ciag dalszy relacji z agronautyki, teraz w ramach nowego zycia na swoim
RSS
niedziela, 30 listopada 2008
smocza jama
Do majatku zawital... smok Gaga. Odmiana bialobrzeska. Wymaga nieco troskliwosci, ale wiadomo: w dzisiejszych czasach smoki sa albo zapomniane albo zaniedbane.




Zobaczymy, czy klient bedzie zadowolony.
19:09, scibor1
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 listopada 2008
Red Nenar
Czwartek jest tutaj dniem targowym. Udalem sie wiec na "rynek", jak w lokalnym slangu nazywa sie tutaj targowisko. Poslinilem sie nad takimi fajnymi gumiakami za 65zl, ale ze moj budzet nie przewiduje na razie zakupu takiego obuwia, otarlem usta i kupilem to co niezbedne. Mianowicie kantar dla Nenara. Nenar w czerwieni wyglada tak:



Zdaje sobie sprawe, ze nie jest to zbyt "meski" kolor, ale biorac pod uwage wzgledy praktyczne, dla tego zboja to jedyny sensowny wybor - jak zgubi, bedzie latwiej znalezc w trawie lub sniegu.

Poza tym prawie bez zmian. Od J dowiedzialem sie, ze jestem menda, bo alimenty poszly na konto na ktorym zrobila debet. I nie moze ich przepuscic. Co prawda uzasadnila to tym, ze chciala isc z mlodym do ortodonty, ale jakos w to nie wierze. Jakbym jej nie zwrocil uwagi na stan uzebienia dziecka to jej by do glowy nie przyszlo zajrzec mu do buzi. Spoko, miesiac musi zaczekac, ja z nim pojde. I do dentysty, i do urologa. Skads kase na to wziac musze, skoro "matka" potrzebuje alimenty na wygodne zycie.
13:25, scibor1
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 listopada 2008
budowanie zaufania
No bo przeciez nie chodzi o to, zebysmy sobie sprawiali bol, prawda? Mam wlasnie okazje budowac zaufanie poprzez nawiazywanie kontaktu praktycznie od zera. No dobra, dzis zaczalem od "konca":



Zostalo to potraktowane ze stoickim spokojem. Oczywiscie nie odwazylbym sie na taki numer z doroslym koniem, bo nie znam ich wystarczajaco dobrze, albo inaczej - znam je wystarczajaco dobrze, zeby nie probowac takich numerow. A w tym konkretnym przypadku Jawa co najwyzej probowala sie zabawowo odgryzac:



Pogoda nie sprzyja robieniu zdjec. Ale posiedzialem u koniowatych przeszlo godzine, trzeba bedzie wprowadzic to w rutynowy zakres obslugi zwierzakow.
09:56, scibor1
Link Komentarze (1) »
wtorek, 25 listopada 2008
alkoholizm jako sposob na zycie
Tak sobie dumam od wczoraj, bo mnie wspomnienia naszly. Ojca sobie odpuszcze, bo w sumie niewiele o nim wiem i o pobudkach jakie predestynowaly go do picia. Choc domyslac sie moge...
Moja zona, jeszcze zanim wzielismy slub, raczyla zdradzac mnie z synem wlasciciela stadniny koni. O ktorym wiadomo bylo, ze jest alkoholikiem. Jak sie wydalo, zapytana dlaczego to robila, odparla, ze chciala mu pomoc... Jak 3 lata temu wyjechalem za granice, zeby ratowac to na co przez lata pracowalem, moja zona zaczela pic. I uwaza, ze to ja usprawiedliwia w kwestii puszczenia calego naszego majatku, puszczania "sie" przy okazji tez.
Jakis czas temu jak bylo do zebrania siano z pola, chcialem jechac sam zeby to zebrac bo nie bylo rak do pracy, bo Jozin pil. Matka sie na mnie wydarla, zebym sie nie wazyl, bo jeden jej wstyd przynosi, bo pije, a ja wstyd jej przyniose, bo pojade zapieprzac sam jak jakis glupi. Zostalem postawiony na rowni z gosciem ktory ma wszystko w dupie bo pije, tylko dlatego, ze chcialem ocalic przed deszczem siano dla zwierzakow.
Zeby bylo smieszniej, jak stwierdzilem ze nie bede zyl dluzej wedlug planow matki, to nagle ocknela sie, ze Jozin nie byl taki zly, a to ze pil, to byl jego krzyk o pomoc wlasnie do niej, a ona go skrzywdzila, bo tego krzyku nie sluchala. To juz nie bylo istotne, ze to wlasnie matka zrobila na niego nagonke o to picie...
A teraz ogolnie. Jak ktos pije, to robi sie dookola niego mlyn, rusza sie GOPSy i MOPSy, zeby taka osobe z nalogu wyciagnac. Pojawia sie rodzina i przyjaciele, ktorzy splacaja dlugi takiego ktosia, pilnuja zeby mial co jesc, pic, mial gdzie mieszkac... No i prace mu sie zalatwia, zeby wyciagnac z nalogu, podczas gdy od cholery ojcow rodzin musi byc na zasilku. Ba, a jak ktos kogos po pijaku zamorduje, to fakt bycia pod wplywem alkoholu jest traktowany jako okolicznosc lagodzaca i mamy na przyklad 12 lat, zamiast 25 dla trzezwego...

Wychodzi mi na to, ze ja jakis po prostu nienormalny jestem. Bo zapieprzam, starajac sie powiazac koniec z koncem i wyprostowac rzeczy w ktore dalem sie wmanewrowac. Wzamian slysze, ze jestem nieodpowiedzialny, ze mi nie zalezy, ze mam wszystko w dupie i ze na pewno sobie nie dam rady.
Gdybym byl normalny, pieprznalbym tym wszystkim w cholere i zaczalbym pic. Zaraz zrobilby sie dookola mnie mlyn, bo przeciez jestem "chory" i trzeba mi pomoc, zaraz znalezliby sie chetni, zeby rozwiazac za mnie moje problemy.



Coz wiec, do kurwy nedzy, powstrzymuje mnie przed piciem?
16:20, scibor1
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 24 listopada 2008
dzielnosc terenowa
Dzis dzien pod znakiem wyprawy do lasu. Testowej, czy aby drzewolamacz sobie poradzi w terenie zimowym. No i o dziwo, poradzil sobie. Zarowno na pusto, jak i z bagaznikiem pelnym brzozy. Dopiero przy wyladunku udalo mi sie go skutecznie zakopac:



Po godzinie prob i bledow (wiecej bledow) dalem sobie spokoj i poszedlem po traktor. Efekt byl natychmiastowy, a jedynym swiadkiem zaistnialej sytuacji ten oto slad:



Potem przyjechal pan Blazej po worek owsa. A potem soltys po tone zyta. A koles po honde nie przyjechal. Tez dobrze.
14:58, scibor1
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 listopada 2008
zimowy swit
Padalo, padalo i napadalo. Poranek rzesko sloneczny, choc rano uzylem na jego okreslenie zdecydowanie innego slownictwa. Co nie zmienia faktu, ze doceniam to co mi Matka Natura oferuje:



Koniowate odkryly swoje slowianskie korzenie i udaly sie na badanie chramu, ktory im wczoraj udostepnilem:



Nie spodziewalem sie, ze bylo tam AZ tyle trawy do zezarcia! Korzystajac z ich wyprawy badawczej, zawiozlem im drugie sniadanie:



Tymczasem na gumnie pies odkryl swoje z kolei podhalanskie korzenie:



Powiedziec o psie ze jest bialy, to ublizyc bieli sniegu. Ale nie ma co byc drobiazgowym, w koncu czern to najciemniejszy odcien bieli:)
09:59, scibor1
Link Komentarze (2) »
sobota, 22 listopada 2008
mnich na lodowisku
W nocy ladnie gwiazdy bylo widac. Na mroz. Co zaowocowalo powstaniem malowniczego lodowiska z mnichem w roli glownej:



Na szczescie mroz nie byl tak dotkliwy, by przeszkodzic mi w rearanzacji ogrodzenia dla koni, co zajelo mi cale przedpoludnie. Ale mam juz zrobiona wersje wiosenna, tak ze do kwietnia-maja nie musze juz nic robic w tym kierunku. No oprocz standardowego sprawdzania pradu.
A po poludniu walil snieg, wiec bylo po robocie. Zaraz spac, zeby nie myslec.
19:51, scibor1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 listopada 2008
blekitna krew
Poranek krwawy. W szpitalu. Na krwiodawstwie. W ramach honorowego tego, no, dawania. Standardowo biora 450ml. A jak sie czlowiek potem fajnie czuje:). A jeszcze lepiej robi firmowa kawa. A taki zalacznik na pozegnanie to juz robi czlowiekowi calkiem dobrze:



Euforia. I dobry pomysl, jak sie nie ma kasy na slodycze do kawy. Kiedys dawali jedna czekolade, teraz paczke:)

A zeby bylo bardziej blekitnie, to zmienilem Javiszonowi kantar. Na niebieski:



Bo z rozowego juz wyrosla. No i przy okazji opatrzylem jej ranke kolo ucha. No dobra, najpierw to urwane ucho, a przy okazji kantar. Co nie zmienia faktu ze przy najblizszej okazji musze kupic co najmniej dwa kantary. Bo Nenar w skorzanym wyglada jak niewyrosniety kon pociagowy.

Z racji zimy akumuluje w domu. Akumulatory z pojazdow.
13:37, scibor1
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 listopada 2008
1160/22
Tyle kilometrow w tyle godzin wczoraj zrobilem. Latajacym krzeslem. Zaczelo sie o polnocy zapowiadana niespodzianka w postaci sniegu:



Potem niecale 9 godzin drogi na poludnie. Najpierw do szkoly, zobaczyc sie z mlodym, a potem do przedszkola zobaczyc sie z mloda. Dwa pudla, bo oboje byli w domu. Mlody podziebiony, mloda po prostu spozniona. Dopadlem ich w domu i cieszylismy sie soba cala godzine:



Potem do sadu, zakonczylo sie ugoda. Moze bedzie chwila spokoju.
Potem do dziadkow, szybki obiad i kawa do termosu. I rzut oka na rosnaca "stodole" siostry i szwagra:



I 9 godzin drogi powrotnej, z jeszcze uplywajacymi negatywnymi emocjami i niepotrzebna euforia. Dotarlem o 22, sprawdzilem czy wszyscy zyja, zapewnilem im szanse na przezycie do rana i poszedlem spac. Za stary jestem na takie eskapady.
07:08, scibor1
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 listopada 2008
porzadki w owczarni
Tak mnie naszlo na posprzatanie po owcach. O dziwo bylo tego mniej niz myslalem:



Ale na szczescie wystarczylo na nowe poletko:



Wypadaloby na wiosne posadzic tu truskawki, skoro jestem normalny i posypuje je gownem. A nie cukrem jak ten jeden popierdolony;)

No wlasnie. Nigdy nikt mnie nie pytal, dlaczego cos zrobilem tak jak zrobilem. I niech tak zostanie. Niech dalej nie pytaja dlaczego...
13:35, scibor1
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3