ciag dalszy relacji z agronautyki, teraz w ramach nowego zycia na swoim
RSS
piątek, 29 stycznia 2010
koło
Jakis czas temu Zlewici wynalezli kolo. Ich cywilizacja odeszla w niepamiec, kolo zostalo. No to nadszedl dzis ten dzien - dzien kolowania:



Bo poranny pomiar glebokosci sniegu kotem wyraznie sugerowal, zeby cos z tym zrobic. Kicia K. wchodzi w snieg na 30cm. Lotem balistycznym.
Jak juz dalem Ladziance odpoczac, zamarzlo splywajace z niej zmeczenie:



Poza tym nic nie robilem. Tzn cialem drzewo, palilem w piecach i karmilem zwierzyniec. Nieco wieksza dawka zywieniowa. Gestem na tyle szerokim, ze wybilem w koziarni szybe. Okreslilem sytuacje odpowiednio kwieciscie, pozbieralem szklo i wykonalem "szybe" zastepcza:



Fornirem do wewnatrz, zeby kozy mialy przytulnie i tak po domowemu.
Fajny weekend sie zapowiada:)
17:04, scibor1
Link Komentarze (3) »
czwartek, 28 stycznia 2010
sniegiem w oczy
Rano karmienie, po Jehowite i do lasu. Radek sam stwierdzil, ze jest leniwy, co objawia sie tym, ze chce jak najszybciej skonczyc prace zeby moc nic nie robic. No i faktycznie tempo narzucil spore. Ja tylko cialem, on odrabywal drobnice i nosil do samochodu. Zrobilismy dwa kursy, walnelismy zupke po jehowicku (zupka chinska + goracy kubek w jednym) i podrzucilem go do miasta.
W aptece przekonalem sie, ze konieczna jest wizyta u dentysty. Jakas babcia przede mna robila zakupy dobre pietnascie minut, a pani magister sama z siebie wszystko dokladnie jej wyjasniala i notowala na karteczkach. A ja tak zgrzytalem zebami ze mi normalnie szkliwo popekalo. Droga powrotna w sniezycy, ktora i tak trwala od ho ho... nocy:



Nawalilo tego sniegu, miejscami w miescie trudno bylo pod gorke podjechac, ze o poruszaniu sie na piechote nie wspomne. Podworko wzbogacilem o jakies ciagi komunikacyjne, wieksze dla mnie i psow oraz siec mniejszych dla Portosa:



Dzien jak zwykle leniwy, z mala komplikacja planow weekendowych:/ Se kurde postrzelam, ale chyba z procy. No ale wszystko dzieje sie po cos. Jutro bede wiedzial wiecej.
19:08, scibor1
Link Komentarze (5) »
środa, 27 stycznia 2010
powiedz pan koniowi...
Wlasciwie to kolejny dzien bezczynnosci. Rano po obrzadku do szpitala na kontrole. Odstalem swoje, pan doktor byl mily, nawet nie spojrzal na kolano tylko zapytal czy boli. Nie boli, no to nastepny miesiac zwolnienia i skierowanie na rehabilitacje. Pojechalem od razu z tym zwolnieniem do L. ale stanalem juz normalnie, jak wszyscy, na zwyklym zakazie zatrzymywania;).  Potem do domu i na szybko wycinanie wody, bo Jehowici z ciastem zwyciezonych sie zblizaja. Przyjechali, w pokorze porabali troche drewna i zwiezli mi do domu. Potem zasiedlismy do kawy z przywiezionym ciastem i zaczelismy zglebiac tematy ogolne. Przy probie poruszania metafizyki teologicznej wymknelo mi sie kolejne glupie pytanie, ktore wywolalo zmieszanie. No bo okazalo sie ze znow sa nieprzygotowani do wizyty, gdyz nie maja przy sobie materialow dzieki ktorym mogliby udzielic mi odpowiedzi.... Uzgodnilismy zatem, ze bedzie to tematem nastepnego spotkania. Ale ze kara musi byc, Radek jedzie jutro ze mna do lasu na wycinke, zeby odpracowac niewiedze i nieprzygotowanie;) No bo w przeciwnym razie przestane ich traktowac powaznie i wszelkie dysputy beda sobie prowadzic z Nenarem:



On cierpliwy jest, wyslucha z zainteresowaniem. O ile sie przygotuja i przyniosa marchew...
17:48, scibor1
Link Komentarze (8) »
wtorek, 26 stycznia 2010
kostka lodu
Dzis zgodnie z sugestia S wyciagnieta z jakiegos horoskopu mialem robic tylko to na co mialem ochote. No to postanowilem chorowac i nic nie robic czyli odpoczywac. No to dalem zwierzakom jakies 150% dziennej dawki zywieniowej, potem oddzielilem dwulatki od krowiszonow oborowych, bo im nie dawaly spokoju. Nacieszylem oczy zaklinowana w budzie psia dupa:



Pocialem reszte brzozy na opal i z marszu zrobilem stawowa masakre pila lancuchowa. W efekcie konie uzyskaly wode:



a ja dzielo sztuki:



Poniewaz jestem chory i nic nie robie, porabalem cala pocieta brzoze i docialem jeszcze troche suchych desek rozpalkowych. Zalegle pranie zrobilem, bo po nocy nadal mam wode wiec trzeba to wykorzystac. Jeszcze je powiesic musze, ale to dopiero jak uzyskam w domu jakies dodatnie temperatury. Pojechalem do sklepu po marchew dla koni, ale ze warzywniak byl zamkniety to musialem udac sie do Dronki, gdzie niejako przy okazji kupilem pare innych, nikomu niepotrzebnych rzeczy. Po powrocie dokarmilem zwierzyniec marchwia i pogadalem chwile z facetem ktory przyjechal zobaczyc jakie konie mam do sprzedania. Jak juz nagrzeje dom to zamierzam pochorowac w wannie goracej wody. Moze nawet pranie powiesze, bo mnie od tego "nicnierobienia" energia normalnie rozpiera...

A tak wogole to jestem dobry w lozku;)))
16:20, scibor1
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 25 stycznia 2010
owce pioniera
Dzien pod znakiem uzyskania wody. No bo skoro zamarzlo i nie ma, to trzeba odmrozic, zeby bylo oraz zabezpieczyc na wypadek, gdyby sie nie udalo. Na szczescie jest zima wiec mozna metodami pionierskimi:



Snieg mozna stopic i mamy wode. Wydajnosc jest marna co prawda, ale jest. Ostatni raz taki numer mialem w 2001 w gorach, kiedy to wychodzilem przed domek, nabieralem sniegu i robilem herbate:)
Poniewaz woda nie chciala sie odmrozic, wykonalem kilka telefonow po roznych wersjech pogotowia wodno-kanalizacyjnego, bo zamarzlo przed licznikiem. Pogotowie w G spuscilo mnie na gmine, bo oni robia tylko miasto, gmina spuscila mnie na Ekowod, bo to nie ich brocha, Ekowod spuscil mnie na... mnie. No to wzialem sobie opalarke i zaczalem rozmrazanie. Po trzech godzinach nie bylo efektu, pojechalem wiec do soltysa po wode, bo z tym topieniem sniegu to poroniony pomysl. Oprocz dwoch baniakow wody przywiozlem idee robienia przerebli:



Przereble cywilizowani wiesniacy wycinaja pila spalinowa. Ja to jakies miastowe nalecialosci mam z tym kilofem:/ Co jakis czas sprawdzalem co tam we wodzie slychac i doraznie rabalem drewno, naprawialem ogrodzenie ktore krowiszony zechcialy rozp... No i za ktoryms razem doczekalem sie. Potopu! Oczywiscie opalarka zatonela, gdzies chyba powinno wywalic bezpieczniki ale nie mialem czasu sprawdzac. Bezmyslnie wylaczony zatopiony sprzet grzejny rzucilem w snieg i zajalem sie ocena strat. Rozerwalo wodomierz, wiec gazem (a wlasciwie dieslem) do sklepu. Przy okazji odebralem nowa pompe do szamba wymieniona na gwarancji. Wrocilem, wymienilem i uzyskalem wode techniczna w oborze. Teraz jeszcze zostalo odmrozic szlak do domu i szlag mnie trafil z powodu mojej glupoty - moze ta opalarka jeszcze nie do konca sie utopila, ale na pewno do konca zamarzla:/ No to rozmrazanie wody woda. Przy drugim czajniku odpuscilo i z kranow w domu poplynela brunatna ciecz. Kurde, moze lepiej bylo snieg topic? No dobra, trzeba zapobiec przyszlosciowym problemom z zamarzaniem, a wiec porzadnie ocieplic te rurki. Rozgladajac sie po pubie wzrok oparl mi sie o niebieskie worki... hmmmm, w sumie, czemu nie? Coz moze lepiej nadawac sie do ocieplania niz surowa, owcza welna? Wreszcie przestane sie potykac o wspomnienie po owcach:



Zobaczymy jak sie to sprawdzi. Na wszelki wypadek na kilka nocy zostawiam otwarty obieg wodny, niech sobie plynie...
No i juz wzialem sie za palenie kiedy przyjechali panowie z TP. Bo dzwonilem na infolinie z zazaleniem, ze nie moge sie dodzwonic na pogotowie wod-kan na 994 i nie wiem jak sie dzwoni, bo ciagle mam w sluchawce ze nie ma takiego numeru. Panowie byli mili, zadzwonili na 997, na 998, na 991 i opowiedzieli zainteresowanym jak to sprawdzaja mi telefon, a po kilkukrotnych probach dodzwonienia sie na 994 stwierdzili, ze widocznie nie ma takiego numeru, bo tu wies jest i moze w Olsztynie czy Warszawie to jest taki numer, ale tutaj to chyba nie... No tak, w sumie dlaczego mialby byc, skoro sam rozwiazalem moj problem wodno-kanalizacyjny?
Jak zwykle nic nie zrobilem, a zmeczony jestem jakbym caly dzien w lesie spedzil. Chyba z nierobstwa. Kurde, ponudzilbym sie...
18:47, scibor1
Link Komentarze (47) »
niedziela, 24 stycznia 2010
10.
Zima jaka jest kazdy widzi:



Kot nie bedzie sie mrozil na sniegu, od tego ma psa.
Niektorzy jezdza samochodem do lasu po drzewo, a inni po slome:



Krotko mowiac zostawilem gospodarke i pojechalem na weekend do dzieciakow. Droga "tam" minela blyskawicznie, czyli 550km w 6h30min i to bez szalenstw - po prostu wiekszosc kierowcow zmieniala biegi pod pierzyna. A ja mialem okazje nacieszyc sie dziecmi, ktore zademonstrowaly, co dla nich jest najwazniejsze:



A mlody dmuchal swoje dziesiec:



Kurde, pamietam jak sie rodzil...
Nacieszylem sie dzieciakami ile moglem:





I ruszylem w droge powrotna. Poniewaz zwijalem sie szybko zeby nie dac sie wplatac w jakas awanture z J (a na koncu jezyka mialem pytanie, jak to mozliwe, ze ona "musi" wplacic kase za zielona szkole do 28go stycznia, skoro szkola jeszcze przetargu nie oglosila i nie wiadomo kto organizuje, gdzie i kiedy bedzie ta zielona szkola...), pierwsze 30km nie mialem ogrzewania, bo zamarzlo. Na szczescie pozniej odpuscilo, bo by nie bylo wesolo, brrrrr.... Zahaczylem o Paliow, posiedzialem chwile i wzbogacony o dwojniaka pojechalem dalej. Proby tankowania paliwa na wynos zakonczylem fiaskiem, bo ta breja ktora wiozlem w kanistrze to sie nawet do wylania nie nadaje. W sumie po 10 godzinach dotarlem do domu. Zwierzyniec przezyl i miewa sie dobrze. Rozwalil mnie widok Apisa lezacego sobie na sniegu przy 20sto stopniowym mrozie i ze stoickim spokojem zujacego sianko. Schowalem Nenara, nakarmilem miesozerne i stwierdzilem w domu brak wody. Zamarzla. Pale w piecach i zastanawiam sie, czy do jutra odpusci, czy czeka mnie topienie sniegu...
23:51, scibor1
Link Komentarze (2) »
czwartek, 21 stycznia 2010
sernik zwyciestwa
Znienacka nawiedzili mnie wczoraj Jehowici. Tak ogolnie pogadac i przy okazji zaprosic mnie na planowana w przyszlym tygodniu orgie. Raczej nie pojde, bo orgia ma byc czysto teologiczna. Gdyby mieli w planie jakies dobre wino i panienki, to kto wie... Pogadalismy ogolnie. O zyciu, o Gwiezdnych Wojnach, o Tarocie. No nie obeszlo sie bez tematow biblijnych, powalkowalismy temat cherubow i dziesiecioodnozowych serafow. A moze serafinow, ale to chyba od jakiegos imienia jest. Tak jakos wymknal mi sie termin "Boanerges". A oni w smiech: "Boa...co?" No to zaczalem watek o synach bodajze Zebedeusza, Jehowici zas twardo ze to ma byc "Bar...cos". Pokazalem wiec wlasciwy ustep (ale nie WC) we wlasciwej Ewangelii i.... mowie Wam, widok ich min... BEZCENNY:DDDD Pokonalem Jehowitow ich wlasna bronia, choc na moim terenie:D Bar wziety, na nastepne spotkanie pokonani maja sie stawic z jakims ciastem. Najlepiej sernikiem:) Bo ja moglem im zaoferowac wczoraj jedynie herbate. I jak juz Radek wypil to tak przygladam sie jego pustej szklance, przygladam... o kurde! Zlewici!! Rozrabialem w tej szklance kiedys make, nie domylem* dokladnie i przyschla taka fajna obraczka zlewicka... Glupio troche, ale posmialismy sie wspolnie i rozstalismy w pokoju. A wlasciwie przed domem.

*- no i mam temat na nastepne spotkanie: temat biblijny z gatunku mojzeszowego - na tych tablicach co przyniosl byla podobno informacja: ""NIE" z czasownikami piszemy osobno. Przyklady: .nie zabijaj, .nie kradnij ...itd;)
07:08, scibor1
Link Komentarze (8) »
wtorek, 19 stycznia 2010
Zmierzch Zlewitow
Jestem slabym czlowiekiem. Im wiekszego mam dola, tym niechetniej siegam po alkohol. Za to postanowilem dokonac bestialskiego mordu na Zlewitach. Choc przy ich populacji to juz zwykla statystyka byla. Wypalilem ich istnienie woda:
 


Uwiecznilem to pustkowie, bo to rzadki widok.
Zrezygnowalem z radomskich chinskich zupek na rzecz domowego jedzenia. I podzielilem sie z kotami:


Zle zrobilem. Ta banda kretyniat nie potrafi rozroznic granicy miedzy kurczakiem a moja reka. Krew mnie zalala, ale ludojad zostal ukarany i nie ma go na zdjeciu. Poszedl zjesc psa... Opatrzylem sie i postanowilem pociagnac koniowi. Marchewke:



Zdjecie powyzej dziwnie kojarzy mi sie z balwanem. Za to ponizsze sugeruje akromegalie u koz:



Spokojnie, to zwykly Pawlow. Nenar sam wlazi juz do koziarni i grzecznie czeka na marchewke.
Ide palic w piecu. Rozpalkowym z kaloryfera, rozpedowym zza kaflowego, mokrym z lasu i obsranym przez Dropa weglem...
15:43, scibor1
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 18 stycznia 2010
zmeczenie
Pojechalem rano po drzewo. Upitrasilem jedno, az drzewolamacz zajeczal:



Wrocilem do domu, rozladowalem, zmeczylo mnie to. Trzeba do sklepu jechac. Rzut oka do banku czy moze wyplata przyszla. Nie przyszla. Gorzej. Zlikwidowali mi debet i stan srodkow dostepnych zmienil sie z +130 na -890zl. Bo kurwa mroz jest. Nie rozumiem zasad jakimi kieruje sie ten bank. Trzeba bedzie powaznie przemyslec zmiane. Niemniej jednak sytuacja finansowa mnie dobila. Bo jest po prostu meczaca. Pojechalem na zakupy, wydalem polowe posiadanej gotowki. Znaczy zostalo mi 25zl. W jadalni wyleguja sie na wersalce rachunki do zaplacenia. Nie bede ich ruszal, dobrze im sie lezy.
Jestem zmeczony sytuacja w ktorej sie znajduje. Fizycznie i psychicznie. Bardzo.
16:33, scibor1
Link Komentarze (15) »
sobota, 16 stycznia 2010
wloska robota
Bo wszystko pochodzi z jakiegos kraju. Albo miasta. Na przyklad zupki chinskie. Z Radomia. A jak juz zupki i Chiny, to udalo mi sie przylapac Portosa na sprytnym przejeciu zawartosci garnka na wylacznosc:



Marne swiatlo, to i nie bardzo widac, ze siedzi w srodku i wyzera, a reszta musi czekac. Tak sobie pomyslalem, ze moznaby go zalac i zupe zrobic. Taka chinska oryginalna. Lubie koty, ale sie dlugo gotuja. Zostane przy radomskich zupkach. Tym bardziej ze weekendowe strzelanie nie wypalilo i nie udalo sie nic upolowac. Ale i tak czyszczenie trzeba bylo zrobic:



Coraz lepszy jestem w te klocki. A wlasciwie puzzle. Co prawda TTka to to nie jest, poskladanie zajmuje wiecej czasu, ale juz bezblednie i bez poprawek:



Ladne cacko. Nawet nie przeszkadza, ze wloskie;)
14:05, scibor1
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3