ciag dalszy relacji z agronautyki, teraz w ramach nowego zycia na swoim
RSS
poniedziałek, 30 marca 2009
kto nasra wyzej?
Geniusz koniowatych codziennie mnie zaskakuje czyms nowym. Dzis dzien troche rozpizdzony, ale... Udawszy sie na pastwisko stwierdzilem obecnosc pomnika:



Ot na betonowym cokole spoczywa sobie konskie gowno. Sztuka naturalistyczna jednym slowem. Czyzby to taki pozegnalny akcent Tymoteusza? Pewnie tak, bo po usunieciu artefaktu zaczela sie rozpacz i walenie glowa w betonowy slupek:



Z niemym pytaniem w oczach: "Gdzie moja kupa?!!!"
Pozostawmy psychicznych samym sobie. Spojrzmy w inne oczy/oko. Zepsulem sobie konia:



To nie sen, to Java. Nie wiem dlaczego ma w papierach przez "V". Niewazne. Wazne ze zachowuje sie jak pies z proba wejscie na glowe wlacznie. Musze jej krew puscic. Do badan i paszportu. Poza tym to jej dobrze zrobi na wiosne;)

Przyjzalem sie pastwisku. Nie mam pojecia jak je podzielic na 5-6 stad zwierzakow. Musze sie z tym przespac.
18:13, scibor1
Link Komentarze (1) »
pomagier weta
Na takie okreslenie sie natknalem na jednym z abonenckich blogow. Urazilo? Nie, bo prawdziwe choc splycajace. I taka historyjka z praktyk mi sie przypomniala, jak kumpel mial szczepienia psow. Przyszedl na to szczepienie pies z pulchnym wlascicielem i pulchnym synalkiem wlasciciela. No i kumpel bierze sie za strzala i slyszy tekst rzeczonego tatusia: "ucz sie synku, ucz, bo jak sie nie bedziesz uczyl to bedziesz szczepil psy jak ten pan..."

I dziwic sie ze wole gadac ze zwierzakami... one nie oceniaja po pozorach.
10:26, scibor1
Link Komentarze (2) »
niedziela, 29 marca 2009
wstyd staropolski
O poranku mala reorganizacja w koziarni:



Bo pojawiaja sie oznaki wiosny. Na przyklad motyle budza sie do zycia:



Czy one aby nie powinny zdychac jesienia? Zawsze myslalem ze sa jednoroczne... W przeciwienstwie do niektorych kwiatkow w ogrodku:



Krowiszony przyjely reorganizacje pastwiska ze stoickim spokojem:



Aczkolwiek widok krowiej dupy wzbudzil we mnie mieszane uczucia. No bo na widok wypuczonego sromu i wreszcie wyraznych strzykow nie moge sie po prostu zasromac:



Bo to po staropolskiemu oznaczaloby pomieszanie wstydu ze zmartwieniem, a tymczasem oznacza po prostu... wiosne:)


14:28, scibor1
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 marca 2009
waz sie pochlastal
Wczoraj bialobrzeski zasygnalizowal wyciek z ukladu chlodzenia. Jak to zwykle bywa, awaria powstala stosunkowo niedaleko domu i przy sprzyjajacej pogodzie: wszechobecne kaluze zapewnily wystarczajaca ilosc wody na dojechanie do domu. Dzis zajrzalem do tego i od reki znalazlem przyczyne:



Dopasowalem analogiczny kawalek weza z pozostalosci po citroenie i smiga az milo. Smignelismy testowo do Kandyt po brakujace papiery na krowiszony i nie dosc, ze wszystko dziala, to jeszcze wszystko zalatwione.

Popoludnie pod znakiem realizacji planu bedacego wynikiem olsnienia. Reorganizacja ogrodzenia pastwiska zimowego znaczy. W wyniku przeprowadzonych prac mam teraz dostep do 3 stad z jednego miejsca:



Jutro zobaczymy, co zwierzaki na taka reorganizacje. Wazne ze moge praktycznie cala bande karmic i poic z jednego miejsca, bez koniecznosci przedzierania sie przez bloto. A miejscami siega ono do kolan. Jutro niedziela, zapewne znow pracowita. Jak to niedziela. Dzis juz po prostu zmeczony jestem...
19:37, scibor1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 marca 2009
ciagniecie druta
Jazon przezyl noc. Z ugryzionym uchem i brzuchem. Wykapany w blocie. Obraz nedzy i rozpaczy. Najpierw przelozylem go do krowiszonow. Problemow nie bylo. Przez jakis czas. Dopoki Apis nie zechcial go przeleciec. W mysl zasady: obywatelu, nie pieprz bez sensu, przenioslem Jazona do sadziku. Wyraznie mu sie spodobalo:



Dolozylem mu tam Mydlo, zeby samotny sie nie czul. Poniewaz sadzik jest dobry na kilka godzin, zeby go przystosowac na dluzej musialem pociagnac druta. Zeby ciekawosc koniowatych nie zaprowadzila ich do gryzienia kabli WN albo kapieli w szambie. Ze o pacyfikacji przyczepy nie wspomne. Jedyna niedogodnosc to brak naturalnego zbiornika wodnego (kaluzy znaczy) i trzeba bedzie im dawac pic. Ale nie chce mi sie notorycznie opatrywac niedobitkow. Na pocieszenie przyszlo olsnienie. Wiem juz jak podzielic pastwisko, zeby wszyscy byli zadowoleni:) Ale to moze jutro albo kiedys tam - w koncu to pastwisko zimowe:)
14:18, scibor1
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 marca 2009
prawo natury
Po treningu - Mydlo jest koniem stworzonym pod siodlo, a Jazon koniem stworzonym do ucieczki przed siodlem:/ - zamknalem dwulatki w sadziku. I byly tam prawie caly dzien. Zostawilbym je na noc, ale Jazon uparl sie wejsc do domu przez dziure w narozniku, ktora wytrwale poszerzal. Odprowadzilem wiec gamonie na pastwisko. No i okazalo sie, ze Jazon dostal eksmisje ze stada. Objawilo sie to regularnym wpierdolem zebranym od Tymka:



I na nic byly skargi do wujka Nenara:



Wychodzi na to, ze musze zorganizowac osobne pastwisko dla dwulatkow. O ile Jazon doczeka jutra w dobrym zdrowiu:/
Wyklarowaly mi sie papiery mlodych krowiszonow i koz. Okazalo sie, ze krowiszony sa legalne, bo zakupione w gospodarstwie ekologicznym, a koziolki dzisiaj "sprzedalem", zgodnie z sugestia milej pani z ekologii, z powrotem do BS. Teraz tylko musze wystapic z wnioskiem o zgode na wypas na moim terenie dwoch nieekologicznych kozoidalnych:)
21:11, scibor1
Link Dodaj komentarz »
skonienie
Wczoraj Mydlo mnie zaskoczylo. Bez dyskusji dala sobie zalozyc siodlo i nie robila zadnych cyrkow:



No dopiero jak listonosz przyjechal, przywiazalem ja do slupa i stala grzecznie dopoki nie wpadly na nia goniace sie drapiezniki. Urwala sie, ale zaraz wrocila i dala sie zlapac bez problemu. Co nie zmienia faktu ze przy najblizszej okazji z msciwa satysfakcja kopnalem kotka:D
Jazon tez mnie zaskoczyl, biernym oporem. Widocznie mial gorszy dzien. Ladnych pare godzin spedzilem na obcowaniu z konmi, glownie w roli czysciciela i drapacza grzbietowo-szyjnego. Efekty mojego skonienia wyszly jak sobie kolacje robilem:



Teraz to sobie kurde wysusze i bede mial suchy chleb dla konia....
A no i wczoraj rozebralem wieze obleznicza. Wiatr ja obalil wiec jej kariera dobiegla kresu. Odzyskalem w ten sposob sporo budulca ogrodzeniowego i drewna rozpalkowego.
A teraz do roboty:)
09:57, scibor1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 marca 2009
konfrontacja
Irytuje mnie nieustawnosc pastwisk. Niby jest sporo tych hektarow, a nie ma jak sie ruszyc. Przedwczoraj odizolowalem Tymka. No ale trzeba tez odizolowac Nenara. Wiec dzis kontrolnie wpuscilem go do krowiszonow:



Daleki zwiad, a potem bliskie spotkania:



Te bliskie spotkania kojarza mi sie z literatura. No bo piszac to spozywam alkohol z literatki. I jeszcze mam w uszach szekspirowskie: "niech ryczy z bolu ranna krowa, kon zdrow przemierza blota..." No bo dzwiek jaki wydaje krowa pogryziona koniem jest niewspolmiernie bardziej przerazajacy do ilosci wyrwanej siersci:



Coz, skonczylo sie na rozdzieleniu stad koni. O izolacji ogierow na razie nie ma mowy.
A, wlasnie. Jazona dzis ubralem w siodlo. Hehe, dostal przyspieszenia po okregu, az mu sie to siodlo na brzuch przesunelo:/. Na szczescie udalo mi sie opanowac furiata. Od razu zdemontowalem strzemiona z pusliskami, na razie niepotrzebne, a dzwoni i wprowadza element paniki. No ale to dopiero pierwszy raz z zapietym siodlem byl. Musze bardziej popreg dociagac. Ale to moze jutro...
16:56, scibor1
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 marca 2009
el Muerte
Hej, ha, jedziemy do lasu! Taki plan, bo z racji pozyczenia na weekend GPSu trzeba powyznaczac dokladne granicy lesnej dzialki. Zeby mi lesniczy nie trul, ze mu las wycinam i zebym ja go opierdolil, jak mi na moj teren ciagnikiem wjedzie. No i jak to z planami bywa...
Jak karmilem zwierzaki stwierdzilem u Myszy wiszace spod ogona lozysko. I tu plan dnia ulegl zmianie. No bo trzeba sie tym zajac. Ale najpierw odnalezc malego el Muerte. Lezal sobie po drugiej stronie pastwiska:



Cholera, to drugie poronienie pod rzad. Tyle, ze duzo wczesniejsze. NIe ma co sie rozczulac, trzeba sie zajac matka. Odizolowalem Mysze, wywiazalem - tym razem bokiem do pasnika - i zaczalem walke z lozyskiem. Troche to trwalo. Mam nadzieje ze usunalem zdecydowana wiekszosc. Zaaplikowalem domacicznie co mialem i czas pokaze, czy wystarczy czy sie cos spierniczy. Zeby chwile ochlonela po srednio przyjemnym zabiegu wyslalem ja do parku na kilkugodzinna rekonwalescencje:



Calkiem opadlem z sil, ale do lasu jednak jechac trzeba. Tyle ze troche pozniej. Kurde, moze wreszcie cos by mi sie zywe urodzilo....
13:23, scibor1
Link Komentarze (2) »
czwartek, 19 marca 2009
wunderbar
Pogoda sie jakby uspokoila. Lekki nocny przymrozek sprowokowal mnie do odwiedzenia lasu. Ledwo tam wjechalem, takie bloto na drodze. Wlasciwie na sciezce. Nacialem bagaznik brzozy i ledwo wyjechalem. Z drugiej strony, tez bloto jak... niewazne.
Po powrocie trzeba bylo skontrolowac ogrodzenie, czy gdzies galezi nie nawialo. Nie nawialo. Natomiast przywialo mi koniowate. Jak juz przylazly to postanowilem je niecnie wykorzystac. O dziwo na ochotnika zglosil sie Nenar. Okazuje sie, ze samiec beta czuje sie niedopieszczony. No dobra, biorac pod uwage rozsadzajaca go energie lepiej pasuje stwierdzenie niedopierdolony. Momentami mialem wrazenie jakby na koncu sznura byla uwiazana krzyzowka strusia z lokomotywa. I co chwile sprawdzal na ile moze sobie pozwolic. Z czasem sie troche uspokoil, ale na sznurku chodzil raczej bokiem. I co chwile spogladal tesknie w niebo



wznoszac modly do konskich bogow, zapewne w stylu "niech on sie juz ode mnie odpierdoli". No bo przeciez spogladanie w gore kojarzy sie glownie z pierdoleniem:


Pozniej poznecalem sie jeszcze nad pozostalymi koniowatymi, ale raczej tak relaksacyjnie. Jeszcze pozniej wyprobowalem na wierzbie maczete i wrocilem do domu. Wlasciwie to dzien roboczy uwazam za zakonczony. Czas sie troche poobijac...
16:49, scibor1
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3