ciag dalszy relacji z agronautyki, teraz w ramach nowego zycia na swoim
RSS
piątek, 31 grudnia 2010
Drużyna A
Podobno najwazniejszy jest dobry plan. Im dokladniejszy, dopracowany, tym lepiej. Ale nawet najdoskonalszy plan moze nie wypalic. Wtedy trzeba miec Plan B. A nawet C. A jesli nie ma zadnego planu B, C, D i tak dalej, to trzeba improwizowac. A to zupelnie inna bajka. A wlasciwie film.
Moj plan na ten weekend nie wypalil. Zdarza sie.
Po nieprzespanej nocy trzeba bylo wyimprowizowac plan B. Poniewaz mam tylko dwie rece i jestem leniwy, a w niedziele musze przygotowac conajmniej trzydniowy pakiet zarcia, postanowilem zmienic zerowisko krowiszonow. Zeby bylo jakies 50m blizej. W zwiazku z powyzszym nalezalo rozebrac kawalek ogrodzenia i przywabic krowiszony przy pomocy przynety:



Zgodnie z planem B w tej materii odnioslem - jak na razie - spektakularny sukces:



Mialem mrzonke zeby wypelnic im zarciem budy, ale po obliczeniu sil zamiar upadl.
Z reszta dwa lata temu bodajze Kama zaniemogla i miala planowo zdechnac, wiec okazyjnie przygarnalem Dropa. Tamten plan tez nie wypalil, bo zamiast zdechnac urodzila szczeniaka i w sumie ilosc psow ustalila sie na poziomie trzech sztuk. Kierujac sie tym doswiadczeniem nie zamierzam robic zadnych planow w zwiazku ze stanem podbrzusza Kamy:



Bo jak zaplanuje, ze ten nowotwor ma ja zabic, to bedzie zyla jeszcze ze trzysta lat.
A juz na pewno nie bede robic planow noworocznych. Bo i po co?
Do dziadka po prostu zadzwonilem.
W domu mam nieplanowane +23*C. I 7,5 litra wina. I chyba zaraz pojde spac. Bo nawet upic sie nie planuje;)
A Wam wszystkim, drodzy Abonenci i Goscie, zycze dobrej zabawy i szczesliwego Nowego Roku:)
16:55, scibor1
Link Komentarze (4) »
środa, 29 grudnia 2010
snajper2 czyli chirurg wyborowy

Ostatnio mam przyplyw uczuc dla koniowatych. Jakies czyszczenie kopyt, prowadzanie, przytulanie, wspolne picie z szamba... No dobra, ja niepijacy jestem, ale nalogi po toascie wycieraja sie o mnie, wiec nie odstaje zapachowo od stada i moge zajmowac dowolna pozycje w konskim pociagu:



Ostatnie dwa dni jednak opuscilem sie w zajeciach integracyjnych. Wczoraj bowiem pojechalem po oslawiony ekogroszek, a wracajac zajechalem do M, bo mial cisnienie sie pochwalic nabytkiem i niejako przy okazji wykorzystac mnie do przewiezienia krowiszonow. Nabytkiem jest slusznych rozmiarow koniowoz:



Oczywiscie nie bylo mozliwosci dostania sie do celu przy uzyciu dowolnego samochodu przystosowanego do ciagania koniowozu, wiec nalezalo profesjonalnie podczepic toto do ciagnika:



I na koniec jeszcze oplatac drucikiem. Sama metoda pochwycenia krowiszonow budzila moje watpliwosci, bo ja wiesniak z wyboru jestem i nie potrafie zrozumiec, ze krowiszony to straszne, ziejace ogniem potwory ktore mysla tylko o tym jak mnie rozszarpac. No ale skoro to krowiszony M, niech bedzie jego wersja. On jest wies...mac z urodzenia;) Jak juz po kilku godzinach zapakowalismy krowiszony do koniowozu, to M zaczal wyjezdzac z miejsca A ciagnikiem z koniowozem, tyle ze w polowie gorki koniowoz wypial sie na profesjonalne polaczenie z ciagnikiem i oddalil sie w kierunku przeciwnym. Na szczescie bez strat. Polaczylismy raz jeszcze, tym razem byl to spektakularny sukces (do zakopania sie zespolu pojazdow w innym miejscu), ktory na koncu tego wpisu macie unaoczniony.

Dzis naszlo mnie zeby do chirurga pojechac, celem uzyskania skierowania na likwidacje gesiej chujni part 2, ktora to zaplanowana byla na 5go stycznia. Kilka minut odstalem w kolejce do rejestracji, na moje pytanie o numerek mila pani powiedziala, ze nie trzeba. Zdziwilo mnie to nieco, ale pod gabinetem okazalo sie, ze jestem drugi i nikogo wiecej nie ma. Uwielbiam panstwowa Sluzbe Zdrowia:))) Jak juz sie dostalem do gabinetu, pan doktor zaordynowal zajecie pozycji siedzacej i wglebil sie w dokumentacje. Upewnil sie, ze nie jestem przeziebiony i stwierdzil, ze tam na oddziale to ochu... cos im sie pomylilo, bo mam skierowanie na 5go, wiec operacja teoretycznie 6go, ale przeciez to jakies swieto, wiec robic nie beda. Chwile trwalo zanim sie do nich dodzwonil, bo sie tam powiesili na telefonie. Po dwoch zdaniach rozmowy okazalo sie, ze jestem zapisany na 5go, ale nie na gesia chujnie tylko na kolonoskopie:O Wzruszylem ramionami i stwierdzilem, ze dobrze, ze nie na kastracje. Kwestie przeniesienia terminu i zaordynowala asystentka pana doktora, ktory zajal sie ryczeniem ze smiechu i waleniem piescia w biurko. Po koncowych ustaleniach i upewnieniu sie, ze doktorowi nic nie grozi, pozegnalem sie grzecznie i wrocilem do domu.

A oto rzeczona akcja z wyjazdu koniowozem:

 

 

Coz, operator ze mnie marny, ale pochwale sie, ze moja propozycja scenariusza dla filmiku propagujacego bezpieczenstwo motocyklistow na drogach spotkala sie z bardzo pozytywnym przyjeciem. Ciekawe co z tego wyjdzie...

14:10, scibor1
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 27 grudnia 2010
Lech Emfazy Stefański
Wielki Czlowiek byl. Spokojnej podrozy, Mistrzu...




15:28, scibor1
Link Komentarze (4) »
światłość niewiekuista
Problem w Houston jakos pokrywa sie z padnieciem swiatla tamze. Naszukalem sie problemu biegajac w miedzy pomieszczeniami z roznymi zarowkami, przedluzaczami i innymi atrybutami Sw. Elektrycego. W koncu dziwnym trafem natknalem sie na... przerwany napowietrzny kabel miedzy obora a stodola, mowiac po ludzku: we wjezdzie. I stala sie jasnosc. Na razie teoretyczna. Panowie elektrycy wjezdzajac koparka wzieli i urwali. Jak to elektrycy...
Przeczekalem niecierpliwie okres zamknietych sklepow i dzis nabylem atrybut meski i zenski, zeby nowego kabla (druta?;)) nie ciagnac jeno polaczenie uskutecznic. Oto i ono:



Poniewaz zwisac sobie nie moze, trzeba bylo to rozsadnie przytwierdzic, najlepiej profesjonalnymi uchwytami, zeby nie zwisalo, bylo powtarzalnie odczepialne i awaryjnie rozlaczalne - jak znowu cos wysokiego wjedzie...



Praca na wyskosciach przy -13 jest spoko, ale oczywiscie konstruktor atrybutow zadbal, zeby bylo duzo malych i nieporecznych srubek, wiec o rekawiczkach mozna zapomniec...



No ale dalo sie. Wazne ze wiem gdzie sobie rece wsadzic, zeby je szybko ogrzac... Jak juz wszystko popodlaczalem to w Houston stala sie jasnosc praktyczna, czyli swiatlosc:



Mam nadzieje, ze to wystarczy do zakonczenia przerwy technologicznej ogloszonej przez kurwiszony, bo jak nie, to beda mialy problem.
W sumie to jeszcze bym sie gdzies po wegiel mogl wybrac, zaczynam sie przyzwyczajac do +20 w domu...
13:27, scibor1
Link Komentarze (2) »
niedziela, 26 grudnia 2010
Curro z Houston
Kilka dni temu kury bez ostrzezenia oglosily strajk. Bez sensu jest w kolko zadawac im pytanie "jaja sobie robicie?", bo sytuacja jest zywcem wyjeta z "Houston, Houston" - "nie ma jaj, ani sladu jaj!!". No dobra, tam o inne jaja chodzilo, ale jesli sytuacja nie ulegnie zmianie, zaloze dres i wchodzac do kurakow zapytam: Houston, macie jakis problem? A potem wpadne pomiedzy nie z nozem jak Kurro Himenez miedzy Francuzow i...

Na razie zajmuje sie wydeptywaniem sciezki dostepu do koniowatych:



Bo Jimenez wpadal konno...
09:07, scibor1
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 grudnia 2010
krwawe pozory
Rzucmy okiem na niepozornego kroliczka:



ktory nawet w obecnosci plci odmiennej zachowuje sie jak przytulanka:



az do momentu kiedy rzeczywistosc przyspiesza stajac sie nieuchwytna dla oka:



I to krotkie spiecie obnazylo nam prawdziwa nature tego pozornie nieszkodliwego zwierzatka....



Tak oto ujawnil sie Krwawy Casanova, Odnadziejacz Dziewic i Hymenterminator. Strzezcie sie niepozornych samcow! To istne multi mothermaker'y sa...

Stan krolikow na dzis: (1+4)+(8+(5+4)+10)
12:35, scibor1
Link Komentarze (2) »
piątek, 24 grudnia 2010
Opowiesc wigilijna (by Lefthandy)
"Jakaś super rasa z gdzieś tam, jakiejś planety K-pax postanowiła sobie wychodować inteligentne zwierzęta by ich wyręczyły w jakichś chujowych pracach więc wychodowały hybrydę z mieszanki swoich genów i genów jakiegoś ichniego zwierzęcia. Wychodowali parę egzemplarzy, badania wykazały, że będzie git, więc podjęli decyzję o wyprodukowaniu samicy aby człowiek mógl się sam replikować i adaptować do swojej roli. Ale coś poszło nie tak i ch*j strzelił projekt. Te ogry, miały być posłuszne i całkowicie kontrolowalne, a okazało się, że stały się zbyt samodzielne i się zbuntowały. Co niesie za sobą takie zjawisko? Jakie zagrożenia? To jest tak oczywiste, że nie trzeba specjalnie się rozwodzić. Nie dość, że zagrożenie dla całej superrasy z K-paxa, ich cywilizacji to jeszcze ucierpiał by ekosystem, bo to sztuczny twór wychodowany, a nie "produkt naturalny" osadzony w ekosystemie K-paxa.
Więc wywieźli wszystkich ogrów-ludzi na Ziemię, gdzie warunki były takie same jak na K-paxie ale nie było żadnego zaawansowanego cywilizacyjnie gatunku. Tam ich zostawili niech się panoszą z dala od naszej superrasy. A sami K-paxianie będą dyskretnie prowadzili obserwację jak dalej będą się rozwijać. Ponieważ jednak ludzie mają geny swoich twórców, rozwój ich cywilizacji przebiegał bardzo podobnie. Właśnie osiągnęli poziom, na którym sami myślą nad wychodowaniem dla siebie jakiejś "kasty czarnuchów". Najpierw były to roboty czyli urządzenia ale to jest jednak trochę kłopotliwe, bo każdą sztukę trzeba wyprodukować. Teraz już są na etapie klonowania i manipulacji genami skąd tylko kroczek do wychodowania sobie jakiegoś ogra-sługi. Więc jeden z K-paxian, mocno zafrasowany wstał i powiedział:
- Panowie, jestem trochę zaniepokojony. Jak tak dalej pójdzie to wkrótce zaczną podbijać wszechświat, a to oznacza, że w końcu dojdzie do konfrontacji między nimi i nami! A gdy do tego dojdzie mogą być już nawet bardziej zaawansowani w rozwoju niż my! Aby dojść do takiego poziomu, jaki osiągnęliśmy my gdy ich stworzyliśmy wystarczyło im zaledwie 10 000lat! To dziesięciokrotnie krócej niż zajęło to naszej superrasie z K-paxa! Czy pomyśleliście o tym?
- Spokojnie, Mein Fuhrer - odezwał się jeden z nich o szelmowskim wyrazie twarzy. - Zastosowaliśmy tu pewne zabezpieczenia. Stworzyliśmy im coś co nazywa się religią ze sztywnymi dogmatami, które w znacznym stopniu ostudzą ich zapędy, bo definiują ich świat bardzo wąsko. Dzięki temu swój rozwój muszą niejako korelować z tą religią, a jakieś większe zmiany od razu wywołują perturbacje. "Karmimy" ich tym od pokoleń więc są uzależnieni od tego gówna jak od hery.
Był to szef projektu, ambitny i zawistny typ, który dla kariery zrobił by wszystko i tak też wyglądała jego droga na stołek szefa projektu Genesis. Po trupach. Do tego megaloman i narcyz, rządny poklasku i uwielbienia w stopniu kwalifikującym go do leczenia w psychiatryku - Jahve. Nawet imię miał adekwatne do siebie. Po trupach, też, dosłownie i w przenośni, doktor Jahve doprowadził do kontynuacji projektu tu, na Ziemi. Mimo ewidentnego zagrożenia jakie niósł ze sobą, które o mało nie skończyło się katastrofą. Mimo już powziętej przez Najwyższą Radę Superrasy z K-pax, decyzji o jego przerwaniu i anihilacji wyhodowanych osobników, którzy pozostali jeszcze przy życiu. Jak mu się to udało? Lepiej nie wnikać. Korupcja to jeden z najbardziej niewinnych środków jakich użył by postawić na swoim. Dlatego tu na Ziemi projekt jest kontynuowany w głębokiej tajemnicy przed opinią publiczną K-paxa oraz Najwyższej Rady Superrasy. Wie o nim tylko kilku agentów z pewnej mało eksponowanej sekcji służb specjalnych K-paxa, którzy liczą na wykorzystanie tej hodowli "ziemskich ogrów" w celach militarnych. Takie przynajmniej obietnice i wizje roztoczył Jahwe przed jej szefem, którym był ów zafrasowany jegomość. Szef Sekcji Nietypowych Projektów Agencji Bezpieczeństwa K-paxa generał Lucyfer. Gość pragmatyczny, z dystansem, analizujący wszystko na chłodno ale jednak "trep" co pozbawia go pewnej elastyczności w podejściu do sprawy.
Aby zdobyć fundusze, protekcję, no i co nie bez znaczenia, dla kontynuacji projektu w spokoju, całkowitą dyskrecję i ochronę przed wścibstwem mediów i władz, doktor Jahve poszedł na współpracę z Agencją gen. Lucyfera. W ramach tej współpracy, którą bardziej trafnie określa zwrot "zaprzedać się bezpiece" doktor Jahve miał dostarczyć "pewnej ilości materiału" na cele "rozwoju obronności" agencji generała Lucyfera. W zamian uzyskał pewną niezależność w kierowaniu rozwojem projektu. Generała zresztą nie obchodziły detale. Miał sporo własnych problemów na głowie. Dla niego, jak dla typowego pragmatyka, istotne są tylko efekty.
- Ale z tego co widzę, trochę słabo działa to wasze, "zabezpieczenie" doktorze. - Odparł Lucyfer uważnie przyglądając się doktorowi.
- To tylko matryca, według której się konstytuują jako świadome jednostki. Pomni doświadczeń z początków projektu jeszcze na K-paxie, mamy inne zabezpieczenie, skuteczniejsze, które działa samoczynnie. Im bardziej próbują się rozwijać i wyemancypować, tym bardziej to drugie zabezpieczenie ich ogranicza. Taki rodzaj sideł: im bardziej się szarpią tym bardziej pętla się zaciska. Działa jak mur, o który się rozbijają gdy zbyt się rozpędzą w tym swoim rozwoju. Dzięki temu, po takim bolesnym zderzeniu, z podkulonym ogonem wracają w objęcia religii by ukoić ból porażki. Jeśli religię przyrównamy do opium, które koi ból, otępia i wprowadza w błogostan, to to drugie jest jak amfa, która ich pobudza i trzyma na obrotach aż nie nastąpi zjazd. Te dwa zabezpieczenia działają równolegle, na dwóch przeciwległych biegunach. Dzięki temu mogą działać w przestrzeni, którą im wyznaczyliśmy, nie stosując środków wymagających naszej bezpośredniej ingerencji jak na K-paxie. Dzięki temu myślą, że są swobodni, nic ich nie ogranicza i nawet nie podejrzewają naszej ingerencji.
- Co to za zabezpieczenie, doktorze?
- Pieniądze. Wszystko u nich oparte jest na wartości pieniądza. Dzięki temu stanowi to dla nich priorytet. Bez pieniędzy nie dokonają niczego. I nie zrobią też niczego co im tych pieniędzy nie przyniesie.
Generał aż się wzdrygnął. "Qrva, jaką zdegenerowaną i sadystyczną szmatą trzeba być..." Przemknęło przez głowę generała. Na K-paxie pieniądze są nielegalne. Przed wiekami system oparty na pieniądzu doprowadził do katastrofy, która jeszcze bardziej niż projekt Genesis, o mały włos nie spowodowała zagłady całego gatunku. Nawet za same rojenia o wprowadzeniu systemu pieniężnego można tam, w najlepszym wypadku, zwichnąć sobie karierę.
- Jesteście chorzy, doktorze. - odparł z nieukrywanym obrzydzeniem generał i żołnierskim krokiem ruszył do wyjścia. - Mam nadzieję, że wie Pan co robi i nie będziemy tego żałować. Proszę pamiętać, że w razie jakichś kłopotów lecimy obaj na ryj. Nie wywinie się Pan. Pociągnę Pana za sobą - rzucił już w drzwiach, nie odwracając się. Doktor nic nie odpowiedział tylko stał i patrzył za odchodzącym generałem, z tym swoim chytrym uśmieszkiem, na stałę przyklejonym do twarzy.
Generał nie lubił doktora, by nie powiedzieć, że nim po prostu gardził. Miał okazję poznać dosyć dobrze tego zdegenerowanego typa, gotowego na najgorsze świństwo by dopiąć swego. Ale był doświadczonym agentem, starym wyjadaczem bezpieki i wiedział, że tylko na takich typach gra się w tej branży..."
06:59, scibor1
Link Komentarze (3) »
czwartek, 23 grudnia 2010
balonik Munchausena
Panowie elektrycy wylaczyli prad, rozgrzebali linie i przyjechali po koparke. A koparka jak w kabarecie: ani mru mru...



No bo zimno i akumulatory nie wytrzymaly. Proby palenia z kabli skonczyly sie przytupem, bo zimno. Zaskoczeni, bo u mnie -14 a u nich zaledwie -6. Jako ze z pustego to Salomon, a co dopiero elektryk nie odpali, akumulatory trzeba naladowac. Zapytali czy mam prostownik, ano mam. A czy moga sobie naladowac te akumulatory przez kilka godzin? A czy ja moge sobie na armatniej kuli polatac? Nie skojarzyli od razu. Musialem naprowadzic, ze podlaczanie sie z prostownikiem do gniazdka w ktorym nie ma pradu, bo wlasnie wylaczyli, przypomina wyciaganie sie z bagna za wlosy. I tu ich naprowadzilem, pojechali wypruc akumulatory z dźwigu? dźwiga? dobra, z kranu. Albo z krana. A chhhhh.... z tym.

Pojechalem do Kentaki na herbate. I na pizze. Przepraszam, na Pizze. Bo pizze to sobie mozna w sklepie albo w restauracji zamowic, a tu mialem do czynienia po raz pierwszy z Pizza wysokiej klasy. Przez "P".

W drodze powrotnej - jazda tego czolgania sie po sniegu nazwac nie mozna - srednio mili panowie zapragneli zebym im nadmuchal. Kurde, kiedys to sie w balonik dmuchalo, teraz w taka palke z lejkiem. No niestety, zawiedli sie, bo ani mnie zamknac, ani drobnych, odlozonych na wegiel, wyciagnac. Ot popsulem wladzy humor przed swietami;) Wrocili wiec na stanowisko, moze sie jeszcze cos zlowi:



W miejscu koparki zastalem list od panow elektrykow. Ze jesli cos nie dziala albo kreci sie w druga strone, to zebym zadzwonil i tu podane dwa numery telefonow. Zarowki kreca sie jak wsciekle, pralka swieci wiec chyba wszystko gra.
Zrobilem ostatnie zakupy, siedze w domu i bigos robie. A co mi tam...
14:35, scibor1
Link Komentarze (4) »
wtorek, 21 grudnia 2010
szkocki kran
Wczoraj caly dzien sypalo. Jakies takie przerazenie mnie ogarnelo, ze jak nie bede odsniezal na biezaco, to mnie zasypie na amen i do wiosny sie nie wykopie. Jednak zamiast zlapac za lopate, postanowilem najpierw rozgrzac sie krztyne miodem i przy okazji utopic w nim strach. W polowie drugiej szklaneczki rozszczekaly sie psy. Przyjechali panowie z energetyki. Ze beda jakies slupy wymieniac i czy moga sobie na 2-3 noce zostawic koparke na podworku. Oczywiscie w ramach rewanzu odsnieza mi wjazd....



Coz, jesli masz ochote rzucic sie w wir pracy, usiadz i poczekaj az ci przejdzie:)
Dzis rano korzystajac z odsniezonego wjazdu pojechalem nabyc rzeczony ekogroszek. Lokalne drogi sa w takim stanie, ze jesli ktos nie musi wychodzic z domu to niech nie wychodzi. Chyba ze dysponuje co najmniej drzewolamaczem:



Ekogroszek nabylem, wlasnie testuje. Z okazji braku pradu do 15tej zrobilem sobie dzien dobroci dla zwierzat. Okazuje sie, ze nie tylko ja. Panowie energetycy sa zachwyceni szkockimi krowiszonami. Przy okazji wprosili sie tez z kranem:



I ani chybi weszli w jakis uklad ze szkotnikami, bo te stanely chinskim murem miedzy mna a dziwolagiem...



i nastroszyly rogi nucac: "ukochany kran, umilowany kran..." Pozostalo mi odpowiedziec irlandzkim "Farewell to Nova Scotia" i przy pomocy kilku kopniakow przywrocic monarchie totalitarna.

Zaczyna sie najdluzsza noc roku. Najlepszego:)
16:24, scibor1
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 20 grudnia 2010
W kuźni Swaroga czas zatacza krąg
Weekend wyjazdowy byl. Najpierw w poszukiwaniu ekogroszku... no dobra, wegla workowanego. Tak zeby mial napisane na worku ile go tam jest. Bo tona wegla kupowanego luzem zazwyczaj wazy od 600 do 800 kg. Ot fenomen fizyczny kraju zwanego demokratycznym. OTAKE Polske zesmy costam. Wegla pozadanego nie uswiadczylem, bo probowalem sklady wziac z zaskoczenia. I zachcialo mi sie ekogroszku. Nie dlatego ze jest eko, tylko z ciekawosci, jak sie to u mnie w piecu palic bedzie. W sumie, dobrze sie stalo, bo ta stowa na wegiel to mi byla dwie noce pozniej potrzebna... No nic, poszukam jeszcze, zima na razie sie nigdzie nie wybiera wiec czas jest.

Powloczylem sie troche po miescie stolecznym. Kolorowo, tlumnie, swiatecznie. Nie wiem czy w Wawie maja specjalne swiateczne ceny, czy tam tak zawsze. Ot, kielbasa swojska 3x drozsza niz u nas w miesnym na rogu. No ale pewnie 3x lepsza... Ceny choinek, hmmm, kazda jest za droga w stosunku do moich, ktore mam za darmo. No nie calkiem, bo jak pojade wyciac to sie zawsze jakas beczka z woda trafi. Ceny innych rzeczy... wrazenia bezcenne. Dzieciakom prezenty kupilem. Takie, co to ich dostac u mnie nie mozna, a kupno przez internet podnosi cisnienie jak dochodza warunki dostawy. Ale o tym pozniej.

Cel przyjazdu do stolicy: Szczodre Gody. Slowianski nowy rok. Tym razem pod dachem, niemniej zacnie.



I troche refleksji na pozniej doszlo. A ze troche dymu z mieszkania poszlo, to tylko dodalo realizmu:) Ciekawe, czy Swaróg w swej kuźni pali weglem? Po obrzedzie pyszny barszczyk i inne bezmiesne specjaly. I nocne rodzimowiercow rozmowy przy kwasie chlebowym;)

Droga powrotna. Slisko. Ciemno. No cos za szybko sie to czerwone zapalilo, nawet nie hamowalem, bo slisko i piruet na srodku skrzyzowania nikomu niepotrzebny. Za chwile zrownuje sie ze mna radiowoz, wladza mi lizaka pokazuje. Kiwam glowa i grzecznie zatrzymuje sie za nimi. Nie ma co sie dziwic, ewidentnie moja wina. Moglem jechac wolniej, wtedy bym wyhamowal. Propozycja wladzy to 300 do 500 plus 6 punktow za przejechanie na czerwonym, moja propozycja to upomnienie za picie alkoholu w miejscu publicznym i tak chwile przerzucamy sie propozycjami kodeksowymi, w koncu wladza stwierdza ze swoj chlop jestem i... moge jechac dalej:)

W domu +6. Moglo byc gorzej. Na przyklad +35. Pale w piecu. Biegne do krolikow, bo M mial mi tam zostawic przesylke. Nie zostawil. Bo nie odebral. Bo kurier nie mogl. I kurier zostawil. Nie, nie na stacji benzynowej, ktora w niedziele powinna byc otwarta. W sklepie, ktory w niedziele jest zamkniety. Co zalatwia sprawe zrobienia paczki dla dzieci i wyslania jej w poniedzialek rano. No zebym chociaz widzial, ze M nie odebral, to kupilbym to samo w Wawce a Merlinowi zwrocil. No ale jest jak jest. Co ciekawe na stronie DHL jak byk figuruje, ze przesylke odebralem osobiscie. Ciekawe... Za kilka godzin bede wiedzial wiecej.
07:29, scibor1
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2