ciag dalszy relacji z agronautyki, teraz w ramach nowego zycia na swoim
RSS
czwartek, 31 grudnia 2009
predkosc ucieczki
Termin iscie kosmiczny, jego pochodzenie pewnie wyjasni Kruszyzna na swoim blogu. Mnie jednak kojarzy sie z czym innym...
Przedwczoraj zameldowalem sie na oddziale ortopedii szpitala w B celem przeprowadzenia artroskopii niestabilnego stawu kolanowego. Od momentu wkroczenia na oddzial wiedzialem, ze bedzie wesolo, bo przez niedomkniete drzwi dyzurki slyszalem jak lekarz umawia sie z pilegniarkami na seks grupowy. Zabrzmialo niepokojaco. Zadokowano mnie na sali z piecioma nieszczesnikami w wieku slusznym: Dziadek ze zlamanym kregoslupem i pokazna blizna na czole, Oszolom przywiazany do lozka, Mysliwy przeznaczony do procesu cybrogizacji (wymiana stawu biodrowego), wszystkowiedzacy Jurek z reka do przedluzenia sciegna i myszowaty Darek. Jak rozkladalem swoje zabawki jedna z siostr smiertelnie powaznym tonem poinformowala myszowatego, ze jak jeszcze raz ucieknie to go zlapia, przywiaza do lozka i sciagna majtki. Zaczalem sie bac naprawde. Ze mnie cos moze ominac... Generalnie towarzystwo bylo w porzadku, a predkosc ucieczki Dziadka po korytarzu jak go siosrty gonily byla wprost proporcjonalna do determinacji Oszoloma zeby sie wyzwolic z wiezow. Po pierwszej nieprzespanej nocy (bo Oszolom caly czas gadal do siebie, Dziadek najpierw mial zwidy ze zlodzieje chodza po korytarzu, poszedl sprawdzic a jak wrocil to rzygal w roznych miejscach sali, a Mysliwy jeczal z bolu) nastal piekny dzionek w ktorym postanowiono zepsuc to doskonale dzielo:



Pojechalem na rzezbienie jako trzeci. W sumie bylo niezle, tylko pani doktor nie bardzo mogla sobie poradzic ze znieczuleniem nadoponowym i bylo to dosc nieprzyjemne. Ale wynagrodzil mi to widok doktora, ktory zlapal jakas noge i pociagnal na pole operacyjne. Zdziwilo mnie, ze reszta mnie podazyla za ta ciagnieta noga. Wrazenie - bezcenne. Chwile popatrzylem na film z przepastnych czelusci mojego kolana a potem jakos odpadlem. W efekcie uzyskalem tymczasowy ocieplacz na kolano:



Okazalo sie co nastepuje:
- uszkodzenie rogu tylnego lakotki bocznej s.k.p.
- uszkodzenie PCL s.k.p.
- przerost ciala tluszczowego Hoffy s.k.p.

Co mogli, naprawili, co sie nie dalo to sie nie dalo a reszta zalezy od rehabilitacji (zglosze sie do Ciebie Luzny;)). Druga noc mimo niewygody i bolu pooperacyjnego - przespana.
Dzis rano krotka pilka - puszcza mnie do domu, ale przez dwa tygodnie mam sie poruszac na 3 nogach: znaczy sie dwie kule i prawa, lewa mam traktowac jak niebyla. No dobra, sprobujemy. Pozegnalem sie z ekipa i jakos dojechalem do domu o wlasnych silach. Probuje uzyskac teraz w domu temperatury bardziej cywilizowane no i oszczedzam sie: nie podnosze kieliszka lewa noga...;))
14:42, scibor1
Link Komentarze (8) »
wtorek, 29 grudnia 2009
niestabilnosc umyslowa
czyli przyslowiowy "lod w glowie" byl przypadloscia astronautow w "Dziedzictwie Heorotu". Ciekawe jak sie ma niestabilnosc stawu kolanowego do okladania go lodem? Pewnie jakos sie ma. Bede wiedzial niedlugo. Jade do tego szpitala, badzcie dzielni i wytrzymajcie z pochopnymi dzialaniami do mojego powrotu. Zadnych samodzielnych diecezji!;)))
11:54, scibor1
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 28 grudnia 2009
Tańczący z rybami
Juz troche mi przeszedl bol brzucha od smiechu. Obejrzalem sobie kolejna pelnometrazowke Z.F.Skurcz p.t. "Sum, tak zwany olimpijczyk". Zdecydowanie jak dotad najslabszy z tego co ogladalem, ale pod jednym wzgledem specyficzny. Ogladajac (nawet na wolniejszym kompie, bo glowny dostal wirusa) nie sposob nie siegnac po akcesoria:



Po prostu na tym filmie pija w tak apetyczny sposob ze hej! A ze mi sie przypomniala piosenka The Andrzejs z kawalkiem: "Jananananananana, tancze az mnie bola kolanna..." to do rzeczy. Dzis planowa wizyta u ortopedy. Pojechalem po porannym obrzadku, liczac sie z jakimis kolejkami. Hmmm, w kolejce do rejestracji bylem trzeci. Pani w okienku stwierdzila ze juz mnie lubi, bo jej maz tez jest z moich okolic i dala mi numerek 9 zamiast 24. Pod ortopeda tlum, chwile czekalem. Pan doktor byl milszy niz miesiac temu, stwierdzil ze mam zerwane ktores wiezadlo a z racji wykonywanego zawodu musze byc sprawny i dal mi skierowanie na artroskopie, bo musi sie dowiedziec ktore to wiezadlo. Nawet zwolnienie dostalem na miesiac, ha! No to udalem sie ze skierowaniem na 4te pietro (winda dla personelu), gdzie sekretarka oddzialowa po prostu zapytala: "pasuje panu jutro?". Zaskoczyla mnie, spodziewalem sie kolejnego miesiaca oczekiwania. Pewnie ze pasuje. Zwierzyniec musi sobie poradzic. Zabralem sie stamtad i pojechalem od razu do KRUSu z tym zwolnieniem. Tak wlasciwie moglem zrobic kopie i wreczyc koniowi ktory bedzie mnie zastepowal podczas hospitalizacji, ale... Pani w KRUSie tez okazala sie nie byc wredna suka, byla mila i wyrazila zal z powodu mojego stanu. Nawet chyba jakas kase dostane, tylko mam jeszcze ich zawiadomic, czy bedzie uszczerbek na zdrowiu, bo wtedy beda to podciagac pod wypadek w pracy.
No to do domu, z drobnymi zakupami do szpitala po drodze. W domu zrobilem popoludniowy obrzadek i od niechcenia zajrzalem do skrzynki. Miedzy innymi bylo tam takie cos:
 



No pieknie, a w srodku kilka drobiazgow dla Helgi i zyczenia swiateczne od Christine:



Jestem normalnie oszolomiony. Takie rzeczy sie po prostu nie dzieja... Oczywiscie tak mi sie z wrazenia rece trzesly, ze czesc z tych gwiazdek znalazla sie na podlodze, wiec sie uspokoilem, bo zeby to pozbierac to trzeba sie wykazac niezwyklym spokojem ducha...
15:17, scibor1
Link Komentarze (2) »
sobota, 26 grudnia 2009
dniaplan
Plan byl taki: oporzadzic zwierzyniec, pol dnia walczyc z odpaleniem traktora, drugie pol z otwarciem wrot stodolowych 1 i 2, trzecie pol z zapieciem prasy i wjechaniem po lodzie do stodoly. No bo miejsce zwierzyniec wykonsumowal i nie ma sensu zeby mokla. Prasa, nie stodola. Oczywiscie taki piekny plan musial sie posypac w mysl zasady, ze mam w zyciu takiego pecha, ze mi sie wszystko udaje. No bo wrota 1 i 2 otwarly sie bez odkuwania lodu, traktor:



odpalil za drugim przekreceniem, jazda po lodowisku skonczyla sie na dwoch rzutach ziemi pod kola jak nie chcialy jechac i wspomniana prasa zostala zadokowana w miejscu docelowym:



Nawet Droppenheimer wydaje sie zadowolony z nowej lokalizacji:



Nie dosc, ze bedzie mu cieplej, bo jak wiadomo wegiel sluzy do ogrzewania, to jeszcze mozna sie dla zabawy upierdolic.

Plan obliczony na trzy poldnie zakonczylem o 9:30 rano. Z dodatkowym bonusem, bo mi noga ujechala na lodzie, cos przeskoczylo w kolanie i znow boli, a bylo juz prawie dobrze. No ale skoro w poniedzialek mam planowa wizyte u ortopedy, to powinno bolec. Iha....
09:58, scibor1
Link Komentarze (3) »
smocza dusza
Podczas rozbierania Helgi (to zakrawa na zboczenie) odkrylem jej smocza dusze:



Byla ukryta za prawa chlodnica. Hmmmm, niezle rokuje, gdy motocykl ma dusze skrzydlatego smoka;)
07:43, scibor1
Link Komentarze (4) »
piątek, 25 grudnia 2009
jak oddac slowami nasze milczenie?
W "Dzieciach ziemi" az mnie cholera bierze ile problemow generuja sobie Ayla z Jondalarem wskutek swoich idiotycznych niedomowien i domyslow. A siedliby, pogadali, wyjasnili i byloby git. Ale nieeeeee.... trza kombinowac. Normalnie mam ochote wparowac na karty tej powiesci i spuscic im lomot. Za glupote.

Glupi jestem. Bo na dobra sprawe niewiele sie w tej kwestii od nich roznie. Dynamiczna ocena ryzyka nie lezy w mojej naturze. Za duzo mysle, za malo robie. I nie jest prawda, ze sie niczego nie boje. Zbrozły sie boje...

Oglednie rzecz biorac z mojej ponad 23osobowej "rodziny" w czasie swiat przypomnialy sobie o mnie 3 osoby. Normalnie chyba zrobie sobie jakis album rodzinny, bo to jak w przyslowiu... I dziwic sie, ze te rodzinne swieta spedzam z najbizsza rodzina, czyli ze zwierzakami?

I dziekuje Ci M, ze bylas ze mna praktycznie przez caly ten czas, choc tylko wirtualnie:)

No dobra, trza sie wziac w garsc zanim sie rozkleje, zjesc cos, okopac sie od kotow przy drzwiach i oporzadzic pozostala "rodzine";)
21:18, scibor1
Link Komentarze (8) »
konkurs
Uprzejmie informuje Szanownych Abonentow ze mozecie mnie wyslac na Marsa. No bo glowna nagroda w tegorocznej edycji konkursu BLOG ROKU jest podroz zycia, a ja chce leciec na Marsa. Znaczy sie jak chcecie sie mnie pozbyc stad i miec relacje z pierwszej reki stamtad - glosujcie!

Znaczy sie takie cos: A00989 trza bedzie wyslac na jakis numer, jak sie dowiem jaki to Wam powiem. Zaznaczam, ze rok temu dzieki Wam zajalem zaszczytne bodajze 79te miejsce. Na jakies 1500 mozliwych. A tera to ja chce leciec na Marsa. Jak tylko skoncze pic z M...


15:15, scibor1
Link Komentarze (3) »
czwartek, 24 grudnia 2009
trza by kropnac listonosza...

Przeplakalem wczoraj caly wieczor.

Najpierw z zalu nad soba, bo mimo ostrzezen obejrzalem "2012". Niespotykana glebia bezdennej szmiry, pobudzajaca do lez. Ze ktos potrafi wywalac kase na takie filmy.

A potem plakalem ogladajac "Kobyle caco"... A potem plakalem ogladajac inne krotkometrazowki ze stajni Z.F. Skurcz... A teraz placze ogladajac to:

 

 

Ale placze juz mniej, bo dociera do mnie swiadomosc kontrastu miedzy "2012" a na przyklad "Zly szelag" Z.F.S.

Bo tak naprawde to rzeczy dobre mozna zrobic niewielkim kosztem, a za te beznadziejne to trzeba zaplacic majatek. Liczy sie pomysl.

TCHE END

07:05, scibor1
Link Komentarze (1) »
środa, 23 grudnia 2009
dialogi rolnika
Pierwsze wyjscie z domu, taczka w garsc, rzut oka na zewnatrz: deszcz.
- Bedzie, kurwa, slisko - zauwazylem.
- No i chuj - odpowiedzialem sobie.
I poszedlem w deszcz...
08:56, scibor1
Link Komentarze (2) »
niedziela, 20 grudnia 2009
Sexmisja czyli zimowe przypadlosci
Pierwsze nocne budzenie bylo o 3ciej. A tak zeby do piecow dorzucic plus to co zwykle. Drugie budzenie nastapilo o 6tej i przypomnialo niezapomniany tekst "ciemnosc, widze ciemnosc". O tyle dziwne o tej godzinie, ze zawsze pali sie lampka w kuchni zeby sie nie zabic o cos w nocnej drodze do lazienki. Olsnienie - tym mocniejsze, ze ciemno - prad wylaczyli. Piec! A raczej pompa. No bo brak pradu powoduje zatrzymanie pompy od centralnego i jesli jest napalone w piecu, to temperatura szybko przekracza mase krytyczna i mamy bum, a jesli nie jest napalone to nieruchomy obieg wody w instalacji moze sie stac lupem mrozu i przyniesc efekty jak w zeszlym roku. Dotarlem do latarki i jakos z przyzwyczajenia pacnalem kontakt w lazience. Swiatlo jest... znaczy wywalilo bezpiecznik na ktorym wisi polowa domu, ta bardziej strategiczna. NIe daje sie podniesc, znaczy zwarcie gdzies jest. Chwila szamotania sie, ale trzeba zaczekac az sie rozwidni i bedzie mozna przystapic do diagnozy. Na razie musi wystarczyc obejscie, czyli przedluzacz jeden do pompy, drugi do kompa. Trzeciego do lodowki nie mialem, ale przy panujacych w domu temperaturach nie uznalem tego za problem istotny. No to czekamy az sie wyjasni - na zewnatrz.
Jak sie wyjasnilo znow sie troche poszamotalem, ale dla pewnosci wylaczylem jeszcze kabel pompy w szambie. No i problem sie rozwiazal. W wiekszej czesci. O tyle irytyjace, ze pompa w rzeczywistosci wisi na bezpieczniku 3, a w beztroskim opisie skrzynki na 2... to se mozna szukac... Jak na razie wszystko wrocilo do normy z wyjatkiem wspomnianego szamba. Ale przy porannych -16 jakos nie mam ochoty sie za to zabierac. Nie ma to jak w letniej porze, mozna sobie srac na dworze... a w zimnej sie nie da?;)
09:22, scibor1
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3