ciag dalszy relacji z agronautyki, teraz w ramach nowego zycia na swoim
RSS
czwartek, 30 kwietnia 2009
znaki
Mordercza pogoda trwa nadal. Wczoraj w przyplywie desperacji pojechalem do lasu. Wrocilem z bagaznikiem drewna i niechecia do robienia czegokolwiek. Ta niechec sie udziela, o czym swiadcza na przyklad konskie zwloki w parku:



Niechec dopadla mnie rowniez w sprawie kozoidalnych. Zostawiam je na noc na pastwisku, liczac na to, ze jakies dzikie zwierze zwalczy swa niechec do polowania i je w nocy zezre.

Przy okazji udalo mi sie przylapac kosmitow na wytwarzaniu oslawionych znakow. Oto jeden z nich podczas znaczenia paswiska:



Przez podobienstwo obcych do koz poczulem do nich jakas taka niechec...
11:52, scibor1
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 kwietnia 2009
wyrokowiec
Analiza stanu stada wykazala, ze w pierwszej kolejnosci w czape powinien dostac Nenar. Albo w jaja. Bo chetnych do zakupu nie ma. Jakos tak dzis mnie natchnelo zrobic male roszady na pastwisku i Nenar znalazl sie w ujezdzalni. Normalnie oniemialem widzac jego chec do wspolpracy. Mimo silnego wiatru powiewajacego zracym i gryzacym czaprakiem, wyrokowiec dal sie osiodlac. W dodatku zniosl to ze stoickim spokojem... Ba, dal sobie zalozyc rowniez oglowie:



Widac co prawda, ze wedzidlo jest dla niego czyms nowym, no ale... i pochodzilismy troche, i poprzytulalismy sie i narodzily sie watpliwosci co do czapy. Moze jednak tylko odjajczyc i zostawic pod siodlo?
13:29, scibor1
Link Komentarze (1) »
dziki deszcz raz poprosze...
Susza dotknela indianskie pastwiska. Gdy juz nic do picia nie bylo, delegacja indian przyszla do szamana. "Deszczu nam trzeba" - biadola. Szaman pyta -"A choc troche wody macie?" Wodz podaje mu ostatnia tykwe z woda. Szaman sciaga koszule, laduje ja do tej tykwy i pociera pracowicie. Resztke wody wylewa na oczach zdumionego plemienia. "Jeszcze wody potrzebuje" - mowi. Syn wodza z wahaniem oddaje mu malutka tykwe gdzie na dnie troche wody sie uchowalo. Szaman bez slowa plucze koszule. Wodz jak sie nie wscieknie, jak nie zlapie za tamahawk, gdy nagle... niebo zaciaga sie ciezkimi od wody chmurami i zaczynaja kapac pierwsze krople deszczu.... "Co sie tak gapicie?" - wzrusza ramionami szaman - "zawsze pada jak pranie zrobie..."...

Od kilku dni wieje poludniowy wiatr i nic. Susza, pastwiska wypalone, wyglada to nieciekawie. Musze ani chybi pranie jakies zrobic, bo ani sladu deszczu:/ Za to jak jechalem dzis do Bartoszyc do tej pierdolonej agencji, w poprzek drogi przebiegl mi dzik. Raaaany, jakie to wielkie bydle jest:O W pierwszej chwili zapragnalem ubic zwierza samochodem, ale dotarl do mnie ogrom bydlaka i pojawila sie wizja skasowanego samochodu i dzika oddalajacego sie do lasu, jakby nawet nie zauwazyl zderzenia. Kto wymyslil ze dziki sa rude? To wsciekle bydle bylo czarnobrunatne. Moze wysechl z powodu suszy...? Czas odebrac giwere od rusznikarza...
10:56, scibor1
Link Komentarze (2) »
sobota, 25 kwietnia 2009
leningrad cowboys
Jakos tak w piatek wywialo mnie na spotkanie zwiazku hodowcow koni z naciskiem na konie male. Przy okazji wstapilem popodziwiac wiorinowski tron:



Zebranie bylo takie sobie, tyle ze wiem, ze lada dzien sie moge spodziewac pobierania krwi i opisu mlodziezy. I dobrze, ze nie musze sam za tym latac. Po powrocie doszedlem do wniosku, ze nie powinienem chodzic do koni po piwie, bo konczy sie to fryzurami w stylu Leningrad Cowboys:





Dzis przedpoludnie ze szpadlem i sadzeniem ziemniakow, a popoludnie w siodle:





Oj, boli dupa, boli... Chyba siodlo mam chu... znaczy nie najlepsze chyba..;)
16:32, scibor1
Link Komentarze (2) »
czwartek, 23 kwietnia 2009
horserider
W planie mialem wyjazd do miasta pozalatwiac mnostwo nie cierpiacych zwloki spraw. Ale zanim zjadlem sniadanie okazalo sie ze czesc z nich sie zdezaktualizowala, a czesc mozna odroczyc do jutra lub pozniej. Poobijalem sie wiec troche siodlajac dwulatki i przemodelowujac ich pastwisko, gdzie zlokalizowana jest ujezdzalnia. Tak zeby mi nikt nie biegal dookola ujezdzalni wymachujac fiutem. Potem naszlo mnie na wczesniejsze zgonienie malych krowiszonow z parku. I krok po kroku doszedlem to wyciecia Myszy ze stada, osiodlania jej na parkingu pod domem, zaprowadzeniu na ujezdzalnie i... i poszedlem do domu po kask i zolwia. Jeszcze bez przekonania, ze mi to bedzie potrzebne, ale juz kiedys zauwazylem, ze najlepiej idzie mi praca z konmi jak nic nie planuje i ide na zywiol. No i...



Tak jakos samo wyszlo:))) Wlazlem na Mysze po krotkiej przewieszce, nie widzac zadnych objawow dezaprobaty. Nie wiem ile w sumie na niej jezdzilem, stracilem poczucie czasu, o ktorego uplywie na koniec poinformowal mnie bol tylka;) Przy czym pojecie "jezdzilem" jest mocno na wyrost, bo czas spedzony w siodle poswiecilem glownie na proby skomunikowania sie z wierzchowcem. Bo tym sie roznimy, ze ja mam swoje pojecie o jezdzie, a ona swoje. Niemniej jednak jest swiatelko w tunelu:) I-ha-ha!!!

Zlota mysl dla jezdzcow samoukow - jak zalozysz siodlo, zanim wsiadziesz, przegon konia kilka okrazen po roundpenie i dociagnij popreg. Na polu bitwy luzny popreg zabija rownie latwo jak miecz.
16:56, scibor1
Link Komentarze (3) »
wtorek, 21 kwietnia 2009
Mysza w rzedzie;)
Doszedlem do wniosku ze jednak Minze miala racje i na dwulatki to by mi sie przydal popreg 110cm. Na tym co mam to moge sobie je co najwyzej przyzwyczajac do siodla. Wycialem wiec ze stada nieco wiekszego konia, a wlasciwie klacz:



I coz sie okazuje? Ze Mysza albo jest genialna, albo ma w CV chodzenie pod siodlem. Pomijajac Jazona, biegajacego dookola ujezdzalni z majtajacym fiutem i rozpraszajacym Mysze swoja chucia, odbylismy calkiem pokazowa lekcje siodlania i zakladania oglowia. A potem pani M. pokazala, ze wie do czego sa wodze, ze bedzie krecic za mna kolka po ujezdzalni bez zachety, umie sie cofac i, co najwazniejsze, nie reaguje odruchem ucieczki na moje przewieszki. Jeszcze nie czas wdrapywac sie na siodlo, ale kto wie, moze niebawem?
18:16, scibor1
Link Komentarze (1) »
niedziela, 19 kwietnia 2009
Field Wars
Poranne szczekanie psow. Jak zwykle. No moze bardziej uciazliwe. Stwiedzilem, ze jak znow bez wyraznego powodu, to powystrzelam bydlaki. Ale nie. Tym razem przyczyna byl Jadran. Przedarl sie do dwulatkow przez pastucha i matka nie mogla sie do niego dostac. No i awantura. Wygonilem dwulatki do parku, podporzadkowalem sobie uciekiniera i przeprowadzilem go do mamy:



Potem troche pomeczylem dwulatki przy pomocy siodla i oglowia. A jednak dla nich ten popreg jest za dlugi. A na polu bitwy luzny popreg zabija rownie latwo jak miecz. Trzeba bedzie sprobowac z Mysza.

Po poludniu pierwszy w tym roku grill:



Zapach musial byc necacy, bo sprowadzil dlugo oczekiwanych gosci:



Dzien roboczy zakonczyla scena zywcem zerznieta z Gwiezdnych Wojen:



"Chodz ze mna synu, bedziemy razem rzadzic gal... pastwiskiem";)
18:52, scibor1
Link Komentarze (2) »
sobota, 18 kwietnia 2009
Jadran
Poranne karmienie koniowatych. Nenarowe stado na miejscu, Tymkowe nadciaga. O, czyzby Jawiszon tak pojasniala? Nie, to ciag dalszy wysypu wiosennego. Prosze Panstwa, oto Matka Polka Jutrzenka i... Jadran:



Jak na kilkugodzinny zywot Jadran je, chodzi, biega...



Na trzeci dzien pewnie bedzie zazywal sjesty na podobienstwo Robroya:



W sumie dobrze, ze nie urodzili sie jednego dnia. Musialbym wtedy nazwac ich jakos inaczej, jakis Jacek i Placek, Lech i Jaroslaw czy rownie blizniaczo. Na szczescie radoche rozlozyli mi na kilka dni. Kotom tez. Bo znalezione lozysko:



zostalo niesprawiedliwie podzielone na psy i koty. Dla psow po kawalku, dla kotow piec kilo. I na pare dni mam je z glowy;) Czas na poranna kawe. I obowiazkowy filmik:

http://www.youtube.com/watch?v=2oFHNZu227Q

i jeszcze jedno zdjecie:


09:50, scibor1
Link Komentarze (2) »
piątek, 17 kwietnia 2009
dowcip:)
Manager ze swoją świtą obszedł już wszystkie zakamarki fabryki, porozmawiał z kilkoma uśmiechniętymi (i o dziwo znającymi doskonale język angielski) robotnikami, aż na koniec dotarł do hali produkcyjnej. Po chwili zauważył dwóch stojących naprzeciw siebie gości w zaplamionych kombinezonach, mocno gestykulujących i przekrzykujących warkot maszyn.
"Pewnie rozmawiają o jakichś ważnych sprawach produkcyjnych" - pomyślał manager, skinął
na swoją osobistą tłumaczkę i powiedział:
- Proszę podkraść się do nich niezauważenie, podsłuchać o czym mówią, przetłumaczyć na angielski i wieczorem dostarczyć mi spisaną rozmowę.
Jestem przecież fachowcem i zdaję sobie sprawę z tego, że więcej dowiem się o problemach zakładu z takiej rozmowy, niż ze wszystkich papierów i ocen prywatyzacyjnych.
Wieczorem, po powrocie do hotelu zastał na łóżku kartkę z zapisem rozmowy:
Majster do robotnika:
"...wstępuję w intymne związki seksualne z tobą i twoją mamą, ty, kobieta lekkich obyczajów, nawet gwałconej tokarki, kobieta lekkich obyczajów, nie możesz, kobieta lekkich obyczajów,
prawidłowo włączyć. Dyrektor, kobieta lekkich obyczajów, polecił w żeński organ rozrodczy, kobieta
lekkich obyczajów, wejść z tobą w intymne związki seksualne w tylnej linii bioder, kobieta lekkich obyczajów, jeśli przez ciebie pasywny homoseksualisto znowu nie wykonamy, kobieta lekkich
obyczajów, tego nie podobnego do męskiego organu rozrodczego planu, kobieta lekkich obyczajów, który musi zrobić gwałcona z tyłu w linii bioder fabryka."
Robotnik do majstra:
"Majster to mógł wstąpić w intymne związki seksualne ze swoją mamusią, ja już wstąpiłem w intymne związki seksualne w tylnej linii bioder z panem dyrektorem, i nie będę wchodził w takie związki, kobieta lekkich obyczajów z gwałconymi tokarkami. A co najważniejsze na męskim organie rozrodczym wiszą mi wszystkie, kobieta lekkich obyczajów,plany tego gwałconego zakładu."
19:51, scibor1
Link Komentarze (2) »
koza bojowa
Robroy nadal zyje i ma sie dobrze.
Wieczorem natchnelo mnie i dalem dwom kozoidalnym chwile luzu.



Potem dziewczyny poszly do koziolkow, gdzie wyglosilem wiekopomna kwestie: "Moze sie beda dupczyc? Niee, beda sie napierdalac..." i zrobily to w najlepszym poznanskim stylu.
A wogole jak wyprowadzalem kozoidalne na wypas, to pies pasterski probowal mi pomoc, podgryzajac nieco koziolki. Skoro Tara byla taka ochocza, to uwiazalem ja na godzine z kozoidalnymi. Czy to normalne, ze pies pasterski jak pilnuje koz to wyje i skowyczy??:O
Pies przyplatal sie tez na zaganianie kozoidalnych do koziarni i doszlo do starcia: pies obronno-pasterski (bo trzeba go bronic i wypasac) kontra koza bojowa Agata:



Starcie sedziowane przez kota, ktory nie musial sie wysilac w naciaganiu werdyktu na niekorzysc genetycznego wroga...
Agata:Tara - 1:0
19:05, scibor1
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2