ciag dalszy relacji z agronautyki, teraz w ramach nowego zycia na swoim
RSS
niedziela, 13 listopada 2011
koniec bloga

Zimowo się zrobiło. Krowiszony dostały baloty:

 

Szkoty oczywiście też, niestety nie udało mi się cyknąć Apisa podrzucającego balota na rogach;p

 

 

Sfrajerowałem się trochę z zakupami. Nie zajarzyłem, że 11go sporo sklepów będzie zamkniętych. No i brakło mi chleba dla zapowiedzianych gości. Trzeba było sobie radzić:

 

 

Przyjechali goście. Mama, K z chłopakiem i paprocinianie. 

To był trudny weekend i raczej nie chce mi się do tego wracać. A jak chciałem wstawić zdjęcie mamy u koni, blox odmówił współpracy. Więcej zdjęć nie wejdzie. Potraktowałem to jako znak. Świat znów zatoczył krąg. Coś się kończy, coś się zaczyna.

 

Na pewno zaczyna się nowy etap w moim życiu. Przeczytacie o tym tutaj: http://agronauta3.blox.pl/html

18:04, scibor1
Link Komentarze (2) »
czwartek, 10 listopada 2011
gaźnik do szafy

Jako, że zima idzie, trzeba pomyśleć o ogrzewaniu. Jako, że ma być ekonomicznie i dla siebie, nie musi być ładnie, ma działać i ma być z tego co pod ręką. Trzeba zassać gorące powietrze znad kominka. Ponieważ turbiny kominkowe odporne na wysoką temperaturę kosztują ponad 400zł, geniusz mój pchnął mnie do stworzenia gaźnika na bazie zwykłego wiatraczka od wentylacji, pracującego w temperaturach do 40*C.

Najpierw trzeba zbudować dyszę:

 

 

Następnie wyciąć w korpusie otwór na wspomnianą dyszę:

 

 

Potem połączyć wszystko w całość i zamontować w szafie:

 

 

Zostaje jeszcze założyć kratkę na wylot i mamy nadmuch na przedpokój, biuro, sypialnię i łazienkę:

 

 

Bez ingerencji w konstrukcję budynku, z zachowaniem podstawowej estetyki i przy minimalnych kosztach dzięki wykorzystaniu tego, co było pod ręką.

Efekt? Przy wylocie 38-40*C, we wspomnianych pomieszczeniach 21-23*C. Przy drobnych modyfikacjach będzie można jeszcze te wartości zwiększyć. Tylko po co?

10:50, scibor1
Link Komentarze (2) »
siłom i godnościom...

osobistom się to zamontowało:

 

No wysoko było, więc i siły, i godności trzeba było sporo:

 

 

Bydlę ważyło ze 130kg, na dwie osoby sporo, na szczęście inwestor wspomógł i daliśmy radę:)

Efekt:

 

 

hmmmm...

 

 

Mnie się podoba. Inwestorowi również, a to najważniejsze:)

Chce ktoś takie coś?

10:34, scibor1
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 07 listopada 2011
karetka z sianem

No z tego, co się dzieje, to niewiele nadaje się do opisywania. Cenzura nade mną siedzi;) A z tego co można, to niewiele... Ot, przy okazji migracji krowiszonów zdarzyło mi się wydoić Lolę:

 

 

Mleko, cóż, nie przypomina tego czegoś ze sklepu. No chyba, że dolejemy jakieś 50% wody i zrobimy kakao. Na ciepło;P

Zeby krowa dała mleko, musi być dorosła. Żeby dorosła, musi jeść. Żeby jeść, trzeba jej zawieźć siano. Najlepiej sianowozem, z ponad godzinnym postojem pod szpitalem w Bartoszycach:

 

 

Stanąłem tak na niemal pustym parkingu w niedzielę, ktoś przyuważył i dziś nie było ani jednego wolnego miejsca. Ani chybi zjechali się widzowie i czekali na powtórkę. Ale powtórka z sianem dopiero jutro i już nie będę szukał miejsca pod szpitalem. Przez jakiś miesiąc;)))

21:34, scibor1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 listopada 2011
stalowe żądło

Na zakończenie projektu się wybrałem. W sumie owady to mi latają, ale było fajnie. Zwłaszcza przemowy młodzieży na podsumowaniu.

 

No bo głównie nawiązywali do wycieczki do Krakowa. Musiała im głębokim... zapaść...;P Mnie też zapadła, co wykorzystałem po powrocie do domu i poszczepiłem resztę krowiszonów (ta, iwermektyną;p). Szczepienie jakoś zbiegło się z oddzieleniem reszty, phi, cielaków, od krowiszonów pełnowymiarowych.

 

 

Pomijam fakt zmiażdżenia lewego kciuka poskromem, ale przecież zwierzaki zawsze pokazują mi słabe punkty różnych konstrukcji.Oraz rozwiązań w stylu "oddzielić cielaki od matek" - całą noc nie dały mi spać, nawołując się histerycznym muczeniem...

 

W nowej siedzibie stada na razie sielanka. I niech tak zostanie - nie przewiduję żadnej dobroci dla zwierząt.

17:33, scibor1
Link Dodaj komentarz »
radość picia

Na imprezie wczoraj byłem. Tak bez okazji, no chyba żeby Dziady pod to podciągnąć. No i standardowo odmówiłem picia trunków mocniejszych. Ale swojskiego wina nie odmówiłem. Choć po smaku i mocy podejrzewam, że niezłą nalewką mnie uraczono. Po 2i1/2 kieliszka zaczął mi się sen wylewać, więc poszedłem się przewietrzyć. Do samochodu znaczy, żeby nie spać przy stole. Półgodzinna drzemka przywróciła mi siły - wróciłem na "salę samobójców". Znaczy się pies mnie przyprowadził,który dwie godziny wcześniej raczył był uciec z podwórka. Ale obowiązuje wersja, że to ja go znalazłem:P Pojawił się alkomat, panowie spożywający trzeciego łiskacza licytowali się, kto ma mniej krwi w alkoholu. Generalnie wyniki nie przekraczały półtora promila. Ja po tym "winie" nie garnąłem się do zawodów, ale wrobiono mnie w "gadający" alkomat. Dmuchnąłem.

- Ja pierdolę... - jęknął alkomat - 2,51...

- Przeeestaaaań - wydukałem.

Miny współbiesiadników - bezcenne:))). Przestali się czepiać, że nie chcę z nimi pić wódki. No skoro po "winie" mam takie wyniki.... Ale ja naprawdę przedkładam smak alkoholu nad jego moc.

17:21, scibor1
Link Komentarze (3) »