ciag dalszy relacji z agronautyki, teraz w ramach nowego zycia na swoim
RSS
wtorek, 30 grudnia 2008
dworznianska chinatown
Przyczajony Tygrys:



Ukryty Smok:


14:56, scibor1
Link Dodaj komentarz »
knajpa pod swierkiem
Jak widac wyszynk dziala cala para:



A gdy slonce wschodzi ponad horyzont, widac ze nadszedl czas zamrozu:



Jednym slowem najlepszy czas na wycieczke do lasu...



Ale po nacieciu brzozek tak do polowy bagaznika po prostu padlem. Praca jakby nie bylo meczaca, drwal to musi miec kondycje. Co nie zmienia faktu, ze mimo temperatury na poziomie -8 stopni wcale a wcale nie bylo mi zimno. Wrecz przeciwnie.
Czeka mnie jeszcze dzis poszatkowanie urobku i pewnie na tym dzien sie skonczy. Pojechalem do "miasta" zatankowac drzewolamacz i po piwo. Zatankowalem tylko piwo (no po przedpoludniu na wyrebie nalezalo mi sie;)), bo na stacji kolejka na godzine stania. Cena paliwa atrakcyjna, bo wyprzedazowa, a wyprzedazowa, bo od 1go stycznia zamykaja ta stacje. I trzeba bedzie jezdzic do Lidzbarka, bo tam najblizej mozna placic karta. No i dlatego tutaj sa takie kolejki. A stac mi sie nie chce, trudno.
12:40, scibor1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 grudnia 2008
Godfather
Wigilia byla i minela. I dobrze, bo wiadomosci byly marne. Matka schrzanila cos w papierach i dostalem wezwanie do agencji celem wyjasniania. Nie chce mi sie nawet opisywac kurwicy jaka mnie ogarnela. Bo wszyscy wokol dostali juz wyplate, a ja czekam jak glupi. Niewazne.
Dzis byla zrywka o 3ciej, w samochod i heja do centrum. Z nie do konca legalnymi papierami. Na szczescie dzieki zapominalstwu zainteresowanego rodzica okazaly sie byc niepotrzebne. Wiec jest legal;)
Jak ktos zrobi 300km w 4 godziny i wie ze za 4 godziny zrobi nastepne 300km w 4 godziny, a w dodatku odnosi wrazenie, ze znajduje sie w niewlasciwym miejscu o wlasciej porze, to moze zalapac sie na zdjecie roku:



Ale normalnieje sie wraz z uplywem czasu, i wyglada sie jak przyslowiowy tytularny z dziela Mario Puzo:



No i dobrze. Tak pokreconego chrzestnego Natalia Liliana dlugo nie zapomni;). Vaja con Dios, Natka:)
20:29, scibor1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 grudnia 2008
wiatka2
Wiajalo z rana, co nie przeszkodzilo mi dokonczyc wiatke. Zrezygnowalem z pierwotnej opcji wykonania daszku ze zrzynow - raz, ze przyciezkie by to bylo, dwa, ze w koziarni byloby ciemno jak w przyslowiowej koziej dupie;). Celem ograniczenia kosztow do minimum wykorzystalem to co mialem: 9 zrzynow (6 na stelaz i 3 na docisk) i rolke strecza. Efekt piorunujacy:



Przed zerwaniem przez wiatr zabezpieczaja calosc otwory wentylacyjne, no chyba ze bedzie porzadnie wialo, ale to juz matki natury decyzja. Gdzieniegdzie moze podciekac na to drewno, ale to wilgoc zaniedbywalnie mala w porownaniu z tym co bylo. No i jest przewiew i jasnosc kozy widziec beda:)
12:43, scibor1
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 grudnia 2008
wiatka
To chyba taka radziecka pralka byla. Czy cos. Niemniej jednak drewno mi plesnieje. Ktos kiedys zaordynowal, zeby ulozyc akurat w tym miejscu i przykryc folia. No wiec zamiast schnac, plesnialo. Pozbylem sie juz tego przykrycia, ale jest zaplesniale i mokre. Cos z tym trzeba zrobic. Moze wiata? Bo zeby gdzies przeniesc to i za duzo roboty, i nie ma gdzie. Wiata to mocne slowo, niech bedzie wiatka. Wzialem sie wiec za owa wiatke, ale na dzis poprzestalem na konstrukcji glownej. Znaczy sie 4 paliki i 4... laty? Niech bedzie ze laty.


Na zdjeciu jeszcze nie ma lat, bo stwierdzilem, ze mi telefon plywa w kieszeni i go do domu zanioslem. A ja moklem do konca lat. Potem biegiem do domu, zdjac mokre rzeczy. Zmoklo mi wszystko. Oprocz skarpetek. Nie ma sie co dziwic, wszak rano przebralem sie w czysty i swiezy komplet roboczo-wyjsciowy. Zawsze tak jest. Teraz to co bylo czyste i suche jest mokre i sie suszy. Ja zaraz pod goracy prysznic, goraca chinska zupka z Radomia i kielich na rozgrzewke. Dzis juz nie wracam na pole bitw... eee... budowy. Bo przestalo padac i nie mialoby to juz takiego uroku. Siedze w domu i zajmuje sie piractw... eeee... no szukam czegos w internecie;)
13:17, scibor1
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 grudnia 2008
po chleb wyszedlem
Bo mi sie skonczyl rano. A zanim wyszedlem, to tradycyjne rzut oka w kompa na allegro. Czy aby sie tam cos nie czai. No i czail sie. Ornetopter. W sumie dosc popularny okaz smoka. W Ornecie. No niby mam tam troche dalej niz do najblizszego sklepu, ale tez sie da chleb kupic. I smoka poogladam, mimo ze to poczatek aukcji i cena taka se niewygledna. Zadzwonilem, pojechalem. Gosc jakis nerwowy, ani chybi rozklad malzenski czy cos, nie moja rzecz. Ogladam smoka. W papierach 1995, z VINu 1988. Dobry rok. Mowie facetowi, juz mnie chce wyrzucac, bo on z cwaniakami nie handluje. Uspokajam, bo widze, ze ma cisnienie. Ja szukam co prawda diesla, ale... Oc do maja, przeglad wyszedl we wrzesniu, 2 miesiace stoi nie jezdzony. Silnik zapala jako tako, bo lichy akumulator. Ale jak zalapie to spoko. Tylko na gazie, benzyny dawno nie widzial, podobno padnieta pompa paliwa. Blacha... coz, z zewnatrz widac tylko standard na lewym tylnym nadkolu jakis mankament, no i na masce dwa odpryski. Negocjuje cene. Staje 50 zl powyzej wywolawczej pod warunkiem, ze jedziemy do mnie na dwa samochody i ja goscia odwoze. Takoz robimy, po drodze wypelniamy umowe, wreczam kase i jade po ten chleb nieszczesny. I piwo, bo trzeba oblac. Chwale sie zakupem Paliowi, juz mam klienta na odsprzedaz. Sie zobaczy, bo mimo wszystko podoba mi sie to auto. No i ktos tam kiedys mi wypomnial ze niby w smoku bialobrzeskim mam najgorszy silnik. No to teraz mam 2,9 EFI z manualna skrzynia. Normalnie boje sie wychodzic z domu na zakupy...

Bo mozna upolowac ornetoptera:



i zajrzec mu we wszystkie 150 zebow:


15:05, scibor1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 grudnia 2008
dlugi zimowy dzien
Nie wiem kto to wymyslil, ze dni w zimie sa krotkie. Paranoja jakas. Albo masakra. Wczoraj to juz naprawde nie wiedzialem, co ze soba zrobic, tak mi sie ten dzien dluzyl. No to paczke wierzby zmielilem rebakiem. Nawet w afekcie zeskanowalem do konca pierwszy tom ksiazki. No a dzisiaj? Telefon z uporem maniaka budzil mnie o 6tej, jak sie najlepiej spalo. No wiec wstalem i stwierdzilem ze nadchodzi CHOROBA. Znaczy tak przedgrypowo sie czuje i musze cos z tym zrobic, bo w mojej sytuacji najmniejsze przeziebienie czy cos to praktycznie tragedia. Wiec chorowac nie bede. Zjadlem konkretne sniadanie (rzygac mi sie chcialo, ale zjadlem), oporzadzilem trzode. Posadzilem wierzbe na bagnach. Sprawdzilem stan katastrofy budowlanej u bobrow. Stwierdzilem obecnosc dzikow na moim terytorium. I ekspansje bobrow na bagna (w sumie to jakby zlapac ze dwa, uwiazac bydlaki na lancuchu przy koziarni to by rebak nie byl potrzebny, takie ladne zrebki zostawiaja jak drzewa scinaja). Zrobilem drugi etap planu kwater na wiosne. Wydoilem koze i napoilem tym koty. Wrocilem do domu i spojrzalem na zegarek - a tu kurwa dopiero 9ta...
09:42, scibor1
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 grudnia 2008
jak to sie robi w Zielenicy
Znalazlem w barku pol litra Pszenicznej. Wzialem to jako atrybut handlu wymiennego i pojechalem w teren drzewolamaczem. Do Zielenicy. Tam wzamian za rzeczona flaszke zaladowalem dwa diably na pake. Gungan byl bardziej fotogeniczny:



Umiescilem Gulagula i Gungana w wolnym boksie. Do rana nie wejde do koziarni. Diably sa nakrecone seksualnie i pewnie pokaza Rudzikowi, jak to sie robi w Zielenicy...;)
15:44, scibor1
Link Komentarze (4) »
piątek, 12 grudnia 2008
handel wymienny
Stwierdzilem brak slodyczy do kawy. No i oczywiscie zeby dzieciom pod choinke zapakowac do prezentow. Poniewaz z kasa jest jak jest, najprostsza metoda jest powrot do korzeni, czyli do handlu wymiennego. A najprosciej jest uzyskac czekolade wzamian za...



No wlasnie. Wzamian za drink dla wampira. Pol kilo krwi wyglada tak:



Idiotyczny usmiech poszerzyl sie jeszcze po odpaleniu najswiezszego nabytku:



Teraz moge robic z duzych galezi male galezie. I palic nimi w piecu. A za kase za zwrot biletu na dojazd do szpitala kupilem sobie wisniowke. Na przybycie krwi. A co mi tam...
14:21, scibor1
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 grudnia 2008
harcerstwo przydomowe
Wkurza mnie brak zadaszonych miejsc na gumnie. W przyszlym roku wypadaloby jakas regularna wiate zbudowac, gdzie bedzie mozna skladowac maszyny zamiast wystawiac je na dzialanie czynnikow atmosferycznych i promieniowania kosmicznego. No bo nic tak nie niszczy np. brony talerzowej jak wiatr sloneczny. W tym roku doraznie zabezpieczylem jedynie kosiarke. Zaczelo sie od paly, czyli draga:



Na tejze bazie zostala rozpieta plandeka:



i dodatkowo zabezpieczona zrzynami przed nadmiernym dzialaniem wiatru:



Co to da, okaze sie na wiosne. Wszelako dumny jestem z umiejetnosci wykorzystania harcerskich doswiadczen;)
13:48, scibor1
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2