ciag dalszy relacji z agronautyki, teraz w ramach nowego zycia na swoim
RSS
niedziela, 28 marca 2010
wszystko albo nic
Z racji bolacego gardla do lekarza poszedlem, bo posiadany antybiotyk okazal sie byc do... czegos innego. No to dostalem penicyline i zwolnienie. Od razu pojechalem z tym zwolnieniem do instytucji, gdzie poinformowano mnie, ze moge je sobie uzyc jako papieru do... czegos innego, bo KRUS placi rolnikom chorym od 30 dni wzwyz. Czyli rolnik chory ponizej 30tu dni tak naprawde nie jest chory, tylko symuluje i probuje wyludzic pokazna kase. W moim przypadku rozchodzilo sie o 100zl. Potencjal rozruchowy serca mi sie przypomnial. Wszystko albo nic....
I tak wogole zaczalem sie zastanawiac nad mentalnoscia ludzi. No bo panowie od wycinki zdaje sie polozyli lache na ta wycinke. To nic, ze sie umowilismy pol na pol. Skoro nie siedze i ich nie pilnuje, to dlaczego by mnie mieli nie potraktowac jak frajera? No nic, maja jeszcze 3 dni. Zobaczymy. To jest dla mnie fascynujace zjawisko z ta mentalnoscia...
Przywloklem dzis zasilek paszowy dla zwierzakow. W wersji cywilnej:



Zwierzyniec ocipial ze szczescia:



Nie dosc, ze inne, to jeszcze duzo!!!



Jutrzenka ma nabrzmiale, twarde i cieple cycki. Ale srom jakby nigdy nic. Albo sie lada dzien cos wykluje, albo sie cos, tfu, tfu, tfu, popierdolilo... Czas pokaze. Wcale mi sie nie chce doic konia. Znaczy klaczy...
20:08, scibor1
Link Komentarze (4) »
środa, 24 marca 2010
lenistwa ciag dalszy
Nie chcialo mi sie zabierac koniowatych z parku zeby tam zwalic drzewo, to mi panowie zwalili na srodek podworka. Jak juz sobie pocialem to nie chcialo mi sie nosic tego za koziarnie recznie, wiec przewiozlem ladzianka. A ze mokro i wiosennie, to spore zniszczenia wsrod miekkiej murawy poczynilem. Nie mozna tak zostawic, bo jak wyschnie to w lecie bedzie mozna sobie noge skrecic. Albo zlamac. Trzeba wiec "zadeptac". No to zaczalem zadeptywac, praca to mozolna choc niezbyt ciezka i sprzyjajaca mysleniu. Myslalem sobie o tym, jak to kiedys ludzie z lenistwa zaprzegli zwierzeta do pracy. Ot, przegonili bydlo przez pole, ciepneli w to ziarno i przegonili z powrotem, zeby zakryc. I splynelo na mnie olsnienie - wylacznie za sprawa mojego lenistwa. Zamiast zadeptywac wbilem trzy paliki, przeciagnalem druta i sprowadzilem pracownikow:



Pracownicy najpierw wykonali zwiad czyli przymiarke, po czym dosc szybko wzieli sie do roboty:



No i teraz musze polozyc sie i odpoczac, bo jak patrze na czyjas prace to sie mecze;P
12:24, scibor1
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 22 marca 2010
wiosennie
Szaro, buro i ponuro. I gardlo mnie boli. Ale zew przodkow podkusil... Takoz sprokurowalem Morane zaiste ekskluzywna:



i dalem jej kopa w d...



A efekt byl natychmiastowy i porazajacy:



Jak to mawiaja motocyklisci: zimo! wypier.....!!! wiosno! napier.....!!!
16:53, scibor1
Link Komentarze (4) »
wydymana spluwa;)
Weekend pod znakiem zawodow cp.



Chyba ostatnich dla mnie w tym roku. To jednak zbyt kosztowna zabawa. No i z czasem bedzie coraz bardziej krucho - zaczyna sie sezon prac polowych. A jak sie skonczy to juz bede splukany doszczetnie. Zeby bylo smieszniej, z Crosa wystrzelalem sobie K-56:). I to chyba w wystarczajacym stopniu zaspokaja moje niedowartosciowane meskie ego;) Jesli o zabawki dla duzych chlopcow chodzi:)
06:25, scibor1
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 marca 2010
...

06:53, scibor1
Link Komentarze (7) »
środa, 17 marca 2010
pan lodowego ogrodu
Perkele sataani vittu! Wpadlem wczoraj w zaspe. Dobrze, ze w ortezie. Ale kolano nawalilo ponownie:/ I boli. Od wczoraj terapia lodem (i teraz piwem). I oszczedzam sie jak moge. Rano bylem w lesie tylko dwa razy. Trzeci sie nie liczy, bo pojechalem ratowac moich wycinaczy:



No niestety, na sniegu wyciagniecie traktora z zaladowana przyczepa jest ponad sily ladzianki. Slizga sie i zakopuje. Moze i dobrze. Tak czy inaczej udalo sie innymi metodami i w efekcie mamy taki oto krzepiacy widok:



Jutro sprobuje to pociac. Bo mam sie oszczedzac i nie wolno mi obciazac nogi. A zreszta, moze przeleze caly dzien w lozku? Bo twierdzenie "kto spi ten nie zyje" jakos do mnie nie trafia... lubie snic.
16:28, scibor1
Link Komentarze (3) »
wtorek, 16 marca 2010
lenistwo
Jestem leniwy. Na przyklad bloga mi sie nie chce pisac. Bo w sumie nie dzieje sie nic. Nie chce mi sie nosic wody krowiszonom, to przynioslem im wanne do obory i zrobilem akwedukt:



Ani chybi starozytni tez zrobili akwedukty z lenistwa...

Wycinac tego lasu tez mi sie nie chcialo. No to Milosz naslal na mnie wycinaczy:



Jak widze ich tempo to nawet wczoraj odpuscilem sobie jechanie po moja dzialke drewna. Bo bym nie nadazyl wywozic. Ale dzis sie chyba zmobilizuje. W koncu oni robia tylko za polowe tego co wytna, reszte musze sobie zabrac.
Nie chce mi sie gotowac kotom i myc naczyn. No to dostaja resztki ze sniadania/obiadu i przy okazji odwalaja wieksza czesc mycia naczyn. Nawet prezent imienionowo-urodzinowy dzis od nich dostalem:



Milo mi sie zrobilo, ze zwierzaki tak o mnie pamietaly:) Powiesilem sobie nad drzwiami... A moze po prostu stwierdzily ze skoro ja im daje resztki, to one mnie tez? Eeee, wole ta pierwsza wersje;)
09:12, scibor1
Link Komentarze (5) »
środa, 10 marca 2010
Meander
Myszak postanowil sie wysrac. Perwersyjnie, bo w pojemnik z woda dla matki. Wsadzil tam tylek, stracil rownowage i wpadl. Jak... no dobra, sliwka w kompot. Tylkiem w resztki wody. Rano jak wszedlem do koziarni ukazal mi sie zalosny ten widok. Wyjalem cymbalka z pojemnika i pol dnia stracilem na suszeniu go. Bo zimno i pochmurno. Dopiero po poludniu, jak juz byl wzglednie osuszony i rozgrzany, a pogoda zmienila sie na wiosenna, wypuscilem towarzystwo na spacer:



Przy okazji wyszlo, ze Myszak jest krzywy. Tylne nogi patrzac od tylu przypominaja dwie litery C. Delikatnie, ale jednak. Albo jeszcze sie nie wyprostowal po porodzie, albo wygial sie w tym pojemniku, albo... albo zmienie mu imie na Meander:/ Czas pokaze.
18:52, scibor1
Link Komentarze (2) »
wtorek, 09 marca 2010
ser ze szmaty
Niektore ksiazki prowokuja do irracjonalnych zachowan, przynajmniej dla mnie. Dla wielu ludzi podobno to normalne:



Ale tu pasuje - ta ksiazka jest taka sama rzadkoscia jak dla mnie kapiel w wannie. No wiec skoro pasuje... Zapowiedz rodeo na dzisiaj sklonila mnie w dniu wczorajszym do przypomnienia sobie jak to sie robi lassem:



Oj wyszedlem z wprawy, wyszedlem. Ale nadrobie, jak tylko sobie wlasna kolczykownice kupie. Zeby nie stresowac zwierzynca nadaremno. Bo jak zwierzyniec jest niezestresowany, to potrafi zrobic mila niespodzianke:



Taki poranny widok w dniu rodeo troche maci spokoj poranka, bo trzeba poganiac ze sloma na sciolke, no i wykorzystac dobra naturalne, zeby sie nie zmarnowaly:



Skoro kotowate moga sobie poszarpac przypominajace szmate lozyszko, to i droga dedukcji ja moge sobie poszarpac ser ze szmaty:



Hand made. I jak normalnie nie lubie bialego sera, ten zostal pozarty w mgnieniu oka. Czyli w dwa dni.
Rodeo przebieglo spokojnie, z niewielka iloscia krwi, demolka tez nie byla najwieksza. W dwie godziny powinienem obore odbudowac. Na szczescie tylko wewnetrznie. Poniewaz snilo mi sie ze mi sie dom w R zawalil(:/), profilaktycznie nie wiazalem krowiszonow do elementow konstrukcyjnych. Bo ze snami warto sie liczyc...
11:28, scibor1
Link Komentarze (8) »
sobota, 06 marca 2010
urwany trop
Daaaaaaaaaawno temu przed wyjazdem na kolonie dostalem nowe dzinsy. Zajefajne. Zalozylem je, poszlismy z chlopakami nad Soline, patrze, kawalek plazy ponizej walu na ktorym stalismy. No to hop. I pac. Po kolana w mule przysypanym piaskiem... ech, piekne czasy...
Nowe spodnie wczoraj przyjechaly. Wypasione polskie kamo. Z zarabistymi kieszeniami na udach. W sam raz do jednej dokumenty i kasa, do drugiej telefon. Odzialem sie w nie i do lasu. Po lesie natchnelo mnie jeszcze na bagna. Zrobilem rundke sprawdzajac czy nie ma zastawionych wzdluz ogrodzenia wnykow. Zapragnalem jeszcze rzucic okiem na twierdze wroga. Natchnelo mnie zeby dojsc tam od innej strony. Ide, ide, nagle blurp i swiat widze z bliska. Siedze, a raczej stoje po pas w bagnie. Piorunem sie stamtad wygrzebalem - no dobra, piorun lezy i placze ze smiechu widzac to porownanie - i galopem do samochodu. Wlasciwie czlapogalopem, bo gumiaki pelne czegos co przy sporej dozie fantazji mozna nazwac woda. Dopadlem ladzianki, majac caly czas w myslach: 4 minuty! Tyle podobno wytrzymuje czlowiek w mokrym ubraniu na mrozie. Rozrzucilem po samochodzie wyciagniete z kieszeni spodni mokre dokumenty (dlaczego dowodow rejestracyjnych nie robia tak jak praw jazdy?), telefon i gazem do domu. I pod goracy prysznic. W pierwszej chwili myslalem ze wleze tam w gumiakach, bo zassaly i nie moglem ich zdjac. Ale przy odpowiednim akompaniamencie slowotworczym odpuscily. Jak sie juz wygrzalem, no to ubranie do prania. Po wstepnym "praniu" recznym, zeby nie ladowac do pralki zestawu o zapachu szamba. Plus plukanie gumiakow (jak sie do nich naleje wody to faktycznie nie wycieka, wiec sa wodoodporne) i na kaloryfer. Zimny, no bo dlaczego mialby byc cieply? Goracy bedzie wieczorem. Zaraz potem rozbiorka telefonu, zeby wysechl. Ech... ponudzilbym sie kiedys...

The day after...



Duzo smieszniej by wygladalo, gdyby trop konczyl sie na zamarznietej przerebli, nie pojawiajac sie z drugiej strony. Ale wtedy nie mialby kto Wam tego uroczego miejsca pokazac:D
10:10, scibor1
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2