyczna. Niby nic, niby nie duzo, ale rozwiala moje wyobrazenie o tym, ze jestem macho i poinformowala mnie o istnieniu miesni daaaaawno zapomnianych. Druga sala to przy tym zabawa. Przynajmniej przez chwile. Takie wtaczanie pilki nogami po scianie do gory i na dol. Szostka Weidera to przy tym pikus. No dobra, Pan Pikus. Bo pikus to byl fotelik z ciezarkami:



Szalu nie robi. Ale jak sobie pomysle o czekajacych mnie zakwasach... Nie, lepiej o tym nie myslec. Przez weekend skoncentruje sie na Jadranowej nodze:



Tymek probowal mu ja wczoraj wyrwac. Zebami. Jakie to ludzkie...
19:06, scibor1
Link Komentarze (1) »
środa, 28 kwietnia 2010
nieustajacy strumien kasy...
M zapragnal sobie motocykiel nabyc. Terenowa Yamahe. Do ganiania krow po pastwisku. No i wyszlo, ze pojedziemy do Radomia. Nie wiem dlaczego uparl sie na Yamahe, wspomnialem, ze sa tez inne marki... Malo mi widac prochu, bo gebe niewyparzona mam nadal. Plan byl taki, ze wyjedziemy o 4tej rano, cykniemy ten motor i jeszcze w jedno miejsce podjedziemy bo chcial sobie kosiarko-rozdrabniacz kupic. No dobra...
Dzwoni wieczorem, ze ma dwie wiadomosci. Dobra jest taka, ze wyszukal zarabista Honde. Zla, ze w Bytomiu. Czyli zamiast o 4tej wyjazd bedzie o 22giej... Dobrze, przynajmniej klasc sie juz nie musialem. Pojechalismy, dyskutujac na tematy ogolne i rozne. Najbardziej przypadla mi do gustu teoria, ze trzeba wydawac kase, zeby przyzwyczaic sie do nieustajacego strumienia kasy ktory poplynie jak sie juz wygra w lotto. No i jakos kolo 10tej dotarlismy do w rzeczone miejsce. Targi, jazdy probne i efekt:
 


Fajny sprzet. Jak juz wpadnie na mnie ten nieustajacy strumien, to tez sobie taki sprawie. Jedziemy dalej. Heh, po dwoch kilometrach wjechalismy w skadinad znana mi miescine o dzwiecznej nazwie... Repty Slaskie:) Wyslalbym Lysemu pozdrowienia, ale jedna kreska mi sie na telefonie ostala. Kilka godzin pozniej - juz po zamknieciu, bladzeniu, brzytwie Ockhama - dotarlismy na miejsce. Ach, jaka sliczna pani na nas czekala... rozmarzylem sie. Ale sprzetu nie wzielismy, Za duzy, za ciezki jak na przyczepke ktora mielismy ze soba. Droga powrotna bez fajerwerkow, bo Disco szalu nie robi. Jako terenowke wole Nive. Dotarlem do domu po 24 godzinach i padlem napysk.
11:35, scibor1
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
Firestarter
Dobry film byl. W swojej kategorii i w swoim czasie. Jakies tam pietno odcisnal...
Jako ze zdolnosci pirokinetycznych nie mam, zadowalalem sie zwykle pirotechnika stosowana. Stosowana poprzednio daaaaawno temu w technikum przy produkcji "swieczek" z saletry i cukru pudru i konstrukcji zapalnikow do tychze. Pamietam jak razu pewnego jeden z zapalnikow nie zareagowal wiec odruchowo zajrzalem w czelusc kartonowej swieczki. I znalazlem sie na pierwszym planie sceny z Powrotu Jedi - sceny ucieczki Sokola Millenium z szybu eksplodujacej Gwiazdy Smierci. Z ta roznica, ze Sokola wsrod plomieni nie bylo a w miejscu przestrzeni kosmicznej znalazla sie moja twarz. Wrazenia... bezcenne:)
Wczoraj padl pomysl zrobienia pierwszego w tym roku grilla. Tfu, rusztu, znaczy. Oczywiscie tradycyjne metody rozpalania uznalem za nieefektywne, a benzynowe za nieekologiczne. Przeblysk geniuszu podsunal mi scene z kinowej wersji Zorro (tej starszej) wiec czym predzej siegnalem po magiczny proszek...



Do rozpalenia ogniska uzylem drewna wzbogaconego. O czarny proch:D Jakies cwierc kilo. Oczywiscie zachowalem nalezyta ostroznosc - usypalem w charakterze lontu prochowa sciezke dlugosci dobrych dwudziestu centymetrow... Jakos nie chcialo sie zapalic od rzuconej zapalki. Przykucnalem wiec i przytknalem zapalke bezposrednio. Tez nie bardzo. No to jeszcze jedna...
Domniemywam, ze jestem jednym z nielicznych zyjacych swiadkow zjawiska zwanego przez fizykow Big Bang. Pamietam wielka jasnosc bijaca z rozprzestrzeniajacej sie kuli bialego ognia, ktora wypelnila moj wszechswiat. Nieco pozniej stwierdzilem oprocz piekacego bolu brak takich elementow owlosienia jak rzesy, znaczna czesc brwi i brody...
Ogien rozpalilem po staremu, benzyna:



Wieczorna konsumpcje wzbogacilem o rozwazania nad zaprzestaniem placenia skladek KRUSu. Po co, skoro przy moim trybie zycia nie mam szans na dozycie emerytury...
14:42, scibor1
Link Komentarze (7) »
sobota, 24 kwietnia 2010
jak to sie robi w Krasnołące...
Zadzwonil M i wyrwal mnie z popoludniowego letargu. Ze fajnie by bylo jakbym odwiozl mu lawete i przy okazji odebral sobie rozrzutnik. Coz, w sumie nie widze przeciwwskazan. Jakos w tej propozycji nie doszukalem sie drugiego dna. A bylo...



No bo w Krasnolace rozrzutnik myje sie metoda "wpierdolic do stawu razem z traktorem". Rozwinieciem metody jest "reakcja na fina" - czyli zadzwonic po pomoc.
Pomoc przybyla:



i pomogla:



Przy okazji teoretyzowania na temat ustawien pluga mialem okazje przekonac sie naocznie, jak przebiega orka w Krasnolace. Do przodu jak w innych miejscowosciach. Do cofania niezbedny jest Plugociagacz, ktory podnosi plug recznie i pociaga go ku tylowi wprost proporcjonalnie do ruchu wstecznego ciagnika:



Caly proces jest nadzorowany przez Obserwatora udzielajacego porad w miare opadania Plugociagacza z sil... A wszystko przez truskawki.
21:21, scibor1
Link Komentarze (3) »
przez litosc
Kolorowo ostatnio sie dzieje. Blizniaki sa jagowo-myszate:



i do nich sie chyba upodabnia kolor braku murawy. Wiedziony odwieczna potrzeba postanowilem wprowadzic troche zywszych kolorow do mojego zycia. Heblem:



Albo jak kto woli - strugiem stolarskim. Zeby z hamulcami nie pomylic. No bo ten debowy stol nieco sie wypaczyl. A miejscami nawet wypuczyl. No i warto go nieco odswiezyc. Skoro jest debowy, to nabylem impregnat w kolorze "dab". Ta, tyle ze wczesniej bylo cos duuuuzo ciemniejszego i efekt wyszedl... kolorowy:



Nic to, o nagrode w dziedzinie estetyki ubiegac sie nie zamierzam. Podobnie potraktowalem jellinka. Poniewaz po zimie nabral koloru niebiesko rdzawego, postanowilem zastapic elementy rdzawe kolorem niebieskim - w stosunku do niebieskiego ogolu jest to zdecydowanie soczyscie niebieski. Jak dodamy do tego kilka zywoczarnych akcentow bitexopochodnych, wychodzi niezly kalejdoskop. Oczywiscie cyknalem fotke, ktorej z litosci chyba telefon nie zapisal. I dobrze.
Padniety jestem. Z Krasnolaki wrocilem...
21:00, scibor1
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 kwietnia 2010
-1
Leniwie sie ten poniedzialek zaczal. Nic mi sie nie chcialo. Zeby lenistwu zadoscuczynic, dolaczylem Tymka do geniuszy. W ten sposob odpadlo mi indywidualne karmienie tego indywiduum. Oczywiscie zaraz potem naprawialem ogrodzenie, bo Tymek postanowil wyjasnic, kto rzadzi na pastwisku:



Polaly sie krew, pot i sperma:



Ze dwa lata temu to pewno pod presja bym latal z alantanem i opatrywal rany. Teraz tylko sie usmiecham - nie musze sie kopac z koniem, niech sie konie kopia miedzy soba. Rozladowanie testosteronu wazna rzecz.
Z nieznanych przyczyn bank obcial mi limit na karcie. W ten sposob rytual suicydalny ma szanse nastapic 2-3 miesiace wczesniej. Chyba, ze wydarzy sie cud...
12:33, scibor1
Link Komentarze (1) »
niedziela, 18 kwietnia 2010
nuda
Zgodnie z obietnica - nudze sie. Znaczy sie wyszedlem z domu o 10tej, oporzadzilem trzode, pocialem troche drewna rozpalkowego i przygotowalem miejsce pracy nad jellinkiem:



Bo trzeba pospawac pare rzeczy pod spodem, kanalu ani najazdu nie mam a laweta bedzie u mnie stala przez tydzien wiec warto to wykorzystac.
A teraz obiad.
13:39, scibor1
Link Komentarze (1) »
sobota, 17 kwietnia 2010
asymetria

Wczoraj po poludniu zadzwonil M zebym przyjechal po lawete z zarciem, bo juz naprawiona a idzie wiater po wsi i mu siano po podworku rozrzuca. Generalnie wszystko bylo na nie, ale jak zwykle zrezygnowalem z tego co dla mnie dobre i wygodne i poszedlem mu na reke. Wsiadlem w traktor i rura. Dojechalem, zapialem zestaw i z powrotem. Po drodze jak zwykle traktor generowal bogaty bukiet swadow i aromatow, ale olalem, zeby jak najszybciej byc w domu i walnac sie do lozka. Dojechalem na podworko, wysiadlem i oprocz zwyklego syku pneumatyki widze jakowys dym z prawej strony. O, dymi sie zza kola. O, jaka fajna, roztopiona zaslepka... O kurwa, w czelusciach mechanizmu wesolo tanczy plomyczek!! Biegiem po gasnice, ale wiedziny dwukrotnym doswiadczeniem nie odpalilem jej, bo jak nawale proszku w mechanizm to nie doczyszcze... Poczekalem chwile, samo zgaslo. Kolejny przeblysk geniuszu powstrzymal mnie przed macaniem tego co sie palilo, wiec oparzen leczyc nie musze. Zanim ostyglo poszedlem do domu, zajrzalem w instrukcje zeby stwierdzic co sie zapalilo. Hmmm, hamulec... Czyzbym ostatnie kilka kilometrow zrobil na zaciagnietym recznym? Teoretycznie nie, ale ze pokopany koniem bylem to wykluczyc pomrocznosci nie moge:/ Gwoli scislosci (bo Lysy nie rozumie tekstu bez obrazkow;p) taki element niesfajczony wyglada tak:



No ale ze sie sfajczyla ta plastikowa zaslepka a dzis na przeglad jechac mialem, to musialem z samego rana zadzialac. Inna rzecz ze jechac z otwartym mechanizmem glupio tak jakos... i niesymetrycznie:/ Dwie godziny dlubania pozniej strona popozarowa wygladala tak:



Na szybko i niedokladnie, ale na przeglad wystarczy, chyba ze odpadnie po drodze. Nie odpadlo. Dojechalem na SKP, stanalem kulturalnie z boku zeby przed samym wjazdem na hale nie zrobic kaluzy oleju (bo moj traktor jak sie czegos boi to ma cos z Porsche ->



)

No i dobra, pan diagnosta sprawdzil swiatla, zalecil zeby nie wyprzedzac dopoki nie zrobie lewego kierunkowskazu, pomarudzil ze nie ma numerow nadwozia (a dokladnie nie umie znalezc) i podbil na nastepne dwa lata. Brak komentarzy na temat oleju pod ciagnikiem wynagrodzilem mu ucieczka zanim zdazyl mi wydac reszte...
Wrocilem do domu, rozladowalem lawete, poswiecilem jakies dwie godziny Heldze i mam fajrant. Znaczy sie bede sie nudzil. A wiem ze bede, bo mam zalegla kartke urodzinowa dla Kolibra:



I juz:)

18:40, scibor1
Link Komentarze (1) »
piątek, 16 kwietnia 2010
rownowaga
Zwloklem sie z lozka o 6tej, bo na 7ma panowie mieli przyjsc konczyc sprzatanie. Walnalem kawe i pojechalem ich powitac. Rzucilismy okiem na zakres tego co zostalo i pozostawiwszy ich, pojechalem na SKP wyludzic przeglad bez pojazdu. Niestety jestem jeszcze zbyt malo znana postacia w okolicy, wiec bede musial jutro pojechac ciagnikiem. Wrocilem do domu i postanowilem nakarmic zwierzyniec. Na szczescie zaczalem od tego co blizej stodoly, do Tymka poszedlem na koncu. Wrzucilem mu kostke za ogrodzenie i przelazlem, zeby rozciac i zabrac sznurki. Na to Tymek wypial sie na mnie zadem i oddal salwe obunoz, z czego polowa trafila. Mnie. W prawe udo. Chyba kurwa dla rownowagi, bo na lewa noge juz kuleje, wiec teraz bede na obie. Odpowiedzialem odruchowa salwa z tego co mi sie w rece nawinelo, zabralem kostke i poczolgalem sie do domu. Wezme go glodem. Na razie siedze oblozony lodem i kontempluje, szukajac plusow zaistnialej sytuacji. Wczoraj narzekalem, ze chcialem miec troche wolnego, bo ciagle mi cos wyskakuje. No to mam wolne, bo z rozbitym miesniem to pare dni mam z glowy. Dobrze, ze nie trafil mnie w kolano, bo mialbym pare miesiecy wolnego - jakby nie bylo to kawal konia jest. No i ponudzic sie chcialem... Niemniej jednak sa to plusy ujemne... 
08:58, scibor1
Link Komentarze (4) »
czwartek, 15 kwietnia 2010
zaskoczyc strongmena
Zacznijmy od kartki urodzinowej dla Minze:



Wszystkiego najlepszego z okazji kolejnych 14tych urodzin;P

Z samego rana rozdysponowalem panow do porzadkow na lace. No ale nie bede nad nimi stal i patrzyl jak dzialaja. Pojechalem na zakupy i do domu. Potem postanowilem uszczesliwic ich jakims prowiantem i przy okazji zaskoczyc - pojade przez las, wypadne na nich z drugiej strony, zaskocze i zobacze czy pracuja czy sie opier... Efekt byl taki ze utopilem ladzianke w jedynej po drodze kaluzy. Utopilem ja skutecznie, glownie dzieki kilkunastu probom samodzielnego wyjechania z blota. Hmmm, no to trzeba isc po panow strongmenow, niech mnie wyjma z tego blota. Panow nie zaskoczylem, ale doprowadzilem i przymusilem do pracy spolecznej:



Potem probowali sie wykazac jako strongmeni:



Ze skutkiem zalosnym... No to telefon. Po M i Disco. Disco ma marne opony, sam ledwo ciagnal przez to bloto, o wyciaganiu nie bylo mowy. No to po traktor. Jak sie przyturlalem to bez trudu podnioslem ladzianke do gory:



i wyciagnalem z pulapki. Co nie zmienia faktu, ze dobre pol dnia placilem za chec podgladania i jazde na skroty. Pojechalem jeszcze do M sprobowac zadzialac z wczorajsza eksplodowana (o, tak ->



) opona, ale dwie godziny zeszly na niczym. No prawie niczym, dowiedzialem sie nieco o kolach pierscieniowych. No i nadeszla wreszcie ciemnosc. Zara ide spac, bo na dzis mam dosyc. Ponudzilbym sie, kurde...
20:22, scibor1
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2