ciag dalszy relacji z agronautyki, teraz w ramach nowego zycia na swoim
RSS
sobota, 28 listopada 2009
wlasciwy czlowiek na wlasciwym miejscu
No i poszedlem wczoraj do lekarza. Wesole oczekiwanie na swoja kolej w przychodni pomine. Po prostu jak n-ta osoba wepchnela sie przede mnie to juz nie mialem sily sie wkurzac i moglem sie tylko smiac. W koncu dostalem sie do gabinetu. Mila pani doktor pomacala mnie po kolanach, zajrzala do gardla, wypisala recepte i skierowanie na ortopedie do szpitala. No to pojechalem od razu do tego szpitala, zeby miec z banki. Czasem trafiamy na specjalistow ktorzy juz z samego nazwiska sa predestynowani do wykonywanego zawodu:



No niestety trafilem do tego od halucynogenow. Nie powiem, mily byl. W mily sposob poinformowal mnie, ze skoro jeszcze moge chodzic to nie jest zle i zebym zapisal sie na termin. Ze jesli problem nie ustapi po 2-3 tygodniach to wtedy mozna sie martwic. A na razie to przeciwzapalne i oszczedzac noge. Hmmm, raz, ze oszczedzania nogi nie wytlumacze koniowi, a dwa, ze zapisalem sie na termin. Najblizszy. Na 28go grudnia. Na szczescie jeszcze tego roku. Moze i dobrze, bo do tego czasu albo faktycznie bedzie lepiej i wizyta nie bedzie potrzebna, albo bedzie tak zle, ze bedzie potrzebna. Czas pokaze.
06:08, scibor1
Link Komentarze (5) »
piątek, 27 listopada 2009
Robocop mode
No i nawalilo mi kolano. Od ponad tygodnia poruszam sie nieco maszynowo. Dzis chyba skusze sie na odwiedziny w przychodni. No bo jak ganialem cielaka, to przegialem sobie noge w druga strone. I tak sie zaczelo. Bolalo troche, bo bolalo. Ale tak poltora tygodnia temu jak wlazilem do boksu w koziarni (juz nie pamietam po co, ani chybi koze jakas przeleciec), to zasunalem sie, jakze by inaczej, bolacym kolanem w dwuteownik. I, skubany, nie ustapil. Coz, moge normalnie zginac, z tym nie ma problemu, ale ze stawaniem na lewej nodze juz nie bardzo. Oczywiscie gdybym na przyklad polozyl sie do lozka na tydzien i nic nie robil, to daloby sie to wyleczyc. Ale ciekawe, jak ustosunkowalyby sie do tego zwierzaki? No nic, na cos umrzec trzeba. Nie spodziewalem sie ze umre z glodu i zimna jak przestane chodzic, ale jakies rozwiazanie to jest. Zaczynam bredzic jak M...
Dobra, dola mam. Obudzilem sie rano wkurwiony, spalajac sie z nierealizowalnej zadzu mordu. Wogole taka bezsilna wscieklosc mnie dopada, bo nie dosc, ze nie moge zabic tych ktorzy mi wyrzadzili krzywde nie krzywdzac tych ktorych kocham, to jeszcze wszystkie potencjalne ofiary wyprowadzily sie na drugi koniec Polski. No ale ze wszystko dzieje sie po cos...
Za komentarze inne niz "bede za godzine, zostane tydzien zeby pomoc" - dziekuje:/
07:31, scibor1
Link Komentarze (3) »
niedziela, 22 listopada 2009
profil Kolejnego Ku Klux Klanu
No wiec juz od dluzszego czasu meczy mnie mysl, ze wszystkie zwierzaki jakie mam zaczynaja sie na "K". W ten czy inny sposob oczywiscie. Moze dlatego, ze jest we mnie podswiadoma potrzeba samorealizacji nazw na "K". O czym zreszta swiadczy czestotliwosc uzywania popularnego przecinKa... Do rzeczy. Mam zatem konie, krowy, kozy, koty, karasie i kundle. Ostatnio pojawila sie mysl o uzupelnienie zwierzynca o kury i kroliki... Po domu biegaja kurwamyszy. Jak sie okazuje, nie tylko biegaja, bo i potrafia sie powiesic w przedsionku:



Jak widac z profilu, mamy do czynienia z bliskim krewnym Batmana, ktorego filmowym odtworca byl niejaki Keaton Michael. Spogladajac wiec w twarz wisielca:



dochodzimy do wniosku, ze jest to Kaziu Keaton, coby nazewnictwo przy literze "K" utrzymac....
20:29, scibor1
Link Komentarze (3) »
piątek, 20 listopada 2009
dzien za dniem
Nie dzieje sie nic. W sumie dni sa podobne jeden do drugiego. No moze ciekawostka byla wyprawa do lasu na wycinke. Ale kolano mnie boli, wiec nie zaszalalem. Staram sie nie chodzic wiecej niz musze. Ewentualnie jakies drobiazgi. Przyuczam Portosa do prac bardziej inteligentnych niz zaganianie bydla:





Nauczylem go wymieniac swiece zarowe. Poza tym dba o mnie. Jak ide karmic zwierzaki, to zaslania soba kazda nierownosc terenu, zebym potknal sie o cos miekkiego w jego osobie a nie na przyklad o twardy kamien. Wzruszajace.
Noga Jazona ma sie ku koncowi:



Na wiosne bedzie po prostu grubsza. I sprawna. Ale czy wlasciciel bedzie madrzejszy? Czas pokaze.
08:16, scibor1
Link Komentarze (1) »
sobota, 14 listopada 2009
Blekitny Grom
Pewnemu rolnikowi żona robiła niesamowicie dobre kanapki, kiedy szedł robić na pole. Kanapki ze świeżego chlebka, ze świeżutkim serkiem, wędlinką, sałatką i innymi bajerami. Rolnik pewnego razu poszedł robić w pole, kanapki zostawił na kamieniu jak zawsze... Po kilku godzinach pracy, zmęczony podchodzi do kamienia skonsumować kanapki... A tu ich nie ma! Następnego dnia żona znowu zrobiła mu pyszne, jak zawsze, kanapeczki, rolnik poszedł robić w pole, aby po kilku godzinach pracy zauważyć, że znowu mu ktoś zawinął kanapeczki! Wkurwił się rolnik i postanowił, że następnego dnia będzie patrzył zaczajony za drzewem, jak kto mu podwędza kanapki! Jak pomyślał - tak zrobił. Zaczaił się i patrzy - a tu wielki orzeł nadlatuje i porywa jego drugie śniadanie! Rolnik biegnie za nim. Biegnie, patrzy, że orzeł leci do lasu - rolnik za nim! Orzeł siada miedzy drzewami, odpakowuje kanapki, wyciąga z nich zawartość, wyrzuca wędlinę, ser, sałatę i inne dodatki, bierze dwie kromki chleba, przykłada sobie do piersi i masując swoją klatkę piersiową woła głośno: "O kurwa! Jaki ja jestem pojebany!"



Skutkiem mojego z kolei popierdolenia na podworku zamieszkal Blekitny Grom:)
16:30, scibor1
Link Komentarze (2) »
wtorek, 10 listopada 2009
efekt motyla czyli sznur do bielizny
Szwagier wczoraj przyjechal. Bo byl w poblizu. Zaprawilismy sie nieco. A rano do boju. Do stawu znaczy. Z niwelatorem, zeby ustalic wysokosc lustra wody i zamontowac mnicha z rury kanalizacyjnej.



Takie dwa skojarzenia mnie trzepnely, jak widzialem szwagra mordujacego sie po kolana w wodzie z kolankiem rury. Pierwsze, ze gdyby nie sznur do bielizny, to nie musialby sie tak szarpac z kanalizacja w mule. No bo jakies, hmmm, trzydziesci kilka lat temu wujek zrobil mi luk i strzaly. I zeby sie dobrze wbijaly, wyposazyl je w groty z gwozdzi. W lowieckim uniesieniu zaczailem sie za stodola i czekalem na rzeczonego wujka. Jak wyszedl zza wegla poslalem mu strzale w leb. Heh, juz wtedy mialem talent do luku, trafialem w to w co celuje. Intuicyjnie. No ale wujek byl wysoki i musial sie schylic przechodzac pod sznurem do wieszania bielizny. Wiec strzala zamiast utkwic mu gwozdziem w skroni przeleciala mu po wlosach. Gdyby nie ten sznur, to nie byloby wujka, nie mialby corki a ona nie mialaby meza czyli szwagier by nie byl moim szwagrem. Bo to szwagier cioteczny jest. Czy jakos tak...
A drugie skojarzenie (pomijam, ze szwagier przywiozl oprocz piwa rowniez kurczaka), jak szwagier brodzil w tych zaczatkach stawu, to bylo takie: http://www.youtube.com/watch?v=wzCaowoZg_A&
"no bierz no kurwa kure":D
15:38, scibor1
Link Komentarze (1) »