ciag dalszy relacji z agronautyki, teraz w ramach nowego zycia na swoim
RSS
poniedziałek, 21 lutego 2011
sport to zdrowie
Gdyby 5, 10 czy 15 lat temu ktoś mi powiedział, że będę kibicował z własnej woli koszykarzom, dostałby w pysk za bezczelne kłamstwo.
19go nasi (Elbląg) dali rzyci w Ełku z Ełkiem, ale przykładnie skopali dupska Pasłękowi. Przy okazji dowiedziałem się z ryków naszego trenera, że zawodnik może miec napadowe bóle głowy ("masz migrenę?!!") lub oczekiwac dostawy owoców cytrusowych ("spodziewałeś się bananów?!!"). Natomiast trener drużyny przeciwnej omal się nie zesrał wykonując "pajacyka". A może jednak?


22:13, scibor1
Link Dodaj komentarz »
coś się kończy, coś się zaczyna
Kama. Najstarsza mieszkanka majątku. Przeniosła się do psiego raju 18go lutego 2011. Skończyła się pewna epoka. Zaczęła się następna...


22:01, scibor1
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 lutego 2011
Gumisie nie latają
Transwizje rzuciła mi rękawicę. Zaiste niegodnym byłoby odmówić niewieście;p Dawno co prawda nie pisałem inaczej niż na blogu, więc czas to zmienić. Link do konkursu w komentarzach do poprzedniego wpisu:) A dla stałych abonentów konkurs:

To białe to Księżyc. Co to jest to czerwone?
 


Nagrody jak zwykle;)))
14:35, scibor1
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 14 lutego 2011
chwila nieuwagi

Dzień niby zwyczajny - pomijając pustkę po Heldze. Ale nie ma się co rozczulać. Trzeba żyć dalej, a życie dba żebym nie miał za dużo czasu na myślenie o motocyklach. I szczerze mówiąc - zapowiada się całkiem ciekawie;)

Zaczęło się od porannego odpalania Jellinka:

 

 

Nieźle, tym bardziej, że od wczoraj wiem, że jeżdżę tym samochodem dla jaj;)))

 

No dobra, obrządek jakoś poszedł. Nawet Kama jeszcze żyje, choć ledwo ledwo. Zaginiony Jaś Wędrowniczek odnalazł się w innym boksie z przybraną mamą:

 

 

Powoli chyba tracę panowanie nad królikami. Czas poważnie przymierzyć się to tego pręta...

 

M poprosił mnie o ześrutowanie trzech worków owsa. Nie ma problemu, trzeba sobie pomagać. Tyle, że tak się w tym zapamiętałem, że zupełnie zapomniałem o rozpędzającym się piecu. Chwila nieuwagi i mamy erupcję:

 

 

Ogarnąłem to trochę, opanowałem, ale widać, że dom czuje się zaniedbany. Muszę to wszystko jakoś unormować, ustalić plan działania. Co prawda z planami jest tak a nie inaczej, ale...

Dzień się jeszcze nie skończył.

15:33, scibor1
Link Komentarze (3) »
sobota, 12 lutego 2011
przeprowadzka
Podobno życie bez motocykla powoduje raka i choroby serca. U mnie powoduje ewidentnie spadek nastroju do granicy depresji. W końcu to mój sposób na zachowanie równowagi psychicznej...

Helga przeprowadziła się dziś do Gdańska:



A ja jak wytrzeźwieję to kupię sobie na pocieszenie ze dwie krowy... I może przestanę rozbijac sobie na głowie surowe jajka leżąc w łóżku...
20:51, scibor1
Link Komentarze (2) »
piątek, 11 lutego 2011
wyszczerbione narty
Wczoraj zadzwoniła do mnie miła pani z numeru mojego dentysty. Z informacją, że mają już moje części, ale nie mają dentysty. Bo mój dentysta pojechał na narty i złamał obie nogi. Czyli mam dwa miesiące czekania:/ Po miesiącu na każdą nogę;) Bozia pokarała, bo powiedział, że mnie nie przyjmie, bo na narty jedzie... Ech... 
17:49, scibor1
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 lutego 2011
szkocka niespodzianka
Nie lubię niespodzianek. Choć czasem potrafią być przyjemne. Nic nie zapowiadało, że dzisiejszy dzień będzie ich pełen. Różnych...
Zaczęło się od szczekania psów. Brama zamknięta, bo konie rozwaliły ogrodzenie i szwendają się po gumnie. Trzeba wyjrzeć. Handlarze... Częściowo niechętnie, częściowo z ulgą, dobijamy targu. Małym szkotom pa pa. Udało się złapać na siano. Żeby nie wlec przez pół pastwiska, handlarz decyduje się wjechać do mojej Szkocji. Daleko nie wjechał. Utknął na granicy. Próby wyciągnięcia ładzianką spełzły na niczym. Podobnie jak próby odpalenia ciągnika - ot, kolejna niespodzianka... Ściągnąłem sąsiada z ciągnikiem. Nie dawał rady, dopóki częściowo nie rozładowano utopca... Potem jakoś poszło:



Krowy z wozu, Ursusowi lżej. Ale po fakcie trzeba je załadować z powrotem. Ta gorsza weszła bez problemu. Tej lepszej tak się spodobało, że postanowiła zostać. A na perswazje odpowiadała seksmisyjnym: "tu będę leżeć"



W końcu ustąpiła. No bo bohatera to trzeba prądem...
Na wabia pochwyciłem szkockich skazańców. Już bez większych oporów dali się przekonać do wycieczki...



Pozostało ponaprawiać szkody, sfinalizować transakcję i wrócić do domu. Na końskie ogrodzenie dziś już nie mam siły. Może w sobotę...
15:35, scibor1
Link Komentarze (1) »
Enemy mine
Bardzo dobry film. Mimo upływu lat nadal uzyskuje pozytywne recenzje. Pamiętam jak pół konwentu ocierało łzy gdy się skończył.

Melanoma malignum. Mój osobisty wróg...




15:22, scibor1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 lutego 2011
wind of changes
Wieje. Dziś nawet bardziej niż zwykle. A ma być jeszcze gorzej koło południa. A może lepiej? No bo jakiś czas temu listonosz powiedział, że byli u niego ludzie od wiatraków. Baltic Wind znaczy. I że będą kupę kasy płacić. I czy u mnie byli? Skłamałem nieświadomie, że nie byli. Bo byli. Tylko mnie nie było. Ale wczoraj mnie dopadli. I przykro im było, że mnie nie złapali wcześniej, bo miałbym wiatrak tylko dla siebie, z wszystkimi plusami (i minusami), a tak to będę miał na pół z listonoszem, bo postawią go w granicy naszych działek. Jak pomiary będą zachęcające, zieloni od latających nie wniosą veta i papiery się pozałatwia. Być może za jakieś 2-3 lata, leżąc na kocyku podczas majówki i zajadając rurkę z kremem będę miał nad sobą taki oto widok?:



Ze zrozumiałych względów nazwę go Iktorn;)
Ciekawe, ile zostanie z tej kupy kasy po zapłaceniu podatku od dzierżawy i podatku od nieruchomości...
07:58, scibor1
Link Komentarze (7) »
niedziela, 06 lutego 2011
ewolucja
Weekend zaczął się w czwartek. Przyjechał kolega z dawnych lat razem z synem. Zaaplikowałem im miejscowe atrakcje w postaci przymusowego karmienia zwierzyńca na trzy dni:



Dali radę. Trochę popiliśmy, ale rozsądnie. W piątek rano odwiozłem ich do kościoła...;)



No cóż, niektórzy to sobie mieszkają...

Przyszedł czas na mój weekend. Jedną z wiodących myśli było stwierdzenie u mnie postępującej ewolucji: wały nadoczodołowe przekształciły mi się w wory pod oczami...



Zdjęć mam kilka, ale Wam nie pokażę. I nie opowiem jak było, bo i tak mi nikt nie uwierzy;)
Wróciłem do domu i stwierdziłem schyłek epoki lodowcowej na pastwisku:



Znaczy się mnich znów został zatopiony. Czyżby nadchodziła Pani Wiosna?
19:21, scibor1
Link Dodaj komentarz »